Data: 10.06.2017
Trasa: Chocimino- zielonym szlakiem rowerowym- dąb Żydosław- jez.Kwiecko-
elektrownia- Żydowo 10 km
Prowadzący trasę: Józef Tokarz, Roman Jacewicz
Liczba uczestników KTP ORŁY: 1
Już dawno nie wyjeżdżaliśmy na rajdy organizowane przez Oddział Koszaliński PTTK
na których niegdyś byliśmy stałymi uczestnikami i gdzie poznaliśmy takich przyszłych
klubowiczów jak Luiza, Złoty But czy Pysiek- a nasza nieobecność była podyktowana
rozmaitymi czynnikami jak konkurencyjne imprezy w tym samym czasie czy też- bardziej
prozaicznie-wysokie koszty przejazdu pociągami pośpiesznymi. Jednakże na tą sobotę
oddział koszaliński zaplanował rajd "Z wizytą u pomników przyrody" w okolicach Polanowa-
dlatego też- z uwagi na atrakcyjność trasy i różnorodność krajobrazu-postanowiliśmy aby
tą wycieczkę ująć w klubowych planach. Niestety, okazało się, że termin ten koliduje z
planami stałych uczestników wędrówek /m.in."Chudziaki" z Główczyc pojechali na Litwę/, a
nadto piątkowa noc i sobotni ranek były chłodne i deszczowe co odstraszyło potencjalnych
wędrowców- a szkoda, bowiem na trasie było wprawdzie z reguły pochmurno ale deszcz- jeśli
już był- to słaby. Bardziej dokuczały natomiast komary.. Nasz jedynak- Mecenas wyjechał
ze Słupska pociągiem o 8.06 a po dojechaniu do Koszalina ze zdziwieniem zobaczył rozkopy
przed dworcem- tam gdzie zawsze wsiadaliśmy do wynajętych przez PTTK autobusów. Okazało się,
że start był spod szkoły muzycznej, znacznie oddalonej spod dworca. Szybka decyzja- taxi-
i za kilka minut Mecek był pod szkołą. Kolejne zdziwienie- był tylko jeden autobus, a
uczestników nie za wielu- koszalinian też odstraszyła pogoda.. Po około godzinnej jeździe
dotarliśmy do Chocimina- wsi zagubionej gdzieś pośród lasów na południe od Polanowa, gdzie-
przysłowiowo "diabeł mówi dobranoc". Nawet zabytkowy, szachulcowy kościółek pw.św. Teresy
wyglądał jakby chylił się ku upadkowi. Inne zabytki jak dwór i lamus również nie przedstawiały
się zbyt okazale. Od razu jednak zaznaczmy, że trasa była atrakcyjna. Często bowiem szliśmy
piaszczystymi drogami pośród sosnowych monokultur /nie można tego nazwać "lasami" lecz
"uprawami leśnymi"- szkoda, że aktualnie władze chcą traktować kompleksy leśne jedynie po
gospodarczemu jak to widać po traktowaniu Puszczy Białowieskiej/ ale dzisiaj naprawdę było
inaczej. Szliśmy aleją leśną, mając po lewej stronie rozległe trzęsawisko /raj dla bobrów i
łabędzi/, a następnie w "krajobrazach beskidzkich"- czyli wąwozami i wzniesieniami przez
bukowy las. Od razu dodajmy, że przez całą 10 kilometrową trasę nie napotkaliśmy żadnych wsi
ani osad, a poza traktorem na szlaku- również i ludzi. Szlak- to zielony szlak rowerowy-
którym szliśmy przez cały czas, mogliśmy oczywiście skrócić trasę, ale zależało nam aby
obejrzeć wszystkie atrakcje. Taką niewątpliwie był kilkusetletni dąb "Żydosław"/ nacjonalistom
wyjaśniamy, że to nazwa nie od Żydów lecz od Żydowa /obok którego nastąpił postój, wprawdzie
krótki bowiem dobrały się do nas komary.. Stamtąd już blisko było do największej atrakcji na
trasie-wodnej elektrowni szczytowo-pompowej w Żydowie. Poza urządzeniami elektrowni
obejrzeliśmy duże jezioro Kwiecko na którym osiadło stado łabędzi. Ostatni odcinek rajdu był
uciążliwy, bowiem droga biegła pod górę, resztką sił dotarliśmy do mety-czyli do szkoły w
Żydowie. Tam już czekała na nas gorąca zupa fasolowa i wielce lubiana przez nas pani Danuta
Cudzik, obsługująca sekretariat rajdu. Zdążyliśmy jeszcze obejrzeć ciekawy kościół szachulcowy
i omówić jesienny zlot przodowników turystyki pieszej w Mielnie. Po posiłku i konkursie
krajoznawczym nadszedł czas odjazdu.. Jako humorystyczną ciekawostkę podamy, że rajd został
pomyłkowo zapowiedziany u pani dyrektor szkoły w Żydowie- ale tym koło Gniezna, dopiero kilka
dni temu okazało się, że to nie o te Żydowo chodzi, na szczęście tutejsza pani dyrektor
wykazała się zrozumieniem la turystyki..