Data: 26.01.2019r
Trasa: Ustka dworzec PKP- żółtym szlakiem- rezerwat "Buczyna nad Słupią"- Wodnica-
Charnowo 8 km
Prowadzący trasę: Piotr Koszutowski
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 6
Wielokrotnie już wędrowaliśmy na odcinku Słupsk-Ustka, czasami również i w zimie,
ale zdecydowaliśmy się w tą sobotę uczestniczyć w wędrówce organizowanej przez PTTK
Słupsk chociażby z uwagi na towarzystwo przyjaciół z Lęborka. Z uwagi na wcześniejsze
przykre doświadczenia związane z brakiem autobusów ze Słupska postanowiliśmy tym razem
nie liczyć na to czy będą dla nas miejsca czy nie, ale skontaktowaliśmy się z Tadkiem
"Hippisem" który jechał autokarem z Lęborka z silną ekipą dzieci szkolnych i dorosłych.
Spośród znajomych- poza Tadkiem- byli nadto: stary traper "Jurencjo" z Redy, Lech
Kozłowski z żoną, oraz Ewa Moorhexe która akurat powróciła z Brinkenfickenhause in der
Nähe Rothaarschlochgebirge gdzie zajmowała się Frau Gertrude /füttern und schmutzige
Möse geputzen/. Jadąc przez Słupsk do autokaru wsiedli najpierw: Andrzej Strzykowski
z Ulą oraz Andrzej Jóźwiak a na stacji Orlenu na ul.Bałtyckiej- Lider Klubu Seweryn,
Mecenas i Halszka z pieprzówką. Nasz autokar jako pierwszy dotarł do Ustki gdzie
wysadził pasażerów pod dworcem PKP-mimo iż było pięknie i pogodnie to jednak mroźno,
jak to w styczniu więc nieco zmarzliśmy. Sytuację musiała ratować pieprzówka Halszki
oraz "kawa z Podlasia" Mecenasa. Stopniowo zaczęły przyjeżdżać pozostałe autobusy-
m.in z Miastka, Dębnicy Kaszubskiej a na końcu dopiero ze Słupska, łącznie było na
pewno ponad 200 osób. W końcu wyruszyliśmy na trasę, najpierw chodnikiem z stronę
Intermarche przy wylocie szosy do Słupska, tam weszliśmy do lasu i żółtym szlakiem
podążyliśmy w stronę rezerwatu "Buczyna nad Słupią". Szlak wiódł leśną drogą ale potem
już wąską oblodzoną ścieżką, więc nieraz tworzyły się "korki". Tradycyjnie- dwaj Andrzeje
z Mecenasem zamykali peleton pilnując czy nikt się nie zgubił, wielce smakowała "kawa z
Podlasia" co Andrzejowi przypomniało słynny rajd "Ziarna kawy" organizowany przez CKP, no
i oczywiście "kawę penitencjarną" Marka Janusewicza. Przeszliśmy przez Słupię mostem koło
wsi Wodnica, tam nastąpił krótki odpoczynek, po czym- już szeroką drogą- peleton "wyrwał"
do mety. Można było już nadać szybkie tempo marszu, a i każdemu śpieszyło się do
grochówki. Meta znajdowała się na końcu wsi Charnowo- przy szkole, która niestety była
zamknięta więc nie można było skorzystać z toalety, dlatego też- po spożyciu grochówki-
zajęliśmy "strategiczne" miejsce w nadbrzeżnych krzakach nad Słupią. Posiedzieliśmy tam
jakiś czas zużytkując własne zapasy jadła i napojów, kontaktowaliśmy się też z samym
Wielkim Mistrzem Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jankiem Kiślukiem, który
był intensywnie rehabilitowany kroplówkami przez doktora Zenka, ale pamiętał o nas i
zaprosił za tydzień na wieczorne marsze. Po posiadówce musieliśmy jednak wracać do Słupska,
gdzie byliśmy około godz.15-ej.