Data: 06.05.2017
Trasa: Miastko PKP- nadleśnictwo- jez.Studzieniczno- źródełko Hamer- wigwam myśliwski-
jez.Zimorodka- kapliczka św.Huberta- posąg Rummela- jez.Syte- Miastko /Zielony
Ruczaj/ 12 km
Prowadzący trasę: Konrad Remelski, Andrzej Gurba
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 4
Legendarny już inicjator i organizator wędrówek w plener pod patronatem gazety "Głos
Pomorza"- Konrad Remelski, z którym ostatnio podziwialiśmy lodowe "uroki" Wołczy, tym
razem zaproponował nam uczestnictwo w wycieczce do tzw "Krainy Rummela" na południe od
Miastka. Rummel to imię legendarnego zbójnika od którego wzięła się też przedwojenna
nazwa Miastka-Rummelsburg. A "Kraina Rummela" to urokliwy obszar leśny pełen różnorodnych
form krajobrazu-wzgórza przypominające beskidzkie, wąwozy, jeziora polodowcowe, potoki,
bukowy las. Mimo iż starsi z klubowiczów /Marek,Teresa,Mecenas/ już wiele razy w
przeszłości tam chodzili to jednak zawsze warto raz jeszcze tam wrócić, zwłaszcza w
miłym towarzystwie oraz na początku maja, gdy młoda zieleń nie przesłania jeszcze
krajobrazu. Szkoda tylko, że aby dojechać do Miastka, należało wyjechać ze Słupska już o
7.30 pociągiem- co uniemożliwia udział tych którzy mieszkają poza Słupskiem /np. Jurek,Marek,
lęborczanie z"Kahel Klubu"/, nadto jaka jest pogoda w tegoroczną majówkę to wszyscy wiemy.
Dlatego też jedynie czworo z nas wzięło udział w tej imprezie- Ula /bez Andrzeja który
miał koncert/, kapitan Halszka z nieodłączną pieprzówką, Mecenas /z napojem uwarzonym
przez Tadka "Hippisa" z Lęborka/ oraz gościnnie- Ania z KTP "Ostańce" z Zawiercia. W
Miastku zostali oni powitani przez Konrada, który poprowadził ich pod budynki szkoły
podstawowej nr 2, gdzie już zebrali się inni uczestnicy wędrówki, głównie młodzież
gimnazjalna, ale też przedstawiciele stowarzyszenia "Bezdomny Kundelek" ze swoimi pupilami,
oraz starosta Batko /ten ostatni pozazdrościł chwały Konradowi i wielce dbał o nas na
trasie/. Pierwszym przystankiem na trasie była siedziba nadleśnictwa, gdzie obejrzeliśmy
film edukacyjny i wysłuchaliśmy wykładu /choć pewno Seweryn wygłosiłby ciekawszy a na pewno
bardziej zwięzły/. Pobyt w nadleśnictwie się przedłużył, więc potem należało narzucić
szybsze tempo marszu, szliśmy niebieskim szlakiem obok jeziora Studzieniczno, za którym na
skrzyżowaniu dróg, niektórzy poszli w lewo /Halszka,Ula/ z grupą młodzieży- a niektórzy w
prawo /Ania,Mecenas/ za Konradem, i ci najwięcej skorzystali, bowiem ów niósł za pazuchą
pokaźny zestaw materiałów turystycznych, a gdy dołączył się pan starostwa Batko- było już
bardzo wesoło.. Atrakcje na trasie to: źródełko Hamer, majestatyczny wigwam myśliwski koła
"Słonka" /tam zatrzymaliśmy się na postój/, kapliczka św. Huberta, drewniana rzeźba Rummela
no i urocze jeziora- Zimorodka i Syte, zaś szlak nieraz trawersował zbocza i czuliśmy się
jak w górach. Nadto- mimo chłodu i zachmurzenia- widać i słychać było oznaki wiosny, powoli
ale wyraźnie przyroda budzi się do życia z zimowego snu. Powrotny pociąg do Słupska mieliśmy
o 14.48, a jeszcze planowane było uroczyste zakończenie rajdu, więc- ograniczeni czasem-
musieliśmy się śpieszyć. Po wykonaniu "pętli" wokół Krainy Rummela i dojściu z powrotem na
skrzyżowanie dróg obok jez. Studzieniczno tym razem nie wracaliśmy już niebieskim szlakiem
lecz na wprost w stronę Miastka, a po pewnym czasie skręciliśmy w prawo kierując się na tzw.
"Zielony Ruczaj", czyli leśną polanę z wiatami i miejscem na ognisko, gdzie nastąpiło
uroczyste zakończenie. Zostaliśmy poczęstowani grochówką z wkładką, oraz losowano nagrody-
z naszej grupy dwukrotnie wyróżniono Anię z Zawiercia. W międzyczasie zadzwonił też Jan
Kiśluk z Lęborka, co nas bardzo ucieszyło. Jak wiadomo bowiem, dwóch jest najwybitniejszych
turystów na Pomorzu- Konrad Remelski w Miastku i Jan Kiśluk w Lęborku. Nie piszemy, że są
najwybitniejsi w Rzeczpospolitej bo obrazilibyśmy takie legendarne postaci jak chociażby:
Pawła "Pączka" z Pilawy, Ryszarda Bałabucha, Henryka Kozaka z Radomia, Romana Osypińskiego
z Łowicza czy Zbigniewa Dońca z Zawiercia. W każdym razie tu na Pomorzu głównie Konrad i
Janek jaśnieją niczym gwiazdy i zapewniają wszystkim wiele atrakcji-nie wystarczy bowiem
dobrze chodzić, ale trzeba umieć też organizować a w tym wyżej wspomniani "wodzowie" są
"primus inter pares". A wracając do imprezy- resztą mięsnej wkładki od grochówki podzieliliśmy
się z przyjaznymi pieskami, wypiliśmy strzemiennego i w drogę.. Smutno było wracać do Słupska,
ale pocieszaliśmy się, że Janek zapowiedział kolejną turystyczną imprezę, w trakcie której
otoczy nas swym majestatem i chwałą..