Data: 04.11.2017r
Trasa: Runowo- leśny wąwóz- kopalnia złota- jezioro Runowo- stary cmentarz- pałac 8 km
Prowadzący trasę: Jakub Rutkiewicz, Maurycy Gałuszka
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 13
Władze gminy Potęgowo w porozumieniu ze znanym ziemianinem, właścicielem pałacu w Runowie-
Jakubem Rutkiewiczem zorganizowały rajd pieszy po okolicach Runowa. Po okresie niepogody,
na sobotę prognozy zapowiadały znaczną jej poprawę, dlatego nic dziwnego, że uczestnicy
pojawili się w znacznej liczbie-głównie była to młodzież szkolna ale i miłośnicy wędrówek z
kijkami oraz oczywiście klubowicze "Orłów" i "Kahel Klubu". O godzinie 9.11 pociągiem SKM
ze Słupska do Potęgowa wyjechała ekipa w składzie- Marcel, Mecenas, Andrzej z Ulą, Halszka,
spieszona cyklistka Ala, Dorota i drugi Andrzej z żoną. W Potęgowie przesiedli się oni do
autobusu, którym jechały wraz z młodzieżą główczycką- Tereska i Wandzia. W Runowie czekali
już na nich- Marek i Jurek z Redy oraz doborowa kadra "Kahel Klubu"- Maurycy, Tadek "Hippis"
z Jolą, Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jan Kiśluk oraz Ewa
Moorhexe, która już wkrótce wyjeżdża do Teufelschwanz koło Ulm w Niemczech gdzie będzie
"stinke Altefotze geputzen". Tym razem zabrakło Lidera Klubu Seweryna, bowiem miał się zabrać
samochodem z Kapitanem Świackim, ale ów miał wczoraj "kapitańskie tango" i nie był w stanie
prowadzić pojazdu. W Runowie ucieszyło nas to, że po pochmurnym poranku zaczynało się
"przecierać" i powoli pojawiało się słońce. Po krótkiej wizycie pod wiatą- "Chleb-sól" i
kawa penitencjarna- uczestnicy ruszyli na trasę pod wodzą hrabiego Rutkiewicza. Jednakże,
na porozumiewawcze mrugnięcie okiem Janka Kiśluka, niczym pisklęta pod opiekuńcze skrzydła
kwoki zbiegli się do niego sławni piechurzy-Marek, Maurycy, Mecenas i Marcel /czyli cztery
Moczygęby i jeden J-23/. Oni bowiem woleli wędrować w samotności aby chłonąć uroki przyrody
we własnym, cichym gronie a nie w towarzystwie rozwrzeszczanych dzieci i czujnych oraz
srogich kobiet (co spotkało m.in naszego zacnego Andrzeja który pod nadzorem Uli szedł z
główną grupą, zasmucony i zgaszony..) Grupa Janka prowadzona przez Maurycego zeszła wąwozem
na łąki, gdzie znajdowała się kopalnia złota "Mac Gregor" przy strumieniu. Słońce świeciło
już na dobre, byłoby całkiem przyjemnie gdyby nie drogi. Skoro idą sami faceci, to o czym
mogą rozmawiać jeśli nie o kobietach- i tak też było tym razem- uznaliśmy, że fajnie byłoby
gdyby kobiety były tak wilgotne i śliskie jak drogi pod Runowem a drogi- tak suche jak kobiety.
Często natrafialiśmy na błotne rozlewiska i niejeden raz rozważaliśmy powrót, ale determinacja
Marka forsującego błoto niczym czołg oraz słowa Mecenasa o romantyzmie błot (i żyjących na
nich ślicznych i uroczych bagiennych wiedżmach, które uwielbia Darek "Old Firehand"z Maszewa)
sprawiły iż mozolnie szliśmy dalej przed siebie. Obok śródleśnego jeziora Runowskiego
napotkaliśmy główną grupę i zatrzymaliśmy się tam na popasie. Znad jeziora cofnęliśmy się
kilkaset metrów by drogą przez las podążyć w stronę Runowa. W planach rajdu co prawda były
też kurhany i grodzisko ale tam byliśmy już kilka razy- ostatnio w maju- nadto nie było
Seweryna, by wygłosił uczoną pogadankę o kurhanach- więc zależało nam by poznać inne zakątki
okolic Runowa. Zwiedziliśmy stary cmentarz z okazałym pomnikiem poległych z I w.św.i
wyszliśmy na pola pod Runowem, skąd już blisko było do pałacu. Pod wiatą zjedliśmy żurek i
oczekiwaliśmy na przyjście głównej grupy gdzie szła reszta naszych klubowiczów. Należało
bowiem rychło zaopiekować się naszym kolegą Andrzejem, który z wędrówki przyszedł zmęczony
i odwodniony. Zadania tego podjął się Mecenas i Jurek z Redy, podczas gdy Janek organizował
uroczyste zakończenie rajdu- wspomniana trójka dyskretnie ulokowała się w "wozie cygańskim"
gdzie uzupełniała zapasy płynów w organizmie oraz studiowała ciekawe foldery krajoznawcze-
przy okazji dowiedziliśmy się, że Andrzej w międzyczasie ponownie uczestniczył w rajdzie
pieszym "Ziarno kawy" organizowanym przez CKP impreza zakończyła się po godzinie 14ej, grupa
słupska została podwieziona do Potęgowa autobusem "główczyckim", gdzie w oczekiwaniu na pociąg
odjeżdżający o godzina 15.32 Andrzej z Mecenasem udali się na zwiedzanie okolic dworca, a
wszystkich zadziwiło, że gdy tylko zeszli innym z oczu tak długo potrafili kontemplować
nostalgiczne piękno opustoszałych listopadowych pól.. O dziwo, zamiast posmutnieć- wrócili
nadzwyczaj weseli. Wesoło nie było natomiast Jankowi- jako, że musiał prowadzić uroczyste
zakończenie rajdu i nie mógł być z innymi w wozie cygańskim- wrócił do Lęborka zasmucony.
Jednakże wcześniej wykonał stosowny telefon do doktora Zenka aby ten czym prędzej przygotował
mu kroplówkę a następnie zastosował cykl zabiegów rehabilitacyjnych. Ufamy iż ów zacny doktor
jak zwykle pośpieszył Jankowi z pomocą.. A za tydzień zapraszamy na święto gęsi do Swołowa,
gdzie już będzie na nas czekać brodaty Maciej "Panoramix" z Bierkowa, który na tą okazję
uwarzył dla nas cudowne eliksiry i dekokty..