Data: 14.08.2019r
Trasa: Zębowo- Redencin- Gac- Swołowo- Gac- Sycewice 11 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Ilość Uczestników: 1
Nasi klubowicze wspólnie z przyjaciółmi z lęborskiego "Kahel Klubu" przygotowują się już
do wyjazdu na obóz górski do Dusznik-Zdroju, a część jest indywidualnie na urlopach poza Słupskiem,
dlatego też okazało się, że w dzisiejszej wędrówce uczestniczył tylko Mecenas. Oto jego relacja:
"Kilka dni temu brodaty Maciej z Bierkowa /obecnie wybudował się we wsi Gac/ zwany "Druidem
Panoramixem" poinformował mnie, że będzie wystawiał swoje produkty na festynie w Swołowie a m.in
wydestylował i "magiczne eliksiry"-postanowiłem zatem, zgodnie z tradycją wybrać się na wycieczkę
do Swołowa z okazji święta Matki Boskiej Zielnej. A i nie tylko "eliksiry" miałem na myśli lecz i
inne produkty. Wszyscy bowiem wiemy czym różni się własnorobny wyrób spożywczy od tego "marketowego",
nafaszerowanego chemią. Pogoda dzisiaj dopisała, więc z ochotą powędrowałem na dworzec PKS z zamiarem
dojechania do Swołowa autobusem relacji Słupsk-Jarosławiec który miał odjeżdżać o 9.30. Okazało się,
że źle doczytałem na rozkładzie- autobus ten nie kursował w święta, a innych nie było.. Teoretycznie
więc mogłem pójść znanym już "książęcym szlakiem" od pętli autobusowej przy ul.Dmowskiego, ale wtedy
byłbym za późno w Swołowie, a planowałem powrót z Sycewic o 14.23..Trudno, wziąłem taksówkę którą
mogłem wprawdzie dojechać do samego Swołowa, ale przecież zależało mi nie tylko na kupnie produktów ale
również na wędrowaniu. Wysiadłem zatem w Zębowie skąd szosą powędrowałem do Swołowa, gdzie dotarłem
przed 11ą. Najpierw trzeba było zwiedzić wszystkie stoiska by zorientować się w asortymencie, a następnie
pokrzepić się zupą rybną i smażonymi szprotkami. Oczywiście nie mogło też zabraknąć degustacji /choć z
wiadomych względów- niewielkiej/ eliksiru Panoramixa- pod pieczoną jagnięcinę, pycha ! Podczas gdy
Panoramix zajmował się sprzedażą miodu i wina, jego żona- Asia tworzyła bukiety z ziół. Stopniowo
zaczęło się pojawiać coraz więcej ludzi, zrobiło się nieco tłumnie, więc powoli trzeba było szykować się
do powrotu. Jeszcze zakupy- miód pitny, przetwory owocowe, kozi ser i pieczony pasztet, "strzemiennego" z
Krzyśkiem z "Głosu Pomorza"- i droga powrotna- do wsi Gac tą samą trasą a dalej przez pola do Sycewic.
W międzyczasie zadzwonił ten który nie pojechał w góry czyli Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza
Rytu Beretowego- Jan Kiśluk, który znakował zielony szlak pod Lęborkiem i bardzo żałował, że nie mógł
zadegustować "magicznego eliksiru".. Droga do Sycewic- dobrze znana, ale nie było nudno, można było
obserwować prace polowe i posłuchać klangoru żurawi..