Data: 03.11.2018r
Trasa: Słupsk cmentarz komunalny- dawny cmentarz w Ryczewie- ul.Sportowa- stawy-
działka Andrzeja- trasą "zwiniętych torów"- hacjenda "U Jarasa" 6 km
Prowadzący trasę: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 5
W okolicach Święta Zmarłych zawsze planujemy wycieczki krótkie, ale poświęcone bardziej
wspomnieniom o tych którzy odeszli, niż "nabijaniu kilometrów". W tą sobotę nadto
postanowiliśmy uhonorować zacnym trunkiem wybór Mecenasa na radnego, dlatego też zakończenie
wędrówki miało miejsce na hacjendzie "U Jarasa"- czyli u Jarka Szczuckiego na ul.Borcharda.
Nazwisko brzmi znajomo, tak, tak- to starszy brat znanego nam Arnolda, miłośnika pszczółek.
Jak na tą porę roku, pogoda wyjątkowo dopisała- było w miarę ciepło, bezwietrznie i słonecznie.
Na zbiórce pod bramą cmentarza prz ul.Kaszubskiej o godzinie 10.00 stawili się- Marcel, Mecenas,
Lider Klubu Seweryn, którego wczoraj wypisano ze szpitala, a nadto Andrzej z Ulą. Nie było
awizowanej wcześniej Brygidy, bowiem musiała odpocząć po całonocnych obradach Towarzystwa
Przyjaźni Polsko-Tureckiej "Yarak Mustafa". Najpierw zwiedziliśmy cmentarz, ale nie tyle groby
bliskich /tam byliśmy przecież 1.11./ ale lapidarium, kolumbaria, grobowce Puttkamerów oraz..
majestatyczne groby cygańskie. W pięknym słońcu z cmentarza skierowaliśmy się do Lasku Północnego,
gdzie Andrzej wspominał zimowe, piękne i wilgotne laski a także poczęstował szlachetnym,
własnorobnym produktem. Odwiedziliśmy dawny poewangelicki cmentarz należący do Ryczewa /teraz to
dzielnica Słupska a kiedyś była to odrębna miejscowość /skąd zeszliśmy do ul.Kaszubskiej, potem
do ul.Sportowej /znanej z miejsca zamieszkania wybitnego turysty, nauczyciela,pedagoga i miłośnika
zwierząt-Krzyśka/, po czym pod nasypem kolejowym wyszliśmy na łąki. Tam postanowiliśmy nieco
wydłużyć wędrówkę i poszliśmy najpierw w stronę stawów rybnych obok których znajduje się działka
Andrzeja i Uli. Tam zebraliśmy trochę jabłek, wspomnieliśmy piękno Finlandii i podziwialiśmy piękno
listopadowego sadu. Po odpoczynku wyruszyliśmy na ostatni etap marszu-trasą "zwiniętych torów" na
ulicę Borcharda do hacjendy "U Jarasa". Tam gospodarz poczęstował nas swojską "giętą", świeżo
uwędzonym boczkiem i herbatą, zaś Mecenas poczęstował "napojem wyborczym". Napój się szybko skończył
więc ofiarny Seweryn czym prędzej ptakiem poleciał do "Biedronki" uzupełnić zapasy..Okazało się, że
Jaras i Andrzej mają takie same poglądy polityczne, więc wkrótce zaciszna altana huczała toastami
przeciwko lewactwu, i wszechświatowemu żydowsko-masońskiego spisku, celem którego jest przerobienie
chrześcijańskich dzieci na macę. Strapiony Mecenas- znany lewacki hunwejbin, mason i cyklista- nie za
bardzo podzielał te poglądy, ale też spełniał toasty, przy czym za zdrowie Wielkiego Mistrza Wolnej
Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Janka Kiśluka, życząc mu jak najczęstszej rehabilitacji
prowadzonej przez doktora Zenka. W międzyczasie obejrzeliśmy obfite zbiory grzybów które zebrał Jaras-
to był temat który wszystkich łączył, bo grzyby są apolityczne, zakosztowaliśmy też pomidorów ze
szklarni. Po spożyciu "chleba-soli" pożegnaliśmy gościnnego gospodarza i ulicą Bałtycką podążyliśmy-
niektórzy co prawda wężykiem- do domów.