Data: 21-22.09.2019r
Trasa: Lębork- Grudziądz- Chełmno- Toruń /nocleg w Domu Pielgrzyma/
Toruń- Ciechocinek- Inowrocław- Lębork
Prowadzący trasę: Jan Kiśluk, Małgorzata Biela, Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 38
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 4
Co roku w tym czasie wybieraliśmy się na rajd nocny do Poddębia, ale obecnie z uwagi
na brak chętnych postanowiliśmy skorzystać z zaproszenia Wielkiego Mistrza Wolnej Loży
Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jana Kiśluka i wybrać się na wycieczkę autokarową do
Torunia. Wyjazd z Lęborka był o 6.00 rano więc już o godzinie 4.57 słupszczanie- Mecenas
oraz pani kapitan Halszka wyruszyli ze Słupska pociągiem Regio do Lęborka. Na miejscu
powitał ich sam organizator, a wkrótce dotarli pozostali uczestnicy wyprawy- wśród
których znani nam państwo Suszko /dbający o to by nikt po drodze się nie wysuszył/,
Małgosia i Andrzej Godnicze /Godni Cze..goś więcej niźli picie wody mineralnej/, nasz
Prezes- baron Mark von Glowitz z Tereską, leśniczyna "Maruszyna", , osobisty lekarz Janka-
doktor Zenon Kaczykowski /z baterią leczniczych kroplówek/ oraz Ewa Moorhexe z
Brinkenfickenhause in der Nähe Rothaarschloch Gebirge /Niemcy/. Zabrakło niestety Tadka
"Hippisa", który musiał odwiedzić swoje ukochane miejscowości-Kazimierz oraz Lądek-Zdrój.
Nie było zatem gitarzysty, ale Janek zadbał o dobrą atmosferę wycieczki. Od razu na początku
jubilat /54 lata/- Mecek, otrzymał stosowne prezenty od Grubego i Godnicza, którymi
sowicie się dzielił pośród przyjaciół w trakcie jazdy. Niestety- w sobotę prognoza pogody się
nie sprawdziła- miało być ciepło i słonecznie, a w rzeczywistości było pochmurno, a czasami
padał deszcz. Pierwszym przystankiem był Grudziądz, po którym oprowadzała nas Gośka Biela-
wiadomo, że ograniczony czas powodował, że można było zwiedzić tylko najważniejsze obiekty-
my skoncentrowaliśmy się na terenie po dawnym zamku krzyżackim na Wisłą, gdzie przez wiele
lat jedynym śladem był tylko fragment muru z otworem bramnym /tak to widzieliśmy na OWRP w
roku 2008/. Aktualnie odsłonięto fundamenty zamku oraz odtworzono wieżę nazwaną "Klimek", na
którą oczywiście weszliśmy by- mimo nijakiej pogody- podziwiać okolice.. W drodze powrotnej
obejrzeliśmy obóz wojsk napoleońskich /rekonsktruktorzy/ pod grudziądzkimi spichrzami,
gdzie swoje stoisko miał m.in."Krasnal" znany nam z ubiegłorocznych "pokopek" w Karżniczce.
Zaopatrzyliśmy się u niego w stosowne pojemniki i wkłady do nich. Następnym miastem do
zwiedzenia było Chełmno- po nim oprowadzał Mecek, który był tam nieraz /OWRP w 1983, 1991, 1997,
2011/ więc dał radę oprowadzić turystów po tym pięknym mieście.. Nie sposób w ramach relacji
opisać wszystkich zabytków, które zwiedzaliśmy więc ograniczmy się tylko do: Bramy
Grudziądzkiej obok której znajdowała się "ławeczka zakochanych" /Chełmno jest znane jako
"miasto zakochanych" od relikwii św Walentego znajdujących się w farze/.w.w.fara-Kościól pw.NMP-
gdzie z wieży oglądaliśmy okolice/ dodajmy, że prawie wszystkie zabytki sakralne Chełmna
pochodzą z XII wieku/, ratusz ze słynnym "prętem chełmińskim" długości 4,35 m /dawną miarą
długości/, co skojarzyło się Ewie Moorhexe z..Jankiem Kiślukiem. Usłyszeliśmy m.in. "Es war,
als würde man einen Lolli-Schwanz dem Janek lutschen der niemals kleiner wird".. Przeszliśmy
wzdłuż murów miejskich podziwiając baszty i kościoły, po czym podążyliśmy do Torunia. Nocleg
miał miejsce w "Domu Pielgrzyma" przy ul. Św.Józefa- spodziewaliśmy się raczej spartańskich
warunków, a tu miła niespodzianka- pokoje 2 osobowe z łazienkami i telewizorem. Rano, po
śniadaniu, zwiedzaliśmy Toruń /oczywiście skrótowo/- obejrzeliśmy Krzywą Wieżę, więzienie w
kształcie "okrąglaka", rynek, a przede wszystkim "Muzeum Piernika" gdzie własnoręcznie wyrabialiśmy
pierniki a nadto w sklepie muzealnym zakupiliśmy kultowe produkty Torunia-czyli pierniki w
różnych aspektach.. Była nawet kawa piernikowa, a niektórzy żałowali, że nie było trunku
piernikowego.. Z Torunia pojechaliśmy do znanej miejscowości uzdrowiskowej- Ciechocinka. Dodajmy,
że po sobotnim, pochmurnym dniu- niedziela była pogodna i słoneczna, prawie letnia.. Nasza grupa-
na początku zwarta i karna- stopniowo zaczęła się rozpraszać- z parku zdrojowego jedni poszli oglądać
tężnie, Mecek się zapędził aż pod dawną warzelnię soli, natomiast Janek i doktor Zenek okrywali się
nieśmiertelną chwałą- co trwało na tyle długo, że znaleźliśmy się "w niedoczasie"- tym bardziej, że
z Ciechocinka do Inowrocławia jechaliśmy drogami raczej podrzędnymi, co przedłużało jazdę. W
konsekwencji w Inowrocławiu trzeba było się ograniczyć jedynie do zwiedzania tężni.. Drogę powrotną do
Lęborka umilał nam Janek- zaś z uwagi na późną porę i brak pociągu- słupszczan z Lęborka do Słupska
samochodem zawiózł Kuba /syn Tadka "Hippisa"/.