Data: 27.10.2018r
Trasa: Wicko- Gęś- Krępa Kaszubska 8 km
Prowadzący trasę: Tadeusz Krawczyk
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 8
Kiedy zaprasza nas na wędrówkę sam wspaniały Jan Kiśluk- Wielki Mistrz Wolnej Loży
Turystów Pomorza Rytu Beretowego- jest oczywiste, że należy skorzystać z takiego
zaproszenia bowiem osoba Mistrza zawsze gwarantuje miłą atmosferę. Tym razem mieliśmy
uczestniczyć w rajdzie pieszym zwanym "Na szlakach niepodległości" a po drodze
zwiedzić miejsce podobozu KZ Stutthof w Gęsi oraz cmentarz ofiar "marszu śmierci" w
Krępie. Mimo wybitnie "nieciekawej" pogody- od rana bowiem padało i wiał silny wiatr,
autobusem PKS relacji Słupsk-Łeba o godzinie 9.00 pojechali do Wicka: Andrzej z Ulą,
Mecenas oraz Lider Klubu Seweryn. Pierwotnie mieliśmy jechać wynajętym autokarem spod
słupskiego PTTK, ale okazało się dzień wcześniej, że z uwagi na małą ilość zapisów-
autokaru nie będzie. Na przystanku pod GOK w Wicku czekali już-Janek, Tadek, Teresa,
Wandzia z Rzuszczy,Effendi Taha Naydat Kikhia z żoną i synem Filipem, a także "Jurencjo"
z Redy. Wkrótce nadjechał autokar z dziećmi z Lęborka, niestety nie było tam pani
profesor Danusi od matematyki co wielce zasmuciło Andrzeja, bowiem on ma umysł ścisły i
uwielbia królową nauk jaką jest matematyka. Aby się pocieszyć, wspólnie z Mecenasem szybko
udali się do sklepu po stosownego pocieszacza, a wypić było trzeba tym bardziej, że w
ostatnich wyborach samorządowych Teresa i Mecenas /jego mały braciszek również/ zostali
wybrani na radnych. Dojechał też autokar..ze Słupska kierowany przez znanego nam
ex-radnego Mirka Pająka, a przyjechały nim dzieci z SP 5 i często chodząca z nami Basia.
Od razu zaplanowaliśmy powrót do Słupska właśnie tym autobusem, a szkoda, że słupski
PTTK nas o nim nie poinformował. Z Wicka wyruszyliśmy najpierw szosą na zachód, tam
gdzie niedaleko rosną ciekawe okazy flory- tzw. "wódkobluszcz wicki". Wkrótce jednak
skręciliśmy na polną, błotnistą drogę wiodącą na południe. Po pewnym czasie weszliśmy
do lasu gdzie zapalony grzybiarz-Andrzej znalazł kilka okazów kani. Szkoda, że trasa
"leśna" szybko się skończyła, wyszliśmy znów na pola i..na błoto, a nadto znów zaczął
padać deszcz. Trzeba było też się "przebijać" przez stado krów blokujących drogę. Krowy
jak krowy, ale były też i byki, a nie było z nami Krzyśka- doświadczonego pasterza bydła.
Z mozołem dotarliśmy do pomnika w miejscowości Gęś, gdzie po odejściu grupy dzieci,
opiekuńczy Janek postanowił ogrzać swym majestatem zziębniętych kolegów. Żałowaliśmy,
że nie było z nami Chudego Marka oraz Brygidy z Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Tureckiej
"Yarak Mustafa"- a mieli być. Niektórzy spod pomnika podjechali z Effendim już na metę-
a inni poszli dalej na trasę. Nie wiadomo tylko dlaczego przy takiej pogodzie Tadek
prowadził grupę piechurów okrężną drogą z Gęsi do Krępy, no ale trudno.. W Krępie
zwiedziliśmy cmentarz ofiar marszu śmierci, po czym zasiedliśmy pod wiatami, a gościł
nas sam Krzysztof Pruszak- dyrektor GOK w Nowej Wsi, oczywiście skoro było spotkanie z
Pruszakiem- to i z parowanym ziemniakiem. Janek z kolei wystawił "chleb-sól" który wielce
pokrzepił wędrowców. Była obawa szybkiego "zasolenia"się, ale z uwagi na pogodę, tuż po
posiłku autokary zaczęły odjeżdżać, więc i my odjechaliśmy. W drodze Andrzej oznajmił, że
3 gąsiory domowego wina jest już przez niego przetwarzane na znacznie bardziej szlachetniejszy
trunek dorównujący sławnym "magicznym eliksirom Macieja "Panoramixa"..