Data: 26.05.2018r
Trasa: Leśnice PKP- Chocielewko- Żelazkowo- Czarne Bagno- Redkowice 16 km
Prowadzący trasę: Ewa "Moorhexe" Boniecka
Liczba uczestników: 4
Znana botaniczka, Ewa Moorhexe, zwykle przebywa w Niemczech, gdzie zajmuje się pielęgnacją
starych i spróchniałych drzew z gatunków zwanych tam "Altherrschwanz" i "Altemöse", lecz
zawsze w maju zjeżdża do Polski i wówczas organizuje ciekawe wycieczki których celem jest
poznanie flory, głównie bagiennej. Z reguły wycieczki te były krótkie kilometrażowo, co nie
znaczy że łatwe bowiem nieraz przedzieraliśmy się na przełaj przez bagna i rozlewiska.
Aktualna wycieczka obfitowała jednak we wszystko- i znaczną ilość kilometrów i upał i burze
i..w moc pieprzówki Halszki. Pociągiem o godzinie 8.32 ze Słupska do Leśnic wyjechali:
Mecenas oraz Kapitan Halszka, na których czekał już w Leśnicach stary traper "Jurencjo" z
Redy, który przyjechał kilka minut wcześniej. Prowadząca Moorhexa porannym autobusem pojechała
z Lęborka do Żelazkowa i spędziła tam kilka godzin w oczekiwaniu na resztę grupy. A trójka
wędrowców wyruszyła spod dworca PKP kierując się znaną już trasą na północ w stronę pasma
tzw "Wzgórz Chocielewskich"- minęliśmy pałac w Leśnicach i miejsce po gorzelni /dobrze to
miejsce pamiętają Daniel, Marcel i Mecenas z pewnej wędrówki/ i wzdłuż rowów melioracyjnych
dotarliśmy do szerszej drogi łączącej Pogorzelice z Chocielewkiem. Było sielankowo- upał,
pola pozłocone jaskrami, na których przechadzały się bociany, ze strumieni dochodziły żabie
koncerty, zaś z oddali kukała kukułka. Skoro kukułeczka kuka- to Mecenas pieprzówki szuka,
więc przy rzece Łebie nastąpił postój, tym bardziej że w odróżnieniu od starych wyrypiarzy-
Jurencja i Mecka, kapitan Halszka ma problemy z łąkotką i musi często odpoczywać. Na postoju
oczywiście Halszka poczęstowała pieprzówką, która tym razem była wielkiej mocy i od razu
panowie poweseleli. Raźno pomaszerowaliśmy przez Chocielewko, kierując się drogą na Redkowice.
Gdy po lewej stronie na Horyzoncie ukazały się zabudowania dworskie w Żelazkowie,
postanowiliśmy pójść tam na przełaj przez pole aby nie nadkładać drogi. Obejrzeliśmy
zabytkowy dwór rodziny von Selchow /stąd zresztą wzięła się nazwa "Żelazkowo"/ a przy parku
dworskim czekała już na nas Moorhexa. Krótki odpoczynek i w drogę- bowiem pogoda wyraźnie
zaczęła się pogarszać, wzmógł się wiatr i nadciągały ciemne chmury. Po forsownym marszu
zeszliśmy z szosy na zarośniętą leśną drogę wiodącą do rezerwatu "Czarne Bagno". Gdy byliśmy
już w centrum rezerwatu gdzie podziwialiśmy rozlewiska pełne wełnianek, zagrzmiało i
zaczęła się burza. Nie pomogły kurtki i parasole, wkrótce byliśmy cali mokrzy, więc
pocieszaliśmy się zapasami z plecaków. Po ulewie, gdy na chwilę się rozpogodziło, postanowiliśmy
przejść dalej do śródleśnego jeziorka zwanego Jeziorem Czarnym. Oczywiście droga lekką nie była,
po burzy powstały olbrzymie kałuże a teren- z natury rzeczy podmokły- stał się jeszcze bardziej
trudny do przejścia. Mimo wszystko-nieraz skacząc przez kałuże niczym żaby dotarliśmy do jeziora i
rozpoczęliśmy drogę powrotną przez gęste, sięgające do kolan i mokre od deszczu trawy. Z ulgą
powitaliśmy szosę, którą skierowaliśmy się do Redkowic- szkoda, że znów zaczęło padać. Moorhexa
nadawała tempo, ale Halszka zaczęła słabnąć, udało nam się jednak dotrzeć do Redkowic na kilka
minut przed odjazdem autobusu i zdążyliśmy jeszcze uzupełnić zapasy w sklepie. Wyjechaliśmy z
Redkowic o godzinie 14.56, a po przyjeździe do Lęborka okazało się, że akurat na peronie stoi
pociąg do Słupska, więc czym prędzej- niczym Seweryn biegnący do sklepu z piwem- pobiegliśmy i
w ostatniej chwili wskoczyliśmy do pociągu. I dobrze, bo gdybyśmy nie zdążyli, nie mielibyśmy
gdzie poczekać na następny. Sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk był bowiem na wyjeździe, więc nie
mógłby nam otworzyć siedziby LOT na dworcu. A skoro wspomnieliśmy o Sewerynie- to planował iść
dzisiaj z nami, ale musiał iść do pracy. Byłby to już jego 11 dzień pracy, dziw na dziwy..