Data: 09-10.06.2018r
Trasa: Główczyce- Skórzyno- skrzyżowanie dróg- bagiennym szlakiem- Lisia Góra- Izbica 16 km
Izbica- Ciemino- Główczyce 8 km
Prowadzący trasę: Wanda Daleka, Lech Kozłowski
Organizator: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 20
W tym roku mieliśmy jubileusz najważniejszego klubowego rajdu o nazwie "Wydma", który odbył się
już po raz 10-ty a od dobrych kilku lat odbywa się on z metą w Izbicy, w stanicy turystycznej u
Izy i Sławka Zawadzkich. Z reguły wędrowaliśmy tam żółtym szlakiem"Słowińców"od wschodu /Krakulice,
Żarnowska/ lub też od południa /Rzuszcze/-teraz organizator rajdu- Marek wymyślił nową, ale bardzo
ciekawą trasę, od Główczyc na północ w stronę Kluk skąd w pobliżu mostku na potoku mieliśmy skręcić
na "bagienny szlak" do Izbicy. Piękna pogoda oraz możliwość wędrówki w gronie przyjaciół - jak
również i obietnica dobrej zabawy na mecie spowodowały obecność nader licznego grona turystów. O
godzinie 10.20 autobusem NordExpressu ze Słupska do Główczyc wyjechali: Lider Klubu Seweryn,
Brygida z towarzystwa przyjaźni polsko-tureckiej "Yarak Serdara", Mecenas, legendarny Michał
"Dekorator" Tuba, pani kapitan Halszka, Ula z Andrzejem i Michałem oraz dawno nie widziana ale
wielce lubiana Halinka. W Główczycach czekali już na nich organizatorzy- Tereska i Marek
Janusewiczowie, prowadząca- Wanda "Królowa Indyków" z Rzuszczy, wytrawny traper "Jurencjo" z Redy
oraz silna ekipa lęborskiego "Kahel Klubu"- Ewa i Lech Kozłowscy, Darek "Old Firehand" z "Cowboy
Clubu" Maszewo i Ewa Moorhexe z Vöhringen- Teufelschwanz /Niemcy/. Dodajmy od razu iż w tym roku rajd
"Wydma" zbiegł się w czasie z rajdem po SPN słupskiego PTTK, tak, że sławni: Tadek "Hippis" Krawczyk
oraz Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jan Kiśluk pomagali w obsłudze rajdu
po SPN i do Izbicy przyjechali dopiero wieczorem. W tym samym momencie gdy przyjechaliśmy do Główczyc,
na hacjendę "U Benka" zajechały dwa samochody- z pierwszego wysiadł Szymek z Akademii Emerytów
Policyjnych "Anty-BSW" który przywiózł cenne i przydatne produkty regionalne, dorównujące słynnym
eliksirom brodatego "Panoramixa", zaś w drugim pojeżdzie siedział znany kucharz z Syrii- "Effendi"
Taha Naydat Kikhia z córkami- Nadią, Julią i Oliwią z których dwie starsze poszły z nami na trasę.
Po przywitaniu i załadowaniu bagaży na samochód Effendiego, Wanda raźno poprowadziła grupę pieszą
szosą do Skórzyna, gdzie przy lesie nastąpił pierwszy postój, i gdzie można było zadegustować pieprzówki
kapitan Halszki, w czym celowali znani smakosze: Andrzej, Mecenas i Dekorator. Po zebraniu się grupy
ruszyliśmy dalej drogą ze Skórzyna na północ /tym odcinkiem jeszcze nie szliśmy/ idąc przez pola w
stronę Kluk. Podziwialiśmy piękne maki, irysy nad strumieniami oraz wsłuchiwaliśmy się w śpiewy ptaków.
Niestety- dokuczał też upał oraz robactwo w postaci much i gzów, nadto idący w ariergardzie Seweryn
wyżłopał Brygidzie cały zapas piwa, więc co poniektórzy odczuwali już zmęczenie oraz pragnienie.
Przydał więc się kolejny odpoczynek na skrzyżowaniu dróg- doszliśmy bowiem do żółtego szlaku,
którym idąc dalej prosto można było dojść do Kluk, my jednak skręcaliśmy w prawo, na sławny "bagienny
szlak". Na szczęście okazało się, że susza, oraz deski położone na większych rozlewiskach pozwalały
na przejście tego odcinka suchą nogą. Dłuższy odpoczynek był jednak niemożliwy z uwagi na wspomniane
już latające robactwo- ucieszyli się tylko "fajczarze" zwykle odpędzani przez niepalących, bowiem
dym z papierosów dawał jaką taką ochronę. Z ulgą więc wyszliśmy na pola koło Lisiej Góry skąd po
pierwsze- szło się już dobrą drogą a po wtóre- wiatr przegonił dokuczliwe gzy. W końcu zmęczeni
dotarliśmy do Izbicy gdzie rozlokowaliśmy się w domkach. Gościnni gospodarze uwarzyli nam zupę i
pulpety, zobaczyliśmy też nowego "gospodarza" czyli pięknego berneńczyka, który zastąpił tych
szczekających czworonogów, którzy odeszli już kilka lat temu- Balbinkę, Barego i Johnego Salcesona.
Następnie nastąpiła biesiada we własnym gronie, ze śpiewograniem, okazało się iż w oostatnim czasie
Andrzej nauczył się kilku wielkich przebojów turystycznych jak "Od Turbacza" czy "Do widzenia".
Żałowaliśmy tylko, że nie mógł przyjechać awizowany wcześniej muzyk Piotr z akordeonem /choroba teścia/.
Jednak na kanwie śpiewanej przez Piotra piosenki "Było sobie siedmiu braci"- Andrzej z Mecenasem wymyślili
inną piosenkę na tą melodię "Piło w Izbicy siedmiu turystów". Okazało się też, że do Izbicy zjechała grupa
Czechów- tych którzy byli kilka lat temu, gdzie tak pięknie grały przy ognisku dwie Czeszki i gdzie zięć
Marka- Rafał zachwycił się cudami czeskiej motoryzacji. Wkrótce przyjechali Tadek z Jankiem więc już
więcej mieliśmy muzyków, tak, że zabawa była przednia. Kilka lat temu- jak wspomnieliśmy- zaginął Rafał,
a odnalazł się pod czeskim wozem, teraz zaginął Michał Strzykowski. Nad ranem stroskany Mecenas widząc
puste łóżko Michała postanowił go poszukać- okazało się iż ów zaginął..w pokoju Brygidy. Hmm..to był inny
domek i góra a nie dół, widać nasz poczciwy Michał nie jest jeszcze dobrym turystą, skoro tak mu się
zaburzył zmysł orientacyjno-przestrzenny. Chodzącego pod domkiem Mecenasa dostrzegł "Chudy Marek" i
jako człek wielce gościnny i hojny zaprosił go na "chleb-sól", no i zanim wszyscy wstali, nasi
bohaterowie tak się "zasolili", że musieli potem być odwiezieni do Główczyc, zaś po śniadaniu reszta
wyszła na trasę, która wiodła z Izbicy już bezpośrednio szosą do Główczyc. Tym razem prowadził Lechu
Kozłowski, ale tak jak Wanda trzymał dobre tempo. Odpoczynek nastąpił nie gdzie indziej jak na pomoście
przy Bagnach Izbickich, a potem już hajda- na hacjendę "U Benka", skąd niektórzy szybko wyjechali a
niektórzy- głośno chrapali i wyjechali dopiero pod wieczór. Dziękujemy Teresie i Markowi za wspaniałą
imprezę!