Data: 22-23.09.2018r
Trasa: Poddębie- brzeg morza 5 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 7
Nasz coroczny rajd pieszy brzegiem morza z Ustki do Poddębia z reguły odbywał się
przy pięknej pogodzie i wszyscy zachwycali się zachodzącym słońcem a potem
rozgwieżdżonym niebem. W ubiegłym roku było pochmurno i co poniektórzy sarkali na
aurę, okazało się obecnie, że zawsze może być jeszcze gorzej.. Specjalnie na ten
rajd przyjechała Ania z KTP "Ostańce" Zawiercie licząc na romantyczny spacer plażą..
Po nocnej ulewie z piątku na sobotę, rano pojawiło się słońce i mimo silnego wiatru
zapowiadała się ciekawa przygoda.. Owszem, była ona ciekawa.. Ekipa w składzie- w.w.
Ania z Zawiercia, Mecenas, Ula i Andrzej planowali przebyć trasę, ale gdy wysiedli z
samochodu złapała ich nawałnica, która końca nie miała.. Radzi, nieradzi- pojechali
już na metę do Poddębia, gdzie zakwaterowali się w przyczepach campingowych u Krysi
Semków. Od razu udaliśmy się do karczmy "U Julki" na zupę gulaszową, a wkrótce dotarli
do nich lęborczanie- Tadek "Hippis" Krawczyk oraz Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów
Pomorza Rytu Beretowego- Jan Kiśluk, zaś z nimi zabrał się prezes KTP "Orły"- Marek.
W karczmie posiedzieliśmy jakiś czas, niestety nie było już tam ulubionego pieska Gandzi
/odeszła na niebieski szlak/, za to była mała, szczekliwa i czarna Dziunia. Po posiłku
udaliśmy się do przyczepy zajmowanej przez grupę lęborską, gdzie rozpoczęła się
biesiada turystyczna ze śpiewograniem, z akompaniamentem wichury i deszczu bijącego w
ściany.. Dwóch świetnych gitarzystów- Tadek i Andrzej zapewniło miłą atmosferę, zaś
sławny Janek zadbał by nie zabrakło zbytku- a tym bardziej szlachetnego napitku.
Biesiada trwała do około 2-ej w nocy, ale już o 7 rano dwóch największych wojowników-
Janek i Marek stanęło do bohaterskiej walki. Tadek, Ania i Mecenas mimo deszczu i wichru
udało się na wędrówkę nad morze- ale widząc zalewaną falami plażę, jedynie Ania
zdecydowała się na wędrówkę brzegiem morza, zaś panowie szli czerwonym szlakiem. Po
powrocie okazało się, że należało odwieżć dwójkę bohaterów /Janka i Marka/ do domu,
więc po czułym pożegnaniu ofiarny Tadek zapakował ich do samochodu, zaś Ula, Andrzej,
Ania i Mecenas udali się na kolejną wędrówkę brzegiem morza- tym razem w stronę Dębiny,
korzystając z tego, że chwilowo się wypogodziło.. Niestety, trwało to krótko i po dojściu
do resztek wraku duńskiego torpedowca, musieliśmy rychło czmychnąć do lasu.. Po godzinie
12-ej przyjechał Michał, który zabrał resztę ekipy do Słupska..