Data: 02.09.2017
Trasa: Gardna Wielka- szlakiem dawnej kolei- Czysta- Komnino- stary cmentarz-
Gąbino Żabiniec /hacjenda "U Zerwana"/ 6 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Ilość uczestników: 14
W tym roku coroczna impreza u Beaty wyjątkowo odbyła się we wrześniu a nie w sierpniu,
z uwagi na wyjazdy klubowiczów, a chodziło o frekwencję, która zwłaszcza w zeszłym roku
była mizerna. Teraz jednak dopisała klubowa kadra i goście co bardzo cieszy, na uwagę
zasługuje zwłaszcza reaktywacja na wędrówkach Lidera Klubu Seweryna /po kilku latach
przerwy/. Sobotni ranek nie nastrajał do wędrówek w plenerze, było pochmurno i cały czas
padał deszcz. Na kurs autobusowy o 10.50 ze Słupska do Gardny wybrali się tylko Marek,
Mecenas, Seweryn, Jurek z Redy, Romka i Basia. Okazało się, że pogoda się potem poprawiła
i inni uczestnicy zaczęli stopniowo dojeżdżać ale o tym później.. Po dojechaniu do Gardny
wyruszyliśmy najpierw na wschód, drogą w stronę Stojęcina, by rychło jednak "odbić" w
prawo na szlak dawnej kolei ze Słupska do Smołdzina, którym szliśmy praktycznie do samego
Gąbina. Nieco błotnistą drogą szliśmy skrajem lasu, obserwując z oddali jezioro Gardno,
polującego myszołowa i nasłuchując odgłosów żurawi, zbierających się w stada do odlotu na
południe.. Po ok 2 km wyszliśmy na skrzyżowanie z szosą koło miejscowości Czysta. W
międzyczasie w "Głosie Pomorza" przeczytaliśmy, że w drużynie piłki nożnej z Pęplina
wyróżnił się niejaki "Gorzała". Te nazwy zainspirowały nas do postoju, Marek z Mecenasem
znacząco spojrzeli po sobie i..otworzyli plecaki.. Plecak otworzyła też Basia która częstowała
pigwówką /szkoda że nie było Halszki z jej pieprzówką../. Rozpogodziło się i już w promieniach
słońca wyszliśmy z lasu na pola pod Czystą, tam napotkaliśmy stado bydła i wspomnieliśmy
nieobecnego zasłużonego klubowicza Krzyśka.. Wkrótce "jakość" drogi się pogorszyła- była
zarośnięta, a przy tym po deszczach trawa była mokra, więc nieco się uszargaliśmy. Trudy
tego odcinka trasy rekompensowały nam piękne widoki na Komnino i okolice, a także owocujące
jarzębiny, jeżyny, dzikie jabłonie i grusze. Dotarliśmy do skrzyżowania z dawną trasą
kolejową w stronę Objazdy i Ustki, stąd już blisko było do szosy, gdzie musieliśmy poczekać
na Brygidę, a kilkoro z nas udało się kilkaset metrów dalej na poszukiwanie starego cmentarza
należącego do Komnina. Cmentarz, jak wiele innych, okazał się kompletnie zdewastowany,
ocalało tylko kilka nagrobków. Wspólnie wyruszyliśmy na ostatni odcinek trasy, szosą do
hacjendy naszej koleżanki, pani prokurator Beaty. Tam zostaliśmy powitani przez gospodynię i
jej brata Marka /KTP "Bieluchy" Chełm/, a także przez buldożka Bonitę i młodą wilczycę Bellę.
Zasiedliśmy do bogato zastawionego stołu, zaś Mecenas zgodnie ze zwyczajem postanowił wykąpać
się w stawie. Naraz pojawiła się ciemna deszczowa chmura i lunął deszcz. Troskliwa Brygida
obawiała się, by nasz pływak nie zmarzł, dlatego też rychło przedsięwzięła odpowiednie
środki zaradcze. Na szczęście dość szybko deszcz ustał, znów pojawiło się słońce i..kolejni
goście. Ze Słupska dojechali Grzesiek i Ania, zaś z Lęborka-Tadek "Hippis" oraz sam wielki i
wspaniały Jan Kiśluk-Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego, którzy po
drodze zabrali z Główczyc Tereskę. Gdy wszyscy się zebrali, przy akompaniamencie gitary Tadka,
odśpiewaliśmy pobożny psalm o ojcach bernardynach, a księża-przewodnicy- Jan, Marek, Paweł
wysłuchiwali spowiedzi i zadawali pokutę, której z pokorą poddała się świątobliwa Beata. Oj,
wiele grzechów mieliśmy na sumieniu, jednakże z uznaniem należy stwierdzić iż nikt ze
zgromadzonych nie jest zwolennikiem psychopatycznych i antydemokratycznych ruchów i partii
politycznych.. Dotyczasowy "mistrz duchowy" Seweryna- imam Martin Ahmed Al-Smuggari zaczął
leczyć się na głowę i już przestał Sewerynowi tak imponować jak kiedyś- gratulujemy! My wolimy
należeć do wolnej loży turystów kierowanej przez Jana Kiśluka, demiurga i architekta turystyki..
Wszyscy żałowaliśmy, że nie przybył wcześniej awizowany Andrzej, okazało się, że uczestniczył
on dziś w koncert na festynie, a pan doktor mu przepisał by podreperował swoją psychikę
uczestnictwem w koncertach, zwłaszcza w towarzystwie zespołu "Ale Babki" z uroczą Elą na czele.
Rozumiemy to, ale uważamy, zwłaszcza Brygida, że w naszym towarzystwie Andrzej też znajdzie to,
co mu doktor przepisał, bowiem my wzajemnie się wspieramy i nie opuszczamy przyjaciół w biedzie.
I tak, gdy Mecenas posmutniał bo przypomniał sobie swoją ukochaną Anię, przebywającą akurat w
sanatorium gdzie pija lecznicze wody- momentalnie Beata zarządziła by w jej hacjendzie też
powstała pijalnia wód leczniczych- co zainaugurowaliśmy, a Mecek szybko poweselał, podobnie
zresztą jak wszyscy.. Impreza trwała do nocy, wokół stawu zaświeciły się lampki i stworzył się
bardzo miły nastrój- niestety trzeba było już wracać. Przy wtórze kołysanki Tadka- "ach śpij gdy
nocą pratchawce na zielonej trawce się grzmocą" nastąpiło pożegnanie..