Data: 23-14.09.2017r
Trasa: Ustka latarnia morska- brzegiem morza- Orzechowo- Poddębie 10 km
Poddębie- czerwonym szlakiem- Orzechowo- Ustka 10 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński, Jerzy Krajewski
Liczba uczestników: 4
Coroczny nocny rajd brzegiem morza do Poddębia zawsze gromadził komplet uczestników-
czyli 12 bo tyle było tylko miejsc noclegowych, tym razem niestety frekwencja nie
dopisała a to ze względu na wyjazdy /Marek/, choroby /Andrzej/ czy pogodę. Zawsze
bowiem wychodziliśmy z Ustki mając piękne zachody słońca-teraz jednak od rana było
deszczowo i nieprzyjemnie. Chwała zatem tym którzy nie bacząc na trudne warunki pogodowe
wybrali się na tą wędrówkę- a byli to niezawodny Jurek "Jurencjo" z Redy, reaktywujący się
po kilkuletniej przerwie Lider Klubu Seweryn, urocza i wesoła Brygida no i Mecenas /jako
prowadzący i tak musiałby być/. Tego samego dnia nasi przyjaciele z "Kahel Klubu"-Jola,
Tadek"Hippis", Ewa Moorhexe z Altemöse-Altefotze Arschloch i sam wielki Jan Kiśluk-Wielki
Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego uczestniczyli w zlocie przewodników
w Smołdzińskim Lesie- ale utrzymywali z nami stały kontakt telefoniczny, o czym później..
Rajd nocny rozpoczął się jak zwykle pod latarnią morską w Ustce- jubilat Mecenas otrzymał
stosowne prezenty- interesujące zwłaszcza były kapcie od Brygidy na samotne wieczory /a
wcześniej Mecek dostał od Marcela słodkiego kaczorka z "hole love"- niestety jak ocenił
jubilat o za małych gabarytach tej "hole"/.. Wyruszyliśmy w mżawce i pod wiatr, szło się
nieciekawie, ale tacy wytrawni piechurzy jak Jurek i Mecenas narzucili szybkie tempo,
więc dość szybko doszliśmy do ujścia rzeki Orzechówki. Tam Brygida wpadła w ruchome piaski
aż po kolana i zamoczyła buty. Nie było Andrzeja który rozmasowałby i rozgrzałby jej stopy
więc Mecenas wyjął inny środek rozgrzewający. Zrobiło się już ciemno, żmudnie pokonywaliśmy
kolejne kilometry aż doszliśmy do gwiazdobloków na skraju jaru pod Poddębiem. W tym miejscu
tłumaczymy nazwę- od wielu lat na mapach nazwa miejscowości brzmi "Poddąbie"- lecz
Mecenas pamięta, że w dzieciństwie było to "Poddębie" a poza tym bycie dobrym Polakiem nie
oznacza tylko wymachiwania flagami i dzikich wrzasków- "Precz z Żydami, lewakami i uchodźcami"-
lecz znajomości języka polskiego- i tak czy siedzimy pod "dąbem" czy dębem"? Wracając do rajdu-
w tym momencie chmury się rozwiały i pojawiły się gwiazdozbiory- zachwycaliśmy się Ursa Maior
/Wielka Niedźwiedzica/, Canes Venaticii /Psy Gończe/, Cygnus /Łabędź/ no i Lyra /Lutnia/ z
Vegą- jedną z najjaśniejszych gwiazd nieba północnego. Musieliśmy jednak podążać do bazy więc
skręciliśmy do lasu- pośród ciemności bystrooki Seweryn potrafił wypatrzeć grzyby, niestety
akurat takie które nie nadawały się do spożycia. Wkrótce dotarliśmy do bazy czyli przyczep
campingowych ośrodka "Mistral" Krysi Semków- a jako iż w tym roku było nas tylko czworo
więc warunki mieliśmy komfortowe- zajęliśmy dwie przyczepy- w jednej zakwaterowali się
Seweryn z Meckiem a w drugiej- Brygida z Jurkiem. W tym roku niestety nie było ogniska
/drzewo zamokło/ ale nie przeszkadzało nam to urządzić posiadówki w przyczepie. Mecek częstował
whisky, Brydzia- kiełbasą z własnego sklepu, słuchaliśmy muzyki ze smartfonów i..rozmawialiśmy
przez telefon ze sławnym Jankiem Kiślukiem. Wygłosił on nam krótki wykład poświęcony 500-leciu
refomacji ze szczególnym uzwględnieniem poglądów i myśli Marcina Lutra. Ów teolog analizując
Pismo Święte uznał, iż jeden z siedmiu grzechów głównych /Saligia/- piąty czyli nieumiarkowanie
w piciu i jedzeniu nie znajduje żadnego uzasadnienia w Biblii. Janek cytował listy Lutra- i tak
14.05.1544 r napisał z Warburga- "spędzam tu całe dnie na pijaństwie", list do Jerome Wellera z
1530 r- "gdy diabeł cię nęka, poszukaj towarzystwa przyjaciół i używaj trunków frywolniej. Jeśli
diabeł mówi ci- nie pij- musisz odpowiedzieć: właśnie dlatego, że zakazujesz, będę pił więcej w
imię Jezusa Chrystusa". Zatem, mimo iż jesteśmy katolikami, myśli Lutra przekazane nam przez
Janka stanowiły dla nas inspirację do pobożnego życia z wyrzeczeniem się diabła. Intensywność
wdrażania myśli reformacji spowodowała, że szybko położyliśmy się spać.. Jeszcze przed świtem
budziły nas hukania puszczyków, a gdy wstaliśmy- klangory odlatujących żurawi i gęganie gęsi..
Idzie jesień wielkimi krokami.. W niedzielę jako pierwszy wstał Jurek i szukał toalety- Mecek
zauważył, że przecież toalety są w przyczepach..okazało się, że drzwi do tego przybytku w
przyczepie Jurka były drewniane i Jurek myślał, że za nimi jest szafa.. Zjedliśmy śniadanie na
mokrych od rosy stołach, spakowaliśmy się i wyruszyliśmy..do sklepu, na którego otwarcie
musieliśmy czekać jeszcze około pół godziny /do 9.00/. Jak wiadomo prowadzi go kuzynka Seweryna,
która wielce ucieszyła się na jego widok. Zakupiliśmy napoje i wyruszyliśmy na szlak. Tym razem do
Ustki szliśmy lasem, za znakami czerwonego szlaku-prowadził Jurek- jedynie Mecenas- dźwigając
ciężki plecak- postanowił pójść brzegiem morza. Wspólne spotkanie nastąpiło przy ujściu Orzechówki
do morza- znużona marszem Brygida, która nadto po drodze zbierała grzyby- usiadła na piasku i
między nogami poczuła coś twardego, wciskającego się jej w pewną część ciała.."O k.., Andrzej !?"
zakrzyknęła.. Ale nie był to nasz klubowicz Andrzej a zwykły nadmorski kamień..
Brygida posmutniała ale rychło ją pocieszył regularnie dziś dzwoniący do nas Janek Kiśluk-
zauważyliśmy iż w miarę upływu czasu jego głos coraz bardziej drżał i się łamał- ale tłumaczymy to
sobie, że z tęsknoty za nami.. Mimo bowiem, że towarzyszył mu w wędrówce po SPN Tadek "Herkules"
Salamon wiemy, że Janek bardzo chciałby właśnie z nami wędrować. Z plaży w Orzechowie wspólnie
poszliśmy brzegiem morza w stronę Ustki, było już znacznie przyjemniej niż poprzedniego dnia-przede
wszystkim świeciło słońce i było ciepło-gdy doszliśmy w pobliże ośrodka "Perła"- zeszliśmy z plaży i
idąc ul.Wczasową doszliśmy do przystanku, skąd odjechaliśmy autobusem do Słupska o 12.20..