Data: 30.09.2017r
Trasa: Barcino- okolice Kotłowa- okolice Radzikowa- Myślimierz- Objezierze 10 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński, Jerzy Krajewski
Liczba uczestników: 6
Już ponad miesiąc temu na tą sobotę zaplanowana była wędrówka do Rzuszczy gdzie
Wandzia miała nas gościć gęsiną- okazało się niestety, że z uwagi na choroby
gospodarzy-wędrówka ta została odwołana, co wszystkich zmartwiło bo ta sobota
miała być ciepła i pogodna. Rada w radę i pośród kilku alternatywnych koncepcji
starzy wyrypiarze- Jurek z Redy i Mecenas zaplanowali i opracowali trasę z Barcina
do Objezierza. Było to możliwe dzięki temu, że od tego roku NordExpress wprowadził
kursy do Kępic przez Barcino- do tej pory znaliśmy tą miejscowość tylko z rajdów
drezynowych SPKD. Pora wyjazdu też była odpowiednia nawet dla leniuchów i śpiochów,
bo dopiero o 10.20. Ze Słupska wyjechaliśmy doborową ekipą- Marcel, Mecenas, Lider
Klubu Seweryn, Andrzej z Ulą i ich kolega- Andrzej- dla odróżnienia od naszego
klubowicza zwany "Andrzejem Drugim" /bywał już z nami m in w Białym Borze i Gablu/.
Piękna, słoneczna pogoda wprawiła wszystkich w doskonały humor, poza naszym Andrzejem
który był nadal na kuracji antybiotykowej i tęsknym wzrokiem patrzył na wypchany
plecak Mecenasa.. Tak, antybiotyki to nie jest właściwe lekarstwo dla naszego
przyjaciela.. inny pan doktor by co innego mu przepisał. Co do dzisiejszej trasy-
stanowiła ona wielką niewiadomą, wiodła po bezludnych terenach, starymi drogami i
mylnymi ścieżkami, dlatego też prowadził nas tandem- Mecenas z mapą topograficzną
w skali 1:50 tys.oraz Jurek z GPS. Mapa była bowiem z lat 60-tych i wiele w
międzyczasie mogło się zmienić w terenie. Nadto omijaliśmy takie "punkty orientacyjne"
jak dawne PGR-y w Kotłowie i Radzikowie a wymieniony w planie trasy Myślimierz to..
dwa domy. Uprzedzając fakty- daliśmy jednak sobie radę bez problemów. W Barcinie
wysiedliśmy na przystanku pod kościołem, po czym skierowaliśmy się na północny wschód,
przechodząc mostkiem nad rzeczką Bystrzenicą i pod nasypem kolejowym kierując się na
Kotłowo. Nie doszliśmy jednak do tej miejscowości gdyż na skrzyżowaniu dróg, przy
leśnym stawie skręciliśmy na wschód. Wkrótce Ula dostrzegła w zaroślach resztki dawnego
cmentarza, który zwiedziliśmy. Trasa wiodła teraz dawnym brukowanym poniemieckim
traktem, za jakiś czas wyszliśmy z lasu i szliśmy przez pola- bardzo malowniczy
krajobraz. .Niektórzy nieco narzekali na brak grzybów ale potem się to zmieniło..
Wspomniana droga za polem skręcała w stronę dawnego PGR Radzikowo, ale my musieliśmy
iść na wprost- w związku z czym nastąpił postój, analiza trasy i..zbieranie grzybów.
Jurek wypatrzył starą, zarośniętą drogę, którą poszliśmy dalej, należy też podkreślić
iż teren był pagórkowaty i urozmaicony- nieraz wędrowaliśmy "w klimatach bieszczadzkich"
tj wspinając się dzikimi jarami i wąwozami w otoczeniu bukowych lasów. Dotarliśmy
do skrzyżowania dróg i skręciliśmy w lewo już na bardziej solidniejszą drogę. Tam
prowadzący musieli się zastanowić nad dalszą trasą a czas ten został wykorzystany
przez innych na zbieranie grzybów. Dalsza droga prowadziła obrzeżami pól i lasów aż
do wymienionego już wcześniej Myślimierza, po czym znów wchodziła w las. Szliśmy już
nieco wolniej, pojawiły się kozaki, prawdziwki a nawet aromatyczna "kozia broda"
/szmaciak gałęzisty- już nie jest pod ochroną/. W planach wycieczki było dotarcie do
Objezierza na ok godzinę przed odjazdem autobusu, bowiem planowaliśmy zjeść obiad w
tamtejszym przydrożnym zajeździe- dlatego też szybko podążyliśmy w tamtą stronę. Na
skraju Objezierza powitało nas stado wełnistych owiec, co od razu wzbudziło skojarzenia
z Krzyśkiem-znanym miłośnikiem zwierząt i działaczem Towarzystwa Ochrony nad Zwierzętami,
ale również.. z rajdem "Pieczonego Barana"/ "gdzie ja jestem, co tu robię, jak się
nazywam i dlaczego ja ?/. Minęliśmy kościół i z nadzieją pośpieszyliśmy do zajazdu-a tu..
przykra niespodzianka -zarówno zajazd jak i sklep były zamknięte.Trzeba było zatem
wykorzystać tą godzinę czasu jaka pozostała do odjazdu autobusu, więc Andrzeje udały
się na zbieranie słoneczników, a inni zajęli się czytaniem gazet. Zadzwonił też do nas
sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk-Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu
Beretowego- był zdenerwowany bo dzisiaj w Lęborku był zlot kół SKKT z Pomorza i musiał
te dzieciaki oprowadzać po mieście. A z dzieciakami wiadomo jak to jest.. trzeba je
pilnować, a i sławą nieśmiertelną okryć się nie można. Zapewniliśmy naszego mistrza,
że za tydzień w Mikorowie będzie zupełnie inaczej. Wszyscy już się cieszą na myśl o
obchodach rocznicy klubu w Mikorowie, może poza Sewerynem, któremu przypomniano jak kiedyś
odmówił uczestnictwa w "nocnej orce polowej" /za co dostałby 100 zł/- a teraz namawiają
go by tym razem się zgodził.. I tak doczekaliśmy do autobusu którym odjechaliśmy z
Objezierza o 15.19.