Data: 02.12.2017r
Organizator: Krzysztof Pruszak
Trasa: Obliwice- Janisławiec- Garczegorze- Obliwice 7,7 km
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 4
Kalendarz wycieczek klubowych w ostatnich latach "ustabilizował się" na periodycznych,
corocznie organizowanych wędrówkach takich jak- "Żubrzy szlak", "Wydma", "Rajd kawy
penitencjarnej", Drezynowy Piknik, "Liść Dębu", "Wędrówki przyrodnicze z Ewą Moorhexe",
no i oczywiście wizyta w gościnnych Obliwicach, gdzie potrafiliśmy bywać nawet kilka
razy w roku, głównie jednak na mikołajkowym rajdzie Nordic Walking- ten bowiem
odbywa się "bez rywalizacji" czyli idą wszyscy swoim tempem, a nie na czas i nie ma
punktowanych miejsc. Pogoda w ostatnich dniach nie napawała optymizmem, więc miłą
niespodzianką był słoneczny sobotni poranek- a słońce towarzyszyło nam przez całą imprezę
/zaczęło padać dopiero wieczorem/. Szkoda, że pociągiem SKM ze Słupska o 9.12 pojechał
jedynie Mecenas. Lider Klubu Seweryn złapał bowiem "fuchę"- znów przy roznoszeniu ulotek,
zaś dostojna pani kapitan Halszka przygotowywała się do spektaklu teatralnego. Za to do
Obliwic przyjechały wspólnie z młodzieżą szkolną- Tereska oraz Wandzia "Królowa gęsi",
zaś z Redy dotarł niezawodny "Jurencjo"- czyli wytrawny traper Jurek Krajewski. Niestety,
z uwagi na stan zdrowia nie mogli przybyć- mama Mecenasa- Anna Bogucka-Skowrońska, oraz
Mark von Glowitz czyli "Chudy Marek"- ów, uradowany narodzinami wnuka Kajetana, świętował
do samego rana, spraciło go, pokręciło i połamało- w łożu spoczęło jego grzeszne ciało.
Po przyjeździe do Lęborka, Mecenas został zabrany przez Tadka "Hippisa" do samochodu, w
którym niestety na mrozie zacięła się szyba, w związku z czym jazda do Obliwic przebiegła
dla Tadka, oraz pasażerów-Mecka, Mirki i Janka w wyjątkowo rześkiej atmosferze. W
Obliwicach zostaliśmy powitani przez dyrektora Pruszaka oraz barona Mauritza von Galuschke-
głównego sędziego zawodów. Należało jeszcze potowarzyszyć innym oficjelom w świetlicy, a
następnie nastąpił uroczysty start. Część z nas poszła na trasę, a część została. Widząc
zmarzniętego Mecenasa, sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk- mianowany Głównym Mikołajem i
obdarzony stosownym strojem- postanowił zapoznać drżącego z zimna kolegę oraz Jurka z Redy,
który akurat dotarł do Obliwic forsownym marszem- ze sztuką szkutnictwa morskiego, i czym
prędzej udali się podziwiać położoną obok świetlicy odwróconą dnem do góry-wielką łódź,
która tak wszystkich zachwyciła, że przebywaliśmy tam aż do przybycia uczestników marszu.
W międzyczasie dotarł sam "Old Firehand"- czyli Darek z "Cowboy Clubu" Maszewo, oraz..
kudłaty Gacek, stały "uczestnik" imprez w Obliwicach, dla którego Mecek już miał
przygotowane wieprzowe kiełbaski. Inne "gięte" zostały upieczone przy ognisku przez Jurka.
Ucieszył nas telefon od Ewy Moorhexe- przebywając w Vöhringen-Teuefelschwanz udało się jej
zdemenciałą Frau Marie"zähmt und zügelt" i po "sehr stinke Arschloch geputzen" miała chwilę
odpoczynku i czasu by zadzwonić do nas. My się ucieszyliśmy- a Moorhexa nie za bardzo gdy się
dowiedziała, że jest wspaniała impreza i uczestniczą w niej jej dwa "skarby"- rozkoszniaczki-
Janek i Darek. Wkrótce zaczęli nadchodzić uczestnicy marszu- w tym i znana nam urocza pani
profesor od matematyki z Lęborka- Danusia. Od razu zaprosiliśmy ją do pamiątkowego zdjęcia
i uznaliśmy, że z matematyki jesteśmy takimi matołami, że przydałyby nam się korepetycje z
tego przedmiotu. Niestety, pani profesor była zajęta dziećmi, więc rolę korepetytora przejął
wszechstronnie uzdolniony Janek- w ślad za nim liczyliśmy: 50 gram,100 gram aż do 700 gram..
Ponieważ z uwagi na świętowanie Andrzejek nie mógł przyjechać nasz ulubiony kolega- Andrzej,
otrzymał MMSem w prezencie zdjęcie z panią profesor Danusią co sprawiło iż gotów był ptakiem
lecieć do Obliwic na korepetycje, ale niestety sroga Ula była czujna.. Po biesiadzie przy
śledziku i parowanym ziemniaku nadszedł czas odjazdu tym bardziej, że zaczęły pojawiać się
ciemne chmury. Tadek odwiózł nas do Lęborka, gdzie nastąpiło czułe pożegnanie..