Data: 20.01.2018r
Trasa: Lębork Plac Pokoju- wzgórze Czartoryja 4 km
Prowadzący trasę: Jan Kiśluk
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 3
Na tą sobotę nie mieliśmy wcześniej zaplanowanej wycieczki, lecz przebywający w piątek w
Lęborku w sprawach służbowych Mecenas, po kulinarnym spotkaniu z Effendim Taha Kikhia
odwiedził siedzibę LOT na dworcu i tam dowiedział się o planowanym na sobotni wieczór
"rajdzie nocnym" w Lęborku w którym mieli brać udział nasi przyjaciele z "Kahel Klubu".
Tak więc, chociaż Lębork znamy doskonale, skusiła nas przede wszystkim wieczorna pora,
planowane ognisko w lesie oraz chęć przebywania w miłym towarzystwie. W sobotę nie trzeba
było wcześnie wstawać bo wyjazd ze Słupska mieliśmy dopiero o 14.39, co dało możliwość
odwiedzenia wcześniej w szpitalu Seweryna i zaopatrzenie go w owoce /choć pewno wolałby też
i coś innego-niczym sienkiewiczowski Roch Kowalski łypał za gąsiorkiem/. Do Lęborka ze
Słupska wyjechała doborowa dwójka klubowiczów- Marcel i Mecenas, którym bardzo brakowało
kapitan Halszki i jej pieprzówki- ona jednak dzisiaj wystawiała spektakl teatralny w
Cewicach wg Szekspira "Wesołe kumoszki z Windsoru" gdzie wygłaszała słynną frazę- "jeśli
ujrzę tu gdzieś mężczyznę niech umrze pchlą śmiercią". W Lęborku w siedzibie LOT czekał
już na nich stary, wytrawny traper Jurek "Jurencjo" z Redy oraz gospodarz- Wielki Mistrz
Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretrowego- sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk.
Nastąpiło wspaniałe powitanie "chlebem i solą" co tak wzruszyło przybyłych, że z wrażenia
aż później plątały się nogi a w gardle zamierał bełkotliwy głos. Wkrótce pojawił się Tadek
"Hippis", który- aby spodobać się Joli- zapuszczał brodę. Zawiózł on nas na Plac Pokoju
gdzie miał miejsce start rajdu. Spotkaliśmy tam przyjaciół- Darka "Old Firehanda" z "Cowboy
Club" Maszewo, sławnego doktora-rehabilitanta Zenka, oraz Ewę Moorhexe która właśnie
przyjechała z Vöhringen-Teufelschwanz, gdzie zmęczona opieką nad zdemenciałą frau Marie
Alteaffe z ulgą opuściła badenię i od razu postanowiła wziąć udział w rajdzie. Oprócz nich w
imprezie brała udział duża grupa młodzieży szkolnej /szkoda że zabrakło pani profesor Danusi
od matematyki, bo wielce by się nam przydały korepetycje/ z Lęborka i Szczenurzy. Z racji
wyjazdu Irka Krawca na pogrzeb oraz kontuzji Tadka, trasę prowadził sam Janek w swoim majestacie.
Krążyliśmy po ulicach Lęborka oglądając pięknie oświetlone zabytki, po czym dotarliśmy do
tonącego w ciemności Parku Chrobrego gdzie wśród "kamiennych kręgów" na Górze Czartoryja
Tadek rozpalił ognisko na którym upiekliśmy kiełbaski. Co prawda mrozu nie było ale siedzenie
na śniegu powodowało chłód w miejscu gdzie plecy tracą szlachetną swą nazwę, więc po ok
godzinie czasu i zjedzeniu kiełbasek zaczęliśmy się rozchodzić tym bardziej że wcześniej już-
przed wejściem do parku- opuścił nas dostojny Janek, którego czekały zabiegi /kroplówki/
prowadzone przez doktora Zenka. Ognisko dogasało, zapadał zmrok, głowy kiwały się i ciążyły więc
nadszedł czas powrotu. Ten rajd nosił nazwę "nocnego" a faktycznie był wieczornym, ale i tak
stanowił atrakcję dla wszystkich. W gronie przyjaciół z "Kahela" omówiliśmy wyjazdy na rajd
"Stolemy" do Sierakowic oraz na Międzynarodowy Dzień Przewodnika Turystycznego do Pucka, a z
Lęborka wyjechaliśmy pociągiem o 19.32.