Data: 11.11.2017r
Trasa: Rzuszcze- Dargoleza- trasą"Spiritbahn"- Przebędowo- stary cmentarz- Wykosowo-
cmentarz rodu von Vixow- skrzyżowanie dróg 8 km
Prowadząca trasę: Wanda Daleka
Liczba uczestników: 12
Planowana na wrzesień wędrówka "Szlakiem Wędrownych Gęsi" organizowana przez Wandę
nie doszła do skutku z uwagi na chorobę jej męża- Kazika i została przesunięta na
tą sobotę. Wszyscy się ucieszyliśmy, bowiem Wandzia słynie z gościnności- i z
częstowania dobrym jadłem. Sobotni ranek powitał nas słońcem, co zapowiadało miłą
wędrówkę, ale nie przewidzieliśmy tego, że po wielodniowych opadach podłoże będzie
niezbyt trwałe.. Dobrze, że przewidująca Wanda wcześniej spenetrowała trasę, która
miała biegnąć z Rzuszczy wprost do Przebędowa- okazała się nie do przebycia..
Około godziny 10-ej u Wandy w Rzuszczach zebrali się uczestnicy imprezy- Marek i
Teresa z Główczyc, Lider Klubu Seweryn który przyjechał wraz z Mecenasem autobusem,
Andrzej, Ula, kapitan Halszka, Dorota, zaś z Lęborka przyjechali Tadek "Hippis"
/mimo złamanej nogi/ z Jolą którzy zabrali ze sobą Jurka z Redy. Zapowiadano skromny
poczęstunek w postaci zupy z dyni na gęsinie, ale okazało się, że czekała na nas
prawdziwa uczta- poza wspomnianą zupą były jeszcze pulpety, tatar z gęsi, szynki,
kaszanki, mielonki, pasztety, ogórki- nadto każdy uczestnik otrzymał podarunek w
postaci własnoręcznie przyrządzonej kiełbasy, słoniny oraz cebuli. W towarzystwie
wielkiej butli "Dębowej" biesiada mogła trwać aż do wieczora, aż czujna Ula
zmobilizowała wszystkich by zakończyli tą wspaniałą przygodę i ruszyli na trasę.
Jako iż droga z Rzuszcz do Przebędowa nadawała się tylko dla Bagiennej Wiedźmy /o
której później/, Wanda zaproponowała byśmy wystartowali z Dargolezy trasą tzw.
"Spiritbahn" czyli "kolei spirytusowej" /wielokrotnie już o niej pisaliśmy, więc
tylko krótko- przed II w.św.była linia kolejowa ze Słupska do stacji Gabel k.Gąbina
skąd rozgałęziała się do Ustki, Smołdzina i Cecenowa, jako iż sponsorami tej
budowy w większości byli właściciele pobliskich gorzelni, te linie zwano potocznie
"Spiritbahn"/. Z Dargolezy wyruszyliśmy nasypem tej dawnej kolei na zachód, na
odkrytej przestrzeni dokuczał nam zimny wiatr, a nadto- mimo iż droga w większości
była wyłożona płytami "Jumbo"-wiele razy napotykaliśmy błota i rozlewiska.
Ciekawostką było napotkanie na polach stad dzikich gęsi oraz łabędzi, zaś w oddali
ciekawiea spoglądały na nas sarny.. W Przebędowie najbardziej "zaciekli"
eksploratorzy z Wandą i Sewerynem na czele postanowili zwiedzić stary, wiejski
cmentarz, podczas gdy Marek otoczył opieką resztę grupy. Grzęznąc w błocie "grupa
Wandy" idąc najpierw brukowaną drogą w alei wiekowych drzew, a potem forsownie przez
las do cmentarza, który niestety- tak jak wiele innych- został w znacznym stopniu
zdewastowany. Mimo wszystko podziwialiśmy zwłaszcza roślinność, drzewa pokryte
bluszczem, oraz podłoże z ciemnozielonym dywanem barwinka. Przy okazji obejrzeliśmy
też leśne jeziorko na skraju pól. Utarzani po kolana w błocie pośpiesznie podążyliśmy
za główną grupą, prowadzoną przez Marka, z którą spotkaliśmy się pod Wykosowem.
Nadciągnęły chmury i wiatr się wzmógł, zmarzniętym turystom z pomocą pośpieszyła
pani kapitan Halszka, częstując ich sowicie pieprzówką na miodzie. Wszyscy
współczuliśmy naszemu przyjacielowi Andrzejowi, który- jako kierowca- nie mógł się
stosownie pokrzepić i drżał z zimna. Na szczęście Wanda załatwiła popas u swojej
koleżanki Mirki w Wykosowie, gdzie zostaliśmy poczęstowani sernikiem, jabłecznikiem
oraz kawą.. Stamtąd udaliśmy się przez bukowe, wilgotne lasy do grobowca rodowego
dawnych właścicieli Wykosowa, który co prawda był rozwalony, ale i tak malowniczo
prezentował się na tle listopadowego lasu. W międzyczasie zadzwonili do nas przyjaciele-
sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk oraz Ewa Moorhexe. Janek był w Warszawie gdzie byle
jak ugoszczono go w ministerstwie /dlatego tęsknił za nami/ zaś Moorhexa wyjechała do
Niemiec gdzie przebywając w Vohringen-Altemöse zajmuje się "sehr stinke altefotze
geputzen". Planowaliśmy iść w dalszym ciągu szlakiem kolei spirytusowej, jednakże
czas naglił, więc przy pomocy Kazika i Tadka zostaliśmy podwiezieni do Główczyc
/hacjenda "U Benka"/. Tam czekała już na nas Tereska i Jola, zaś Tadek wyjął gitarę..
Nastąpił finał imprezy- przy wtórze gitary Tadka ,sałatki Teresy oraz "koszernego
napoju" Marka powoli wszyscy zaczęli się rozjeżdżać.. Za tydzień zapraszamy na wędrówkę
na przysmaki syryjskie..