Data: 27-28.05.2017
Trasa: Rzuszcze- Rzuski Las- wieża widokowa- rezerwat "Izbickie Bagno"- Izbica 10 km
Izbica- Lisia Góra- Zgierz- Główczyce 8 km
Prowadzący trasę: Grzegorz Janusewicz, Ireneusz Krawiec
Liczba uczestników: 23
Ten rajd, o nazwie "Wydma"- choć nie zawsze wędrujemy przez wydmy-stał się dla naszego
klubu jedną z najważniejszych imprez w roku, a mamy też to szczęście, że zawsze dopisuje
nam pogoda. Po deszczowych i chłodnych dniach wreszcie przyszła prawdziwa wiosna, więc
z niecierpliwością czekaliśmy na sobotę. Organizacją rajdu zajęli się jak zwykle Marek i
Teresa, a Grzesiek prowadził pierwszego dnia trasę pieszą. Noclegi- wiadomo, w bazie
turystycznej "Familia" u gościnnych Izy i Sławka Zawadzkich. Ranga imprezy spowodowała,
że nawet coi, którzy nie mieli czasu na wędrowanie w sobotę-dotarli na bazę wieczorem.
Było więc wiele osób, ciekawie i przyjemnie. O godzinie 9.00 autobusem ze Słupska do Rzuszcz
dojechała ekipa w składzie: Ula, Halszka, Mecenas, Brygida, Kinia, Romka, Basia oraz
legendarny "Dekorator"- Michał Tuba z Martyną. W Główczycach dosiadła się grupa dzieci z
wychowawczynią, zaś w Rzuszczach oczekiwali na nich organizatorzy wraz z członkami "Kahel
Klubu" /Irek, Ewa Moorhexe/, Marysia, Wandzia oraz Jurek z Redy. Po gorących uściskach oraz
powitaniu "chlebem i solą" wyruszyliśmy na trasę idąc najpierw "żubrzym szlakiem" w stronę
Rzuskiego Lasu. Było gorąco niczym latem, dlatego też z ulgą przywitaliśmy chłód wysokopiennego
lasu. Tutaj jednak zaatakowały nas komary- w marszu specjalnie nie dało się tego odczuć, ale
w czasie postojów i owszem, zwłaszcza pod wieżą widokową. Kobiety stosowały zatem nacieranie
zewnętrzne środkami odstraszającymi komary- a panowie- "nacieranie wewnętrzne" środkami
znieczulającymi /pieprzówka Halszki/. Wielce też smakowały truskawki z pierwszego zbioru ogrodu
Grześka. Po przejściu przez Rzuski Las, forsownym marszem, nieraz myląc drogę weszliśmy na Górę
Podgórki gdzie znajduje się wieża leśników służąca do obserwacji przeciwpożarowej. Wprawdzie
nie jest ona udostępniona dla turystów, ale Marek załatwił nam wejście. Niektórzy pamiętają, że
byliśmy już na niej /rajd "Żubrzego Szlaku"/, ale wówczas była zima, nadto pochmurno i mglisto,
więc niewiele można było z niej zobaczyć-tym razem było inaczej. Siedzieliśmy tam dość długo,
bowiem wszyscy naraz nie mogliśmy wejść, a zwykle niemile widziani przez niepalących
"fajczarze" /Jurek, Mecenas, Grzesiek/ tym razem służyli wydatną pomocą, okadzając dymem kobiety,
aby uchronić je od komarów. Poruszenie wzbudził okrzyk Brygidy do Grześka- "dmuchaj mnie między
nogi", ale okazało się, że to nie to, o czym niektórzy pomyśleli. Po kontemplacji widoków z wieży,
zeszliśmy na przełaj z góry i dalej już szosą powędrowaliśmy do Izbicy. Po drodze należało się
oczywiście zatrzymać na pomoście widokowym nad rezerwatem "Bagna Izbickie", gdzie słuchaliśmy
wykładu Ewy Moorhexe o roślinności bagiennej, oraz podziwialiśmy łany wełnianek, co uwieczniał na
fotografii Irek Krawiec. Słońce dokuczało więc szybkim tempem nadanym przez Grześka, Kinię i
"Dekoratora" ruszyliśmy naprzód, by za cmentarzem izbickim skręcić w lewo w las, skąd doszliśmy
bezpośrednio do bazy. Tam nastąpiło rozlokowanie oraz degustacja bigosu. Część grupy wybrała się
podziwiać jezioro, a do nich dołączył przebywający już w Izbicy "Szymek" /czyli aspirant Szymkowicz/.
Chłodna woda jeziora zachęcała, więc zmoczyliśmy w niej nogi, a Brygida wystartowała w konkursie
"Miss mokrego podkoszulka". Na ten widok kilku panów poczuło się niczym rażeni prądem- ale nie
miało to nic wspólnego z policyjnym taserem-obezwładniaczem, choć wobec niektórych sparaliżowanych
policjant Szymek musiał użyć chwytów transportowych. Pod wieczór zjechała reszta ekipy-jak Tadek z
Jolą oraz Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- sam wielki i wspaniały Jan
Kiśluk, a także muzyk Piotr ze swoim teściem Jurkiem w towarzystwie Andrzeja. Ten ostatni grał
dzisiaj na koncercie w Kobylnicy, a poza tym wspólnie z menedżerką zespołu Ale Babki podziwiał
sztukę tatuażu artystycznego. Skoro pojawiło się naraz trzech muzyków- to i musiał rozpocząć się
koncert, trwający do późnych godzin nocnych/ szkoda tylko, że Kinia z Brydzią już pojechały/. Ale
już o 4 rano Janek i Marek wybrali się podziwiać wschód słońca nad jeziorem- lecz zamiast tkliwego
śpiewu rozbudzonego ptactwa powitał ich basowy głos anorektycznego geodety Tomka. I tak ten poranny
spacer tak zmęczył naszych bohaterów, że padli niczym ścięte dęby.. Po porannym śniadaniu
przygotowanym przez Teresę i Halszkę część grupy, prowadzona przez Irka Krawca poszła przez Lisią
Górę do Główczyc a pozostali pojechali tam samochodami. Grupa piesza podziwiała po drodze sarny i
lisy, a grupa samochodowa- ogródek i krzaki na hacjendzie "U Benka" w Klęcinku, gdzie Tereska
poczęstowała ich m.in garem zsiadłego mleka i ogórkami- zestaw pyszny ale niekoniecznie dla słabszych
żołądków /tak,tak,łakomy Mecenasie../. Do Słupska wyjechaliśmy autobusem o 15.35, jak zwykle zadowoleni
z imprezy. Dziękujemy organizatorom!