Data: 22.06.2019r
Trasa: Pogorzelice PKP- wdłuż linii kolejowej- wiadukt- drogą przez pola-
Laska /oaza Taha Kikhia/ 5 km
Prowadzący trasę: Jerzy Krajewski
Liczba uczestników: 6
Pierwotnie w tą sobotę mieliśmy się wybrać z "Kahel Klubem" nad jezioro Brody i
zwiedzać torfowiska rosiczkowe razem z Ewą Moorhexe z Brinkenfickenhause. W środę
wieczorem otrzymaliśmy jednak zaproszenie od "Effendiego" /Taha Naydat Kikhia z Syrii/
na biesiadę arabską w jego posiadłości w Lasce. O godzinie 8.37 wyjechaliśmy pociągiem
ze Słupska w składzie- Marcel, Mecenas, Halinka i kapitan Halszka z pieprzówką, w
Damnicy dosiadła się Tereska /biedny "Gruby" patrzył tęsknym wzrokiem- dzisiaj on
musiał zostać z babcią/ zaś w Pogorzelicach czekał już stary traper "Jurencjo" z Redy.
Zabrakło Andrzeja i Uli- którzy bardzo chętnie poszliby, ale wypadł im pogrzeb w
rodzinie. Wyruszyliśmy wzdłuż toru kolejowego a pierwszy przystanek nastąpił zgodnie
z tradycją pod znanym nam wiaduktem-gdzie Halszka sowicie częstowała pieprzówką dzień
był pogodny ale na szczęście nie było jakiegoś szczególnego upału, więc wędrowało się
przyjemnie, choć idąc wzdłuż toru, teren nie był zbyt równy więc nawet zwinna niczym
gazela Tereska miała pewne problemy. Polepszyło się dopiero gdy zeszliśmy z nasypu na
drogę do Laski- najpierw asfaltową a potem gruntową- przez las a potem przez pola.
Malowniczo prezentowały się chmurki na niebie oraz pola ukwiecone makami i chabrami.
Na posesji u Effendiego powitały nas dwa psy- Reksio oraz nowy mieszkaniec- biały Major.
Poza gospodarzami- Effendim i Agnieszką oraz ich dziećmi, była też ich kuzynka ze
Szkocji i jej dwie dziewczynki. Musimy też koniecznie wspomnieć jakimi to specjałami
nas goszczono- ciecierzyca z hummusem, ryż makluba z warzywami, gulasz syryjski, kebab
arabski i kurczak a "la Latakia- a do tego herbata ze świeżej mięty, kawa i ciasto.
Dla siebie Mecek miał jeszcze napój Shaitana- inni pili piwo. W trakcie biesiady
towarzyszyły nam przyjazne psy, liczące na resztki jadła, kto chciał mógł też zażyć
Kąpieli w gumowym basenie. Jurencjo miał pociąg godzinę wcześniej niż słupszczanie,
więc i wcześniej wyjechał razem ze Szkotkami. Przygoda spotkała Mecka, najpierw
rozanielony Major dosiadł jego nogi, a potem sam główny bohater wpadł do dwumetrowego
dołu na podwórku- ale nie z uwagi na wpływ Shaitana lecz niedopasowane do dołu blachy
osłaniające go od góry. Nie za bardzo pasowało Meckowi przebywanie w dole w towarzystwie
żab i padalca, ale ofiarny Marcel i silny Effendi wydobyli go na zewnątrz. Planowaliśmy
na stację wracać piechotą ale jadła było tyle, że postanowiliśmy skorzystać z okazji i
jechać podwodą- czyli samochodem prowadzonym przez Artura Alego. Z Pogorzelic do Słupska
wyjechaliśmy pociągiem o 15.44, najedzeni do rozpuku. W międzyczasie dzwonił nasz
honorowy prezes Daniel- wielkimi krokami zbliża się bowiem OWRP /Ogólnopolski
Wysokokwalifikowany Rajd Pieszy/, gdzie właśnie on jest organizatorem i prowadzi jedną
z tras /ze Złocieńca/.