Data: 10.11.2018r
Trasa: Sycewice- Gac- Swołowo 5 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 6
Brodaty Maciej z Bierkowa zawsze wystawia swoje własnorobne produkty na imprezach
regionalnych w Swołowie, ale nie zawsze ma najcenniejsze z nich, czyli "magiczne
eliksiry"-magiczne, bo w cudowny sposób odbierają władzę w nogach. Tym razem jednak
już wcześniej zapowiedział, że specjalnie dla nas uwarzy i wydestyluje kilka flasz
tego specyfiku. Dlatego też-poza klubowiczami ze Słupska- na imprezę wybrała się
nieliczna ale doborowa ekipa z Lęborka i Główczyc z samym wspaniałym Wielkim Mistrzem
Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Janem Kiślukiem na czele. Spotkaliśmy się na
dworcu PKP w Słupsku przed godzinie 9.00, gdzie Janek i Tadek odprowadzali Jolę na
pociąg do Poznania. Wkrótce dotarli też "Chudy Marek" z Główczyc oraz Seweryn,
Mecenas i kapitan Halszka. Ponownie spotkaliśmy się już na mecie w Swołowie,
dzisiejszy dzień był pochmurny ale na szczęście nie taki jak w ubiegłym roku-
pamiętamy te burze gradowe.. Od razu stanęliśmy w kolejce do kasy, po czym
udaliśmy się do wielkiego namiotu-hangaru, gdzie znajdowało się wiele stoisk z
gęsiną i innymi wyrobami regionalnymi. Pierwsze kroki- wiadomo, do Druida Panoramixa,
czyli Macieja, po magiczny eliksir. Przy okazji Mecenas rozdał okolicznościowe znaczki,
które wielce zachwyciły Macieja i jego żonę, bowiem na znaczkach widniał napis "Wyprawa
po magiczny eliksir druida Macieja" z wizerunkiem gęsi z butelką przy dziobie.
Degustując ów zacny trunek, słuchaliśmy występów zespołów ludowych, wśród których był
też kaszubski zespół "Levino", znany z imprezy 2 lata temu u Janka- niestety już bez
nieodżałowanego kierownika zespołu- Okunia /Janek zawsze chętnie z nim się spotykał i
mawiał, że "Okunie lubią pływać"/. Przysiadła też się do nas kapitan- ale nie WP lecz
SW- Anka z mężem Patrykiem, który bardzo cierpiał bo był kierowcą. Sąsiad stoiska
brodatego Macieja- zwany Bosmanem, bo zawsze serwuje ryby, ugościł nas michą smażonych
szprotek, które sprawdziły się jako zakąska dla Maciejowego eliksiru. Degustowaliśmy
też zupę z gęsi, bigos, wędliny, indyczynę od Halszki oraz pipki.. Andrzej, czytając
te słowa pewno się oblizuje i żałuje że go nie było, ale..to nie były kobiece pipki,
lecz gęsie.. Za to dla Andrzeja byłaby nalewka "Ziarno kawy", która by się mu
kojarzyła z rajdami pieszymi organizowanymi przez CKP. Po biesiadzie przyszedł czas
na zakupy i niestety na powrót. Halszka odwiozła Seweryna i Mecenasa, a Tadek-
Janka i Marka. W przyszłym tygodniu mamy przerwę w wędrówkach, ale już za 2 tygodnie-
wycieczka przewodnicka do Kotliny Kłodzkiej na zlot przewodników sudeckich.. Pomorze
będzie reprezentowane przez mocnych delegatów- Tadka, Janka, Marka i Mecenasa..