Data: 01-02.06.2019r
Trasa: Żarnowska skrzyżowanie- Żarnowska wieś- żółtym szlakiem "Słowińców"- Wielkie Bagno-
Gac-Izbica 14 km
Izbica- Lisia Góra- Główczyce 8 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński, Jerzy Krajewski
Organizator: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 22
To już jedenasty raz gdy spotkaliśmy się na "kultowym" dla klubowiczów rajdzie "Wydma" i kolejny
raz w Izbicy w stanicy turystycznej gościnnych Izy i Sławka Zawadzkich. Pogoda też dopisała-
obawialiśmy się właściwie nawet nie tyle deszczu co chłodnych nocy /kilka dni wcześniej było tylko
4 st C/- okazało się na szczęście, że było i słonecznie i ciepło. W sobotę o 9.00 rano ze Słupska
autobusem PKS wyjechała ekipa w składzie: Ula i Andrzej, Mecenas, kapitan Halszka, Halinka, kolega
Andrzeja- Grzegorz /też świetny gitarzysta/ z żoną oraz Brygida z Towarzystwa Przyjaźni Polsko-
Tureckiej "Yarak Mustafa". W Główczycach dosiadł organizator- Marek ps "Gruby", zaś na skrzyżowaniu
drogi do Łeby i Żarnowskiej- reszta Uczestników- m.in Wandzia z Rzuszczy, Ewa Moorhexe z Brinkenfickenhause,
stary traper "Jurencjo" z Redy, Effendi /Taha Naydat Kikhia/ z żoną i dziećmi, kilku innych turystów,
oraz dawno nie widziana na szlaku- za to organizatorka imprez- prokurator Beata z Gąbina. Effendi
zabrał cięższe bagaże do swojego samochodu i wraz z Markiem pojechali na bazę-reszta ruszyła na trasę.
Prawdę mówiąc rozważana też była wersja trasy z Krakulic wzdłuż kolejki torfowej- ale Marek dowiedział
się że ścieżka przyrodnicza łącząca kolejkę ze szlakiem jest podmokła i zarośnięta, dlatego też
zdecydowaliśmy się na "bezpieczniejszą" i dobrze znaną drogę. Najpierw prowadzący- Mecenas nadał szybkie
tempo, bowiem chodziło o szybkie przejście dosyć ruchliwą a tym samym niebezpieczną asfaltową szosą do
Żarnowskiej- gdzie oczywiście zatrzymaliśmy się przy sklepie, a potem- tradycyjnie na pomoście nad
jez.Łebsko, podziwiając jezioro i okolice. Następnie przeszliśmy przez wieś i obok małego kościółka
weszliśmy na leśną drogę, którą wiedzie żółty szlak zwany "szlakiem Słowińców". Skoro mamy wiosnę to
las rozbrzmiewał ptasimi śpiewami /niestety-rozmaitego fruwającego robactwa też się namnożyło/,
pojawiły się też grzyby- czerwone kozaki i maślaki. Dłuższy postój nastąpił przy pomoście na tzw.
"Wielkim Bagnie"- skąd obserwowaliśmy łany wełnianek, rosiczki oraz inną roślinność bagienną o której
ciekawie opowiadała nam Ewa Moorhexe. Była też zwinięta w kłębek żmija zygzakowata.."Peleton" wędrowców się
rozciągnął, ale prawdę mówiąc nie było się po co śpieszyć, po drodze były jeszcze odpoczynki pod wiatą
we wsi Gać, nad rzeką Łebą-gdzie dwóch facetów skakało z mostu do rzeki, aż w końcu doszliśmy wszyscy na
bazę w Izbicy gdzie zostaliśmy poczęstowani bigosem. Tam też już czekali- Marek z Teresą i Effendi, oraz
sam wspaniały Jan Kiśluk- Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego. Zabrakło tylko Tadka
"Hippisa" który musiał wyjechać do Kazimierza. Po zjedzeniu bigosu część uczestników odjechała- ci którzy
nie zostawali na noc- a reszta została pod wiatą na wieczorną biesiadę. Nie wspomnieliśmy jeszcze o
aspirancie Szymku, który szedł z nami- a był on tą osobą która zapewniła wszystkim "materiały konferencyjne"
w postaci 6 litrów samorobnego eliksiru. Inni mieli jadło, a Andrzej i Grzegorz grali na gitarach.
Śpiewaliśmy piosenki turystyczne, rozmawialiśmy- również w językach obcych,np. Moorhexa do Janka po
niemiecku /ich habe keinen Bock, in sein haariges Loch zu glotzen und seine Arschbacken aus einanderzuzerren !/,
a Brygida do Halszki po turecku /Yaslandigin ve amin da kötü koktugu ve kurudugu icin kiskani yorsun iste !/-
biesiada trwała do późna w nocy ale już o brzasku /czyli po 4 rano/ niestrudzony Janek dał sygnał do pójścia
nad jezioro na wschód słońca oraz zarządził analizę wczoraj przebytej trasy /i po ten analizie część
uczestników nie poszła piechotą do Główczyc tylko musiała być zawieziona samochodem/. Zmienił się też
prowadzący bo w niedzielę trasę prowadził Jurek z Redy. Zarówno piechurzy oraz zmotoryzowani spotkali się
na hacjedzie "U Benka" w Główczycach /a formalnie w Klęcinku/ gdzie niektórzy delektowali się jabłecznikiem
z lodami- od Tereski, a niektórzy- chrapali aż furczało. Potem część odjechała samochodami do Lęborka a
"ostatni Mohikanie"- po godzinie 15ej autobusem do Słupska.