Data: 02.06.2018r
Trasa: Objezierze- Żelkówko- leśniczówka Kruszyna- Lubuń- Krępa- Słupsk 18 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 3
Analizując wycieczki piesze jakie odbyliśmy w ubiegłym roku dostrzegliśmy, że nie
były one długie kilometrażowo, zresztą zawsze kładliśmy nacisk raczej na krajoznawstwo i
zwiedzanie niż na "nabijanie" kilometrów. Tym niemniej z uwagi na piękną pogodę
postanowiliśmy dzisiaj przejść trochę więcej niż zwykle. Niestety, sprawiło to też iż
"słabsi w nogach" nie wybrali się na tą wycieczkę. Dlatego też jedynie trójka, ale za to
doborowych wyrypiarzy-Marcel, Mecenas i "Jurencjo" z Redy- pojawiło się na przystanku
NordExpress koło dworca by o godzinie 8.15 wyjechać do Objezierza. Tam kilka razy
kończyliśmy wędrówki- dzisiaj zaczynaliśmy. Najpierw nieco żmudna trasa piaszczystą drogą
polną, jednak szybko weszliśmy w las, gdzie chwilami napotykaliśmy resztki kamienistego
bruku- oznaka iż była to stara droga przedwojenna. W lesie o tej porze jak zwykle pięknie
śpiewały ptaki, a pośród urozmaiconego drzewostanu, osłaniającego od promieni słońca,
szło się naprawdę przyjemnie- był to najciekawszy fragment trasy. Ponieważ szli sami
"wyrypiarze" to i nie było odpoczynków ani postojów- jedyny był w Lubuniu- więc w miarę
szybko dotarliśmy do Żelkówka, gdzie znajdował się nowy ale urokliwy kościół na skrzyżowaniu
dróg. Stamtąd weszliśmy na szosę asfaltową, którą dotarliśmy do rzeki Słupi i kamienia
upamiętniającego spływ tą rzeką Karola Wojtyły- późniejszego papieża. Coraz bardziej
doskwierał upał, mimo wszystko jednak szliśmy dalej szosą, nie skręcając na leśny szlak po
trasie dawnej linii kolejowej-zależało nam bowiem by dojść do Lubunia, by tam uzupełnić
zapasy. Stary traper Jurencjo nadawał tempo, zaś Mecenas, cierpiący z uwagi na nieobecność
Halszki /a po prawdzie-zawartości jej plecaka/ dotrzymywał mu kroku. W Lubuniu
odbywały się zawody Nordic Walking ale nas bardziej interesował zabytkowy cmentarz i..
sklep. Co do cmentarza-to jeden z niewielu /poza Machowinem i Klukami/ gdzie ocalało
jeszcze wiele żeliwnych krzyży, gdzie indziej jak wiemy już dawno pozabierali je "złomiarze".
Po zakupach w sklepie usiedliśmy w ustronnym miejscu by omówić problemy turystyki a przy
okazji poruszyć kwestie żeglarstwa po Zatoce Puckiej. Postój wpłynął na nas kojąco i
rozweselająco, tym bardziej, że zadzwonił do nas wówczas sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk-
Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego, który uczestniczył w hucznej
imprezie u sławnego "Majchra" /Andreas Blade/ godnej swą oprawę przyjęciom u Don Corleone.
Na dzień dzisiejszy prognozy pogody przewidywały burze, więc z niepokojem spoglądaliśmy w
niebo, na szczęście okazało się, że cały dzień był słoneczny i upalny. Weszliśmy do lasu,
przechodząc przez strumień /była zatem okazja do ochłodzenia powoli prujących się beretów/
dochodząc ponownie do szlaku na dawnej linii kolejowej Stolp-Budow /Słupsk-Budowo/. Nie był
to już tak urozmaicony las jak koło Żelkówka, typowe drągowiny sosnowe, poza tym ten odcinek
trasy był nam doskonale znany więc idąc znów szybkim tempem dotarliśmy do kładki koło filarów
dawnego wiaduktu koło Krępy. Tam chwila postoju na pamiątkowe zdjęcia, dojście do szosy
Słupsk-Krępa, i dalsza wędrówka ścieżką rowerową, gdzie napotykaliśmy wielu pieszych i
rowerzystów. Forsując szybki marsz doszliśmy do "kultowego" sklepu "Żaczek" koło Akademii
Pomorskiej /kultowego-bo zna go wiele pokoleń studentów/, gdzie pojawili się sławni- Michał
"Dekorator" Tuba oraz Krzysiek-wybitny nauczyciel przysposobienia do życia w rodzinie, zaś w
praktyce- przysposobienia do życia w turystyce. Po gorącym powitaniu Jurencjo i Mecenas odjechali
taksówką, zaś reszta pozostała na analizie turystycznej.