Data: 18.03.2017
Trasa: Leśnice PKP- Leśnice kościół- ścieżką przyrodniczą- Krępkowice- leśna wiata-
Leśnice 10 km
Prowadzący trasę: Jan Kiśluk, Tadeusz Krawczyk
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 6
Czasami mamy problem z zorganizowaniem odpowiedniej trasy na soboty, a tu naraz
mogliśmy uczestniczyć w dwóch rajdach- militarnym w Kołobrzegu, gdzie prowadziłby
nas Robert Pyśk oraz przyrodniczym w okolicach Leśnic prowadzonym przez "Kahel
Klub". Z uwagi na kwestie komunikacyjne oraz obecność wielu przyjaciół większość
zdecydowała się na wyjazd do Leśnic. Niestety, pogoda nie dopisała, cały czas
było chłodno i padał deszcz, nadto wielce lubiany klubowicz Andrzej zachorował i
tym samym nie mógł jechać z nami, nadto została z nim czujna Ula by pilnować aby
nie zszedł do piwnicy-garażu i nie próbował leczyć się sam. Mimo wyjątkowo
nieciekawej aury doborowa ekipa "Orłów" w składzie: Marek, Teresa, Wandzia /od
indyków/, Mecenas i Brygida wyruszyła na rajd pociągiem SKM, którym dotarła do
Leśnic przed godziną 10. Szacunek zwłaszcza dla Brygidy, która przez całą noc
obradowała na międzynarodowej konferencji dotyczącej stosunków polsko-tureckich i
była bardzo zmęczona- na wieść jednak, że trasę prowadzić będzie najwybitniejszy
turysta Pomorza- sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk, a udział zapowiedział nadto
stary traper- Jurek "Jurencjo" Krajewski z Redy- przezwyciężyła słabość i popijając
wielkimi łykami kawę pojawiła się na dworcu. W pociągu oczywiście nastąpił dalszy
ciąg picia kawy tym razem "penitencjarnej" od Marka, tym razem nader słabej- "kolego
prezesie" /cytat z Daniela Nazaruka/- popraw się! W Leśnicach musieliśmy poczekać
kilkanaście minut na przyjazd pociągu SKM z Lęborka, którym przyjechali wspomniani już
Jurek, Janek, Tadek, nadto Irek Krawiec, Darek "Old Firehand" z "Cowboy Clubu" oraz grupa
dzieci z lęborskich szkół. Na początku prezes klubu "Orły" wręczył Mecenasowi odznakę
"Za zasługi w rozwoju turystyki i kraloznawstwa" przyznaną uchwałą Rady Oddziałów PTTK woj.
Zachodniopomorskiego. Z kolei sam Mecenas wręczył Jankowi Kiślukowi- wielkiemu przyjacielowi
naszego klubu-pamiątkowy, artystyczny wizerunek Halszki przeobrażającej się w piękną
królewnę. Należało jednak szybko kończyć tą "część oficjalną" i udać się na trasę z uwagi
na deszcz przed którym na polu nie było osłony. Tadek wiódł grupę dzieci i prowadził
wykłady przyrodnicze, natomiast Janek był prowadzącym grupy dorosłych z "Orłów" i
"Kahela". Od razu dodajmy, że dzieci szły trasą znacznie krótszą a my- dotarliśmy prawie
do Krępkowic /trochę nieświadomie, bo znaki ścieżki przyrodniczej nie były zbyt czytelne/,
nadto po drodze Janek z Markiem organizowali "warsztaty turystyczne" które zajęły nam
trochę czasu. Wspominaliśmy nieobecną Ewę Moorhexe, przebywającą aktualnie u Christy
Stinken i jej córki Suzanne Schreck w Wessling-Arschloch /Bawaria/, która bardzo tęskni
zwłaszcza za Darkiem i Jankiem, a których zwała "rozkosznymi chłopcami". Po dłuższym
marszu doszliśmy do drewnianej wiaty malowniczo położonej wśród leśnych wzniesień, gdzie
już paliło się ognisko rozpalone przez Tadka, który też-siedząc tam z dziećmi już dłuższy
czas-wkrótce zebrał swoją grupę "młodzieżową" i wyruszył w dalszą drogę, a w samotny
marsz podążył "Old Firehand". Mogliśmy zatem bez przeszkód upiec deczko "giętej", i w
zaciszu wiaty zakosztować przysmaków Tereski i Wandzi /"indyczej królowej"/ oraz przystąpić
do dalszego etapu "warsztatów turystycznych", które oczywiście prowadzili Janek z Markiem,
ale nader aktywnie włączyła się Brygida, która nadto przedstawiła różne sposoby
porządkowania lasu za pomocą metalowej miotły. Warsztaty trwały długo i były nader
wyczerpujące, nadto zbliżał się czas odjazdu pociągu, więc nie szliśmy już do Lęborka
lecz- już krótszą drogą przez las- podążyliśmy na dworzec do Leśnic. Ciekawych informujemy
skąd wzięła się nazwa rajdu "Pratchawce". Pratchawce czyli pazurnice są bezkręgowcami
z wyglądu przypominające nieco dżdżownice czy tego typu robale, pełzającymi po ziemi czy
trawie. Rajd Pratchawców polega nie tylko na obserwacji przyrody w trakcie marszu ale
nadto na poszukiwaniu drobnych żyjątek w ściółce leśnej co wymaga dużej uwagi i
poruszaniu się prawie na kolanach. Czyli- nie liczy się szybkość i "kilometraż" wędrówki
a znalezienie jak najciekawszych zwierząt i roślin. Gdy przy turystycznych ogniskach
śpiewa się ballady Wolnej Grupy Bukowina, Adama Drąga, Andrzeja Wierzbickiego, Jerzego
Błyszczaka i wielu innych bardów- Lębork śpiewa najczęściej o pratchawcach i te niepozorne
robale stały się firmowym znakiem wędrówek przyrodniczych organizowanych przez lęborski
"Kahel Klub".