Data: 11.11.2017r
Prowadząca trasę: Halszka Szuryn
Liczba uczestników: 5
Co roku kilka razy wybieramy się do Swołowa na rozmaite festyny- święto ziół i miodu,
festiwal nalewki pomorskiej ale przede wszystkim na święto gęsi w listopadzie. Oczywistym
jest iż w tym miesiącu nie ma co liczyć na pogodne i upalne dni ale tego roku aura była
wręcz "ekstremalna" i odstraszała do wędrówek nawet najbardziej wytrawnych wyrypiarzy.
Opracowując plan wycieczki gapowaty Mecenas nie zwrócił uwagi iż sobota jest jednocześnie
świętem państwowym /no tak- Mecek to lewak, komunista, ekolog, cyklista, Ukrainiec itd
itp- jeśli zachwycasz się takim słownictwem to oglądaj Wiadomości w jedynce/ i zaplanował
wyjazd autobusem NordExpress do Sycewic o 8 rano. Dopiero błyskotliwość żarliwego
patrioty Seweryna sprawiła iż godzinę odjazdu przeniesiono na 10.00 autobusem do Darłowa.
A wracając do pogody- to, że było pochmurno to pół biedy- najgorsze, że cyklicznie
powtarzały się burze gradowe a nadto wiał lodowaty wiatr. Na dworcu PKS przed 10ą
zebrali się starzy traperzy- Marcel, Mecenas i legendarny "Dekorator" czyli Michał Tuba,
który właśnie powrócił z Dublina po nieudanej próbie zainteresowania mieszkańców "zielonej
wyspy" do arcydzieł dekoratorstwa artystycznego. Szykując się do ekstremalnej wyprawy
otrzymali telefon od pani kapitan Halszki, że wspólnie z dawno nie widzianą Halinką wybiera
się własnym pojazdem do Swołowa i może zabrać jeszcze 3 osoby. Wprawdzie Marcel i Dekorator-
zapaleni włóczędzy początkowo z rezerwą przyjęli tą propozycję, ale kolejna burza gradowa
sprawiła iż zmienili decyzję. Tak więc w piątkę pojechaliśmy luksusowo /choć ściśnięci/ do
Swołowa gdzie dotarliśmy ok godziny 10.30. Mimo że dopiero od pół godziny trwała impreza-
ludzi już było "od groma". Pierwsze nasze kroki- wiadomo, do brodatego Macieja z Bierkowa
zwanego "Druidem Panoramixem", który już dwa tygodnie temu dał nam znać iż księżycowymi
nocami uwarzył dla nas magiczne eliksiry i dekokty z owoców- ponieważ znamy potęgę tej magii
od razu zakupiliśmy kilka flasz cudownego napoju. Dekorator i Mecenas od razu zabrali się do
poznawania tej magii, a potem dołączyli do nich Marcel, Halszka i Halinka, zakąszając napój
pierogami z gęsiną. Poza eliksirami zakupiliśmy też- wytrawne wino porzeczkowe, półgęski, udźce
gęsie, pasztety, sery kozie, soki z rokitnika, powidła z borówek i żurawin, miody, swojski
chleb i wiele innych. Grad dudnił o dach namiotu, a my-degustując eliksir Panoramixa-
wspominaliśmy nieobecnych dziś- Wielkiego Mistrza Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu
Beretowego Jana Kiśluka, Kapitana /miał być dzisiaj ale niestety jest żonaty-nadal wielu
facetów powtarza te błędy a potem cierpi/ oraz Lidera Klubu Seweryna który w ostatniej
chwili odwołał wyjazd. Dekorator z kolei, wpatrując się w owce pasące się po zaśnieżonym polu,
przywołał cnoty i przygody wybitnego nauczyciela- Krzysia Łukowca. Mijał czas, przemijały
kolejne flasze cudownego napoju, aż w końcu czujna Halszka trafnie zauważyła, że jej samochód
to nie karawan do przewożenia zwłok, więc póki Mecenas i Dekorator byli jeszcze w stanie
wędrować o własnych siłach- zapakowała wszystkich do samochodu i odwiozła do Słupska. Mimo iż
właściwie w ogóle dziś nie wędrowaliśmy, na zakupach straciliśmy wiele pieniędzy a co
poniektórzy- i głowy, imprezę uznaliśmy za wielce udaną..