Data: 15.09.2018r
Trasa: Wykosowo- Szczypkowice- Michałowo 8 km
Prowadzący trasę: Marek Janusewicz, Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 18
Kilka lat temu gościliśmy na hacjendzie w Michałowie, gdzie ujęła nas gościnność
gospodyni Marysi, dlatego też z zadowoleniem przyjęliśmy zaproszenie na tą sobotę,
tym bardziej, że na miejscu zapowiedziano ucztę pierogową. Poranek przywitał nas
pogodą dosyć nieokreśloną, ale na szczęście potem się rozpogodziło i już przez
cały dzień było pogodnie. Ze Słupska wyjechaliśmy autobusem PKS relacji
Słupsk-Łeba o godzinie 9.00 w składzie: Mecenas, Grzesiek z Anią, oraz Ula z Andrzejem,
do których dosiedli się w Główczycach- "Jurencjo" z Redy oraz Ewa Moorhexe z
Vöhringen-Teufelschwanz. W Wykosowie czekali na nich- prowadzący trasę Marek,
Wandzia z Rzuszczy, Tadek "Hippis" oraz Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza
Rytu Beretowego- Jan Kiśluk, zaś bagażami zaopiekował się kalif Seif el-Latakia-Effendi
Taha Naydat Kikhia. Po powitaniach w trakcie których Andrzej częstował swoim wyrobem
"Panoramixowym" /z 50 litrów domowego wina powstało 9 litrów znacznie szlachetniejszego
eliksiru/- wyruszyliśmy na południe, starą brukowaną drogą w alei wiekowych drzew,
takie szlaki najbardziej lubimy. Wkrótce weszliśmy do lasu gdzie Tadek i Andrzej
zajęli się poszukiwaniem grzybów- jak wiadomo lato było suche i nie obrodziło
grzybami- ale tak doświadczeni poszukiwacze jak nasi koledzy rychło znaleźli kilka
okazów. W trakcie postoju na skraju lasu wspominaliśmy naszego klubowego Lidera Seweryna,
jego dni sławy i chwały /teraz leży w szpitalu/oraz mistrza Krzyśka, którego wspominał
spotkany w Wykosowie Ryszard- opiekun grupy dzieci zajmujących się sprzątaniem.
Okazuje się, że nasz klubowy kolega Krzysiek cieszy się na tamtych terenach zasłużoną
sławą, jako nie tylko wybitny nauczyciel i pedagog ale także wielki miłośnik i opiekun
zwierząt. Po marszu przez las dotarliśmy do stawów w Szczypkowicach gdzie też
obejrzeliśmy ciekawy choć zaniedbany pałac. Po odpoczynku pod sklepem okazało się że
trudy wędrówki tak zmorzyły Marka i Janka, że musieli być dowiezieni do Michałowa
samochodem. Prowadzenie przejął zatem Mecenas, który mimo sowitego pokrzepienia się
eliksirem Andrzejowym narzucił tempo "prezesowskie" /termin od ś.p.Andrzeja Stróżeckiego z
Zawiercia, który mimo wieku potrafił gnać jak gazela /tym bardziej, że ten etap trasy
wiódł szosą i trzeba go było szybko przejść. W Michałowie zasiedliśmy pod wiatą i
degustowaliśmy rozmaite przysmaki, przygotowane przez Marysię- pierogi z serem i
jagodami, rozmaite sałatki i mięsiwa. A teraz wyjaśnienie nazwy wędrówki- piramidy
wszystkim kojarzą się z Egiptem i faraonami, ale okazuje się że i na posesji w
Michałowie znajduje się piramida, choć niewielka i drewniana to jednak niesie dobroczynny
skutek dla organizmu gdy się w niej przebywa, dlatego też po kolei się tam udawaliśmy..
Była gitara i śpiewy, pustoszały naczynia, przeraźliwie szczekał zamknięty w kojcu pies
Ostry, majestatycznie rzechadzał się olbrzymi nowofunland Loluś, zaś biały Znajduś
rzewnym, błagalnym wzrokiem żebrał o jadło. Mijały godziny, kiwały się głowy, aż w końcu
każdy do odjazdu był gotowy. Dzięki Kazikowi i Effendiemu mieliśmy podwodę do Główczyc
skąd autobusem NordExpresu wróciliśmy do Słupska- zadowoleni, najedzeni i.."spraceni"..