Data: 23.03.2019r
Trasa: Główczyce- na przełaj przez pola- skrzyżowanie leśnych dróg- Skórzyno dawny cmentarz-
Równo- trasą dawnej kolei- Główczyce 10 km
Prowadzący trasę: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 18
To już siódmy raz gdy nasz prezes- Marek /baron Mark von Glowitz/ zorganizował wędrówkę pieszą
w okolicach Główczyc zwaną rajdem "Żubrzym Szlakiem"- a nazwa ta wzięła się oczywiście od tych
królewskich zwierząt mających swe leże z reguły w Puszczy Białowieskiej ale czasami można je
spotkać i na Pomorzu. Jak można dostrzec w kronice klubowej- rajd ten z reguły inaugurował kolejny
rok wędrówek, w każdym razie odbywał się w zimie- w tym roku jednak wyjątkowo, z uwagi na inne
okazje- zainaugurował wiosnę.. Pogoda w tym dniu też była wiosenna, słońce zachęciło liczną grupę
wędrowców których było aż 18-u /a zwykle narzekamy na frekwencję/. Autobusem relacji Słupsk-Łeba o
godzinie 9.00 wyjechała ekipa w składzie: Marcel, Mecenas, Halinka, kapitan Halszka z pieprzówką,
Andrzej z Ulą oraz Brygida z Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Tureckiej "Yarak Mustafa", którą
oczywiście powitaliśmy uprzejmie po turecku "Lanet kadin, amcik !". W Główczycach zrobiliśmy zakupy
w sklepiku masarni ze Zgierza- głównie dziczyznę, po czym udaliśmy się do hacjendy "U Benka", gdzie
czekali już na nas gospodarze- Marek z Teresą, oraz pozostali uczestnicy rajdu m.in. Wandzia z
Rzuszczy, Grzesiek z pasierbem, inny penitencjarysta-Tomek z żoną i synem oraz grożnym brytanem Majlo,
a także stary traper "Jurencjo" z Redy co wielce uradowało Brygidę. Lęborski "Kahel Klub" reprezentował
tym razem Lech "Big Horn" Kozłowski z Ewą. Żałowaliśmy tylko, że nie mógł przyjechać sam Wielki Mistrz
Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jan Kiśluk, który musiał uczestniczyć w obchodach Dnia
Trzeźwości Kaszubów- a to przecież impreza wybitnie nie dla niego. Z kolei Tadek "Hippis" pojechał w
góry z nadzieją nocnej penetracji uroczych zakątków Lądka-Zdroju. Mimo braku dwóch naszych przyjaciół
humory dopisywały, wyruszyliśmy z Główczyc najpierw drogą przez pola- zachwycając się śpiewami skowronków
/bez aluzji do Mecenasa-on ryczy bowiem niczym zarzynany bawół/ i klangorami żurawi. W oddali widać było
jakieś okazałe zwierzęta- mieliśmy nadzieję że to żubry- a były to konie rasy Vetemora, które tak
kiedyś polubił Krzysiek. W lesie weszliśmy na bardzo błotnistą drogę utrudniającą marsz ale za to
mogliśmy już podziwiać pierwszą roślinność wiosenną- zawilce i podbiał, zaś Ewa znalazła grzyby- co
prawda nie borowiki ale nadrzewną czarkę austriacką. Na skrzyżowaniu dróg do Skórzyna i Równa miał
miejsce postój gdzie prowadzący- Marek zadbał by wszyscy w końcu zobaczyli żubry. Po odpoczynku
skierowaliśmy się w stronę Skórzyna by obok dawnego leśnego cmentarza skrócić w lewo w stronę Równa.
Po drodze mijaliśmy rozlewiska oraz żeremia bobrowe aż w końcu wyszliśmy na pole. Kolejny postój miał
miejsce w brzozowym lasku przed Równem, niestety w tym czasie zaczęła zmieniać się pogoda. Wprawdzie
nie spadł deszcz ale zachmurzyło się i ochłodziło, zaczął też dokuczać silny wiatr. Po dojściu do Równa
skręciliśmy w lewo na starą, poniemiecką drogę w szpalerze starych drzew- ale nie tą prowadzącą
bezpośrednio do Główczyc, lecz w następną wiodącą do nasypu dawnej linii kolejowej. Nie dochodząc
zatem do szosy, poszliśmy tym "kolejowym szlakiem" a na szosę wyszliśmy dopiero tuż przed Główczycami.
Po dojściu do hacjendy "U Benka" większość schroniła się w domu natomiast panowie pozostali na tarasie
aby w spokoju przeanalizować trasę zaś w ogródku Grzesiek rozpalił ognisko. Rozpoczęła się biesiada-
smażone śledzie, kurczaki, sałatki i samorobny napój regionalny od sklepowej-Moniki -prawdziwa uczta
Lukullusa. Potem nastąpił koncert gitarowy Andrzeja i niestety czas pożegnania..