Data: 28.07.2018r
Trasa: Wrzeście- Kępno- Gabel- Dominek- Gąbino Żabiniec / hacjenda "U Zerwana"/ 9 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 5
To już ósmy rok, gdy w okresie wakacyjnym udaliśmy się do Beaty na jej hacjendę-
jak pamiętamy pierwotnie były to klasyczne biwaki z noclegiem w namiotach /stąd nazwa/,
od kilku lat są to już tylko imprezy jednodniowe, pozostawailiśmy jednak nazwę, której
skrót jest ciekawy. Niestety, już wcześniej Marek zaplanował imprezę w Główczycach,
zaś pomysł wędrówki do Beaty pojawił się dosłownie w ostatniej chwili /potem Beata
wyjeżdża a i nasi klubowicze mają obóz górski/- stąd też w jednym dniu mieliśmy dwie
konkurencyjne imprezy. Do Marka wybrali się m.in lęborczanie z samym Wielkim Mistrzem
Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Janem Kiślukiem na czele, zaś na wędrówce
do Beaty pojawili się: Mecenas, Lider Klubu Seweryn, wytrawny traper "Jurencjo" z Redy
oraz Brygida ze stowarzyszenia przyjaźni polsko-tureckiej "Yarak Serdara" /w ostatniej
chwili z wędrówki zrezygnowała pani kapitan Halszka/. Ze Słupska wyjechaliśmy autobusem
NordExpressu o godzinie 10.20 by po niedługiej jeździe wysiąść we Wrześciu- wprawdzie
przystanek wcześniej niż planowaliśmy ale nic to, tym bardziej że i tak trasa na
dzisiaj nie była długa. Po asfaltowej drodze powędrowaliśmy do niewielkiej wsi Kępno,
za którą już weszliśmy w las. Tam krótki postój w trakcie którego Mecenas udał się na
poszukiwania starego cmentarza- z którego pozostał już tylko mur i kilka płyt nagrobnych-
zaś Jurencjo częstował pomidorami ze swojej działki. Znakomity mówca- Seweryn wygłosił
kilka uczonych wykładów socjologicznych o tym jak nudny jest seks i powinien służyć
tylko prokreacji, któremu to poglądowi stanowczo sprzeciwiła się Brygida- jednakże
przyznała że zażywając tabletki "dzień po" mogłaby się zatruć przez wielką ich ilość..
Szliśmy dalej przez las, oczywiście należało skręcić pod wieżę na dawnej stacji kolejowej
Gabel. Odtąd szliśmy szlakiem dawnej kolei do miejscowości Dominek, tam dostrzegliśmy iż
słoneczny do tej pory dzień zmienia się na pochmurny, od zachodu nadciągały ciemne chmury.
W związku z tym przyspieszyliśmy tempo i już po 13-ej znaleźliśmy się na hacjendzie u Beaty
gdzie już w bramie powitały nas: wilczyca Bella oraz buldożka Bonita. Od razu też Mecenas
postanowił zażyć kąpieli w stawie, choć był lipiec to jego kąpielówki były świąteczne-
z Mikołajem. Po pewnym czasie dostrzegliśmy, że Bella biega w koszulce Mecenasa i w jego
kapeluszu na głowie- podczas gdy ten pławił się w stawie.. Żałowaliśmy że nie przybył
wcześniej awizowany brat Beaty-Marek zwany "Duchem Bieluchem" ale musiał odprawiać obrzędy
ku czci bogini Parvati, która kierowała go na ścieżkę "dobrej zmiany". Może i dobrze się
stało bowiem Beata szykowała się na przybycie Parvati i "dobrze by jej zmieniła" położenie
kości nosa, gdyby ta zaczęła agitować politycznie- a jak wiemy z Beatą żartów nie ma...
Poza mięsiwami z grilla zostaliśmy poczęstowani też świeżymi warzywami z ogrodu Beaty, co
było miłą niespodzianką, gdyż wcześniej Beata ogrodu nie miała, a założyła go dopiero
niedawno. W końcu powiał wiatr i zaczął padać deszcz, na co traper Jurencjo, zwykle
nadawający szybkie tempo marszu, tym razem nadawał szybkie tempo w rozlewaniu napojów
rozgrzewających. Z tego też powodu Mecenas w strugach deszczu udał się na przystanek skąd
odjechał o 17.04 do Słupska, a reszta siedziała jeszcze długo..