Data: 01.05.2017
Trasa: Potęgowo- Żychlin- Runowo- kurhany- Runowo 12 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 9
Po kilku tygodniach przerwy w klubowych wycieczkach spowodowanych świętami i
wyjazdami. Na "majówkę" mieliśmy zaplanowanych szereg wariantów wędrówek, lecz
postanowiliśmy skorzystać z oferty naszego przyjaciela- Wielkiego Mistrza Wolnej
Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jana Kiśluka, który zaprosił nas na festyn
do Runowa. Wyjechaliśmy ze Słupska do Potęgowa o godzinie 9.12 pociągiem SKM w
składzie-Marcel, Ania, Andrzej, Ula, Mecenas, Ania z Zawiercia do których już w
Potęgowie dołączył Jurek z Redy. Było słonecznie, ale wiał silny i chłodny wiatr,
więc nie zawsze było przyjemnie, musieliśmy kilka razy urządzić postoje w
osłoniętych miejscach. Pierwszy nastąpił pod wiatrakiem, skąd rozpościerał się
piękny widok na okolice. Następnie przeszliśmy obok biogazowni i przez krótki czas
szliśmy przez las /wreszcie było zacisznie/ obok leśnego stawu. Znaliśmy już tą
drogę z rajdu "Liścia Dębu" dwa lata temu, więc mapa nie była nam potrzebna by
szybko znaleźć się w Żychlinie, skąd podążyliśmy prosto do Runowa. Tam, obok pałacu
"Pod Bocianim Gniazdem" odbywał się festyn a pośród licznie zgromadzonych uczestników
spotkaliśmy Marka i Teresę, oraz Tadeusza "Hippisa" z Jolą. Sam wielki Janek Kiśluk
niestety nie mógł z nami biesiadować bo prowadził imprezę. Po odpoczynku i posiłku
część z nas udała się pod przewodnictwem Tadka do rezerwatu przyrodniczego obejrzeć
wały historycznego grodziska oraz kurhany. Nie tylko zabytki archeologiczne ale i
walory krajobrazowe sprawiły, że wycieczka ta była ciekawa. Teren rezerwatu i okolic
przypominał nieco Beskidy-pagórki, jary, wąwozy, bukowe lasy tworzyły niepowtarzalny
widok, zwłaszcza teraz, na wiosnę, gdy terenu nie zasłaniało jeszcze gęste listowie.
Ponieważ czasu nie mieliśmy zbyt wiele, nieco się umęczyliśmy, forsownie wspinając się
pod górę i szybkim krokiem przechodząc ścieżkę przyrodniczą. Nadto okazało się, że
napoje zabrał ze sobą tylko Mecenas, bo inni pozostawili plecaki pod pałacem. Nie były
to jednak napoje, które orzeźwiłyby strudzonych i zgrzanych wędrowców- i jedynie Andrzej
z nich skorzystał. Z ciekawszych sytuacji należy jeszcze wspomnieć o spotkaniu na szlaku
Darka "Old Firehanda" Olewniczaka oraz..leżącego bez ruchu mężczyzny przy drodze.
Troskliwa Ula zaniepokoiła się, czy nic mu się nie stało, zastanawialiśmy się czy go
budzić, czy sprawdzać puls- ale błyskotliwy i znający życie Andrzej miał lepszy sposób
na sprawdzenie czy człek ów żyje. Oto gromko zakrzyknął- "Hej,mamy tu flaszkę !" i
momentalnie owe "zwłoki" ożyły.. Wróciliśmy pod pałac, posiedzieliśmy jeszcze jakiś
czas, po czym Tadek zawiózł naszą szóstkę słupszczan na dworzec do Potęgowa. Jak to
możliwe samochodem osobowym- ktoś się spyta, a od czego bagażnik-odpowiadamy.. W sumie
wynieśliśmy z tej wycieczki same miłe wspomnienia..