Data: 17.06.2017
Trasa: Lębork PKP- lądowisko- Struga Rybnicka- rzeka Łeba- Mosty /hacjenda
"Kartonowy Raj"/ 4 km
Prowadzący trasę: Darek "Old Firehand" Olewniczak
Organizatorzy: Tadeusz Krawczyk, Lech Kozłowski
Liczba uczestników: 11
Dwaj wybitni turyści, członkowie "Kahel Klubu" z Lęborka-Tadek "Hippis" i Lech
"Big Horn" od pewnego czasu zajęli się piwowarstwem na podstawie dawnych receptur,
co sprawia, że produkowane przez nich piwo niewiele ma wspólnego z tymi sklepowymi.
Każdy myśli, że piwo powinno być zimne, bo inaczej nie smakuje- i ma rację, ale
w odniesieniu do piwa "przemysłowego" czyli wodnistego, chemicznego "lagera".
Prawdziwe piwo, o którym czytaliśmy chociażby w "Krzyżakach" /Maćko i Zbyszko pili
sytne piwo z konwi/ i "Robin Hoodzie" /braciszek Tuck zajadał się pasztetem i
wychylał garniec marcowego piwa/ nie powinno być schładzane, a wręcz przeciwnie,
by móc delektować się jego smakiem i aromatem. W tą sobotę zostaliśmy zaproszeni
do hacjendy "Kartonowy Raj” do Mostów na pokaz wytwarzania piwa oraz oczywiście
jego degustacji. Część uczestników dojeżdżała samochodem /"Chudy Marek" z Teresą i
Janek/ a część wybrała trasę pieszą prowadzoną przez samego "Old Firehanda" czyli
Darka z "Cowboy Club" Maszewo. Ze Słupska, pociągiem SKM do Lęborka wyjechali o 9.12-
Marcel, Mecenas i kapitan Halszka. Ta ostatnia miała ze sobą butlę samorobnej pieprzówki
z miodem na drogę, ale od razu odstąpiła ją Mecenasowi by nie łaził za nią i nie "łypał
ślipiami" niczym Roch Kowalski za gąsiorkiem gdy przychodził do pana Zagłoby. Było
ciepło ale niestety pochmurnie i chwilami padał deszcz /na szczęście na trasie do
Mostów nas nie "podlało"/. W Lęborku na dworcu czekał już "Old Firehand" i od razu
wyruszyliśmy w drogę. Okazało się, że w tym czasie Ewa Moorhexe z Wessling-Arschloch
szukała nas w..siedzibie IT na dworcu, bo myślała, że tam sam wielki i wspaniały Jan
Kiśluk- Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego będzie nas częstował
"chlebem i solą". Tam jednak nie było ani Janka ani nas, więc musiała szybkim krokiem
dopędzić grupę. Darek rozczulił się, widząc w ręku Ewy bukiet kolorowych kwiatów myśląc,
że w ten sposób Ewa chce uczcić swojego "rozkoszniaczka" /drugim jest Janek/, ale okazało
się, że kwiaty są dla Joli. Zły i skwaszony "Old Firehand" musiał pocieszyć się piwem i de
facto prowadzenie przejęła właśnie Ewa. Szliśmy ulicą na wschód równolegle do torów,
potem polną drogą do lądowiska dla helikopterów, skąd skręciliśmy w lewo nad Strugę Rybnicką.
Po drodze Ewa opisywała nam napotkane okazy botaniczne jak goździka piaskowego, kosaćca
żółtego czy ślaza. Doszliśmy do koryta rzeki Łeby i do ulicy, skąd już asfaltem, prosto
było do hacjendy Joli i Tadeusza zwanej "Kartonowym Rajem". Trwała już produkcja piwa, a
Lech Kozłowski wygłosił przybyłym wykład na temat etapów powstawania piwa. Nasz dawno nie
widziany Lider Klubu Seweryn wygłosiłby na pewno bardziej zwięźle taką pogadankę /w rodzaju
"piwo to piwo i tyle, trzeba je pić jedno za drugim"/ ale niewiele byśmy się z niej
dowiedzieli, za to dzięki Lechowi nauczyliśmy się sami wytwarzać piwo. W międzyczasie
zadzwonił do nas Kapitan /Zbyszek/, który zachwycał się urokami "torfowego szlaku" między
Klukami a Izbicą /znamy go, znamy/. Wkrótce dojechali Marek z Teresą oraz Janek, a skoro tak-
to musiała być biesiada przy piwie. Jedynie chorujący na żołądek Mecenas delektował się
mocniejszym trunkiem /również produkcji Tadka/ a Janek- "białym piwem". Oglądaliśmy zdjęcia z
wypraw Tadka i Joli, a poza trunkami gospodarze przygotowali prawdziwą ucztę ze zrazami,
sałatkami i mięsiwami na zimno. Szkoda, że nie mogliśmy siedzieć na trawce i paść się jak
pratchawce, ale niestety znów zaczął padać deszcz. Jako pierwsi towarzystwo opuścili Marcel z
Mecenasem oraz "Old Firehand", którzy wyjechali już po 15ej, następnie Halszka /ok.18ej/ a gdy
rozległ się groźny okrzyk- "Gruby, już dość, do domu !" impreza zaczęła się kończyć, co bardzo
zasmuciło Janka, ale rychło skontaktował się on z doktorem Zenkiem na cykl zabiegów rehabilitacyjnych.