Data: 03-04.06.2017
Trasa: Czołpino- czerwonym szlakiem- jez.Dołgie Wielkie- jez.Dołgie Małe-
czarnym szlakiem- Gardna Wielka 16 km
Prowadzący trasę: Jacek Grabowski
Komendant rajdu: Tadeusz Krawczyk
Liczba uczestników KTP ORŁY: 4
Rajd pod nazwą "Zlot szlakami SPN" był niegdyś najważniejszym i największym na
Pomorzu Środkowym, a uczestniczyło w nim i po kilkaset osób z całej Polski.
Niestety, wszyscy widzimy co się dzieje z turystyką pieszą, po zmianie ustroju i
otwarciu granic klasyczne PTTKowskie wędrówki z plecakami nie są już atrakcją dla
większości młodych ludzi- a szkoda. Kiedyś latem na szlakach widywało się głównie
studentów a teraz- "weteranów" i młodzież szkolną prowadzoną przez coraz to
mniejszą grupę nauczycieli-pasjonatów. W tym roku komendantem rajdu był nasz
przyjaciel z "Kahel Klubu" z Lęborka-Tadek "Hippis" więc skorzystaliśmy z zaproszenia
na tą imprezę. Już wcześniej Mecenas z "Chudym Markiem" postanowili, że zorganizują
osobną trasę dla naszych klubowiczów aby nie iść w tłumie-okazało się jednak, że
Chudy nie mógł iść, a reszta- tj.Ula z Andrzejem, Halszka i Ewa Moorhexe z
Wessling-Arschloch poszła jednak czerwonym szlakiem z główną grupą. Dzień był
upalny i pogodny, więc wędrowało się przyjemnie, choć nieraz i żmudnie, biorąc
pod uwagę kilometraż wiadomo, że pierwszy na bazę dotarł Mecenas, gdzie spotkał się
z Tadkiem i Jolą. Wcześniej nieco "straszono nas" warunkami pobytu, miało m.in nie
być poduszek i kołder, dlatego też każdy wziął śpiwór- jak się okazało, wszystkie
wygody zostały jednak zapewnione. Po zakwaterowaniu Mecenas wyszedł naprzeciw grupie
idącej od Czołpina by powitać przyjaciół "chlebem i solą", a po ich przyjściu, w
towarzystwie Andrzeja, nieco okrężną trasą, umykając przed czujnym wzrokiem Uli,
doszli na bazę, po drodze wstępując do sklepu. Na bazie okazało się, że nie dotrze do
nas awizowany wcześniej Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza- Jan Kiśluk,
który musiał kupić kozę do pielenia trawnika. Na tą ponurą wieść zapadła głucha cisza
przerywana tylko bezsilnym zgrzytaniem zębów i cichym szlochem Ewki, zrozpaczonej
brakiem jej "rozkosznych cudowności" tj.Janka ale i Darka "Old Firehanda" Olewniczaka.
Wprawiona w bojach z Arabami na misjach wojskowych w Libanie i doświadczona pani kapitan
Halszka rychło jednak butelką pieprzówki pobudziła zasmucone towarzystwo. Wspólnie
udaliśmy się na przystań jachtową, gdzie sekretarz Oddziału Słupskiego PTTK- Janusz
Grabowski częstował grochówką. Po posiłku większość uczestników- głównie dzieci, wyjechała,
a została właściwie tylko kadra. Siedzieliśmy długo przy ognisku wpatrzeni w zachód słońca
nad jeziorem, a piosenki turystyczne grali Andrzej i Piotr /nie mylić z akordeonistą
Piotrem Staszewskim/. Znali oni tyle dawnych kultowych przebojów, że nawet Tadek się nie
włączał i nie usłyszeliśmy o legendarnych pratchawcach ani o życiu klasztornym ojców
bernardynów. Niedzielny świt powitał nas chłodem i słotą. W posępnym nastroju zjedliśmy
śniadanie w świetlicy, a nie było nikogo chętnego na niedzielną trasę /prawdą jest jednak,
że Andrzej z Mecenasem zostali w świetlicy nieco dłużej i już nie byli tak posępni/.
Dlatego też, przy ciągle padającym deszczu, spakowaliśmy się i około godziny 10ej
powróciliśmy autobusem NordExpressu do Słupska.