Data: 08-09.06.2019r
Trasa KTP ORŁY: Izbica- żółtym szlakiem- Lisia Góra- Bagna Izbickie- rzeka Pustynka-
Izbica 10 km
Prowadzący trasę: Jacek Grabowski
Organizator: RO PTTK SŁUPSK
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 2
Zlot szlakami SPN to najważniejsza impreza słupskiego oddziału PTTK, w dawnych dobrych
czasach grupująca i po kilkuset uczestników- obecnie jest ich znacznie mniej, ale
dotyczy to niestety całej turystyki pieszej w Polsce. W ubiegłym tygodniu na rajdzie
"Wydma" Andrzej, Marek i Mecenas zaplanowali spotkanie i nocleg w Izbicy z piątku na
sobotę, by nie musieć z innymi dojeżdżać w sobotę rano autokarem ze Słupska. Okazało się
jednak że Marka i Andrzeja zatrzymały obowiązki domowe i Mecek musiał sam spędzić noc w
domku na stanicy. Gospodarz- Sławek zadbał jednak by naszemu jedynakowi nie było smutno..
Prognoza pogody na sobotę przewidywała deszcze i burze, sobotni ranek okazał się na
szczęście pogodny choć mglisty. Przed godziną 10 do Izbicy przyjechał innym nasz
klubowicz-syn Mecka-Czarek a wkrótce potem autokar ze Słupska z uczestnikami rajdu.
Poza kadrą i młodzieżą szkolną były też sympatyczki klubu- Roma i Basia oraz botaniczka
Ewa Moorhexe z Brinkenfickenhause in der Nähe Rothaarschloch Gebirge. Wyruszyliśmy na
zachód żółtym szlakiem drogą przez pola, po czym weszliśmy w las na ścieżkę torfową by
po pewnym czasie dojść do najtrudniejszego terenowo odcinka szlaku- Bagien Izbickich
/główna atrakcja dzisiejszego dnia/. O ile w ubiegłym roku idąc z Główczyc do Izbicy w
ramach rajdu "Wydma" trasę tą przebyliśmy "suchą nogą"- teraz było znacznie gorzej.
Kilka razy błotnistą ścieżkę pośród bagien przegradzały rozlewiska i trzeba było pomagać-
zwłaszcza młodszym dzieciom- w ich sforsowaniu. Oczywiście nie trzeba mówić że pod koniec
każdy miał ubłocone buty i spodnie po kolana. Po dojściu w okolice rzeczki Pustynki Czarek i
Mecek zawrócili z powrotem- po pierwsze Czarek śpieszył się do Słupska a po wtóre- wielkimi
krokami zbliżał się wał ciemnych chmur, zwiastujących burzę. Forsownym tempem, pod koniec
prawie biegnąc nasza dwójka wędrowców nie uniknęła jednak deszcze ale stało się to
dopiero już w samej Izbicy więc niespecjalnie zmokli, poza tym z pomocą czyli z
rozgrzewającymi napojami pospieszył gospodarz- Sławek. Jeszcze krótki spacer nad jezioro,
i żegnani szczekaniem berneńczyka o imieniu Dio nasi klubowicze odjechali do Słupska, po
drodze zatrzymując się jedynie na pomoście widokowym na nieco już wyschłym torfowisku, by
podziwiać kwitnące bagno- które kiedyś nasi przodkowie używali jako środek na mole.