Data: 09.03.2019r
Trasa: Słupsk stadion- Lasek Północny- hacjenda Andrzeja 8 km
Prowadzący trasę: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 5
Od kilku lat klubowa kadra organizuje wędrówki "autorskie"- czyli zaplanowane przez
poszczególnych klubowiczów, na których barkach spoczywa- poza prowadzeniem- również
logistyka i organizacja zakończenia dobrą biesiadą. I tak- baron Mark von Glowitz
prowadzi zimowy rajd "Żubrzym szlakiem" zaś Ula i Andrzej Strzykowski organizują
wędrówki pod nieco dwuznaczną nazwą "piękne, zimowe laski"- a chodzi tu nie o panienki
lecz o słupskie kompleksy leśne zwane Laskiem Północnym i Laskiem Południowym. W tym
roku niestety okazało się, że laski nie były ani piękne ani zimowe lecz.. deszczowe,
o czym jeszcze napiszemy. Pierwotnie na wędrówkę zapisało się około 20 osób, więc
przez cały tydzień Ula z Andrzejem szykowali wiele potraw aby godnie ugościć
uczestników. Okazało się, że..z 20 osób udział wzięło jedynie pięcioro.. Odpadła
przede wszystkim ekipa lęborska bowiem Tadek "Hippis" wyjechał do ulubionego przez
siebie Kazimierza /pewno by oglądać renesansowe kamienice/, zaś Wielki Mistrz Wolnej
Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jan Kiśluk przedobrzył z kroplówkami doktora
Zenka i zabrakło mu sił na przyjazd. Z innych, różnych względów nie przyjechali-
Marysia, Wandzia i Mark von Glowitz-oraz wielu innych. Doborową piątkę wędrowców
stanowili zatem-Ula, Andrzej, Mecenas, Mariola i Halszka z pieprzówką. Zbiórka miała
miejsce o godzinie 10.00 przed bramą stadionu przy ul.Madalińskiego- już wtedy zaczęło
popadywać- niemiłe niemiłego początki. Udaliśmy się przez Lasek Północny w stronę bazy
w Redzikowie, zaś deszcz stawał się coraz bardziej ulewny.. Uprzedzając fakty, dodajmy,
że pod koniec trasy wszyscy byli mokrzy od stóp do głów. Po dojściu do końca lasu
zakręciliśmy i szliśmy równoległą do drogi ścieżką, ale w drugim kierunku. Ula prowadziła,
a panowie zostali nieco z tyłu, aby pilnować by nikt się nie zgubił /wersja oficjalna-
bowiem chodziło też o to by w spokoju zadegustować 70 procentowego eliksiru regionalnego/.
Nigdzie nie można było zatrzymać się na dłuższy postój gdyż deszcz na to nie pozwalał
więc po wyjściu z lasu forsownym marszem podążyliśmy do mety czyli do domu Uli i Andrzeja
na ul. Sowińskiego, gdzie dotarliśmy już około godziny 12-ej. Tak należało się rozdziać z
ociekającą wodą odzieży i się wysuszyć .Andrzej z dumą zademonstrował specjalistyczny
sprzęt w piwnicy służący do produkcji zacnych napojów a także zestaw kolejkowy zajmujący
cały pokój na górze /pasja Michała- syna Andrzeja/. Potem nastąpiła biesiada do której
wkrótce dołączył mąż Marioli-Andrzej Jóźwiak. W menu była treściwa zupa meksykańska,
kiełbasy w sosie pomidorowym, sałatki, zakąski /te przygotowała Halszka/ i wiele innych
potraw. Po osuszeniu się- nie tylko zewnętrznym ale i wewnętrznym- Andrzej zabrał się za
gitarę, a ponieważ Mecenas miał wielki śpiewnik autorstwa Czarka Jawoszka- nastąpił
koncert piosenki turystycznej, trwający przez blisko 4 godziny. Jak wspominaliśmy
wcześniej- wiele zapowiadanych wcześniej osób nie pojawiło się- ale w graniu i śpiewaniu
to nie przeszkadzało a wręcz przeciwnie. Nie wszyscy bowiem są miłośnikami piosenki
turystycznej /biesiadne do nich się nie zaliczają/, tak jak Andrzej i Mecenas, których
wkurza fascynacja takimi "utworami" jak np. "Zakopane, Zakopane, polewałem ci cycki
szampanem i byłaś największą dziwką tej nocy"/ słowa są może nieco inne ale chodzi o
zawartość intelektualną tego typu utworów/. My wolimy jesienne ballady o górach gdy lato
się dopala w płomieniach ogniska.. A tych ballad dzisiaj zaśpiewaliśmy wiele,
rozchodząc się do domów dopiero po godzinie 19ej. A za tydzień wielki mistrz Janek
zaprasza na wycieczkę kolejową do Kartuz szlakiem Pomorskiej Kolei Metropolitalnej- my
pozostajemy w nadziei że dzień wcześniej nie odwiedzi go doktor Zenek z kroplówkami..