Data: 25.02.2017
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 3
Organizator wycieczki: Ireneusz Krawiec
Opiekun grupy: Jan Kiśluk
Koło przewodników lęborskich z Irkiem Krawcem na czele postanowiło zorganizować
wycieczkę autokarową na obchody Międzynarodowego Dnia Przewodnika Turystycznego,
które w tym roku odbywały się w Malborku. Wyjazd odbywał się wczesnym rankiem,
więc może dlatego ze Słupska wybrały się tylko dwie osoby- kapitan Halszka i
Mecenas, którzy musieli wyjechać pociągiem SKM do Lęborka już o godzinie 6.38 i
zaraz po przyjeździe przesiąść się na wynajęty autobus, gdzie już czekała ekipa
lęborczan, zaś po drodze-w Mostach, Wejherowie, Redzie i Gdyni dosiadali się
pozostali. Spośród znajomych i sympatyków naszego klubu byli m.in.- Irek Krawiec,
Tadek "Pratchawiec" z Jolą, Jurek Krajewski z Redy, Krysia Szymańska, Ewa Moorhexe
/za tydzień wyjeżdża do Stinken Arschloch w Niemczech/, oraz sam wielki i
wspaniały Jan Kiśluk- najwybitniejszy Turysta Pomorza. Po wielu pochmurnych i
słotnych dniach tym razem było słonecznie i przyjemnie. Ponieważ nie było z nami
Andrzeja, cenne i fascynujące foldery krajoznawcze z rąk Mecenasa otrzymał Janek,
który od razu zagłębił się w ciekawej lekturze. Do Malborka dojechaliśmy kilka minut
po 10-ej i od razu udaliśmy się do budynku tzw "szkoły łacińskiej" nad Nogatem gdzie
miały miejsce uroczyste obchody Dnia Przewodnika. Budynek ładnie położony i na
zabytkowych fundamentach, niektórym jednak przypominał z dala stodołę. A obchody..
jak to obchody..nuda i gadające głowy /zwłaszcza wykład Bogdana z Malborka, zwanego
"Bezjąder"/, więc co bardziej przedsiębiorczy cichaczem wymknęli się na zwiedzanie
Malborka /Tadek, Jola, Lechu Kozłowski/ czy na romantyczny spacer brzegiem Nogatu
/Mecenas- który też bacznie obserwując czy w pobliżu nie ma policji ani straży
miejskiej- wyjął podróżny bukłak i dokonał analizy problemów turystyki/. Dopiero
przed godziną 13ą zakończyło się gadanie na sali, więc już całą liczną grupą
udaliśmy się na zwiedzanie największej atrakcji Malborka czyli zamku krzyżackiego.
Oczywiście było za mało czasu by zwiedzić cały zamek /poza tym wszyscy już go kiedyś
zwiedzali/ więc przewodnik pokazał nam jedynie nowe atrakcje- zrekonstruowaną figurę
Matki Boskiej w oknach kaplicy zamkowej, samą kaplicę- kościół, kryptę grobową
wielkich mistrzów krzyżackich, oraz wystawę uzbrojenia. W międzyczasie nasz wielki
mistrz- Janek zadbał o odpowiednie zapasy na drogę powrotną, na co solidarnie złożył
się z Mecenasem- Janek wyłożył 50 zł, a Mecenas 5 zł... Około godziny 14ej w szkole
łacińskiej odbył się skromny poczęstunek- "szwedzki stół" z kanapkami- ale o dziwo
kilka osób stale przebywało w szatni, gdzie Janek opisywał im architekturę tego
pomieszczenia. Impreza zakończyła się po godzinie 15ej, było nadal słonecznie, choć
nad Nogatem wiał zimny wiatr i pewno z tego powodu twarz Janka poczerwieniała jak
rubin.. Powrót do Lęborka odbył się w znacznie milszej atmosferze niż ranna podróż,
jako iż Tadek "Pratchawiec" wyjął gitarę i śpiewogranie trwało do samego Lęborka.
Liczyliśmy na gościnę na lęborskim dworcu w siedzibie IT, ale drugi Tadek- Salamon,
zwany od wzrostu "koszykarzem" postanowił zaopiekować się wspaniałym Jankiem i odwieżć
go czym prędzej do domu. A smutni z tego powodu Halszka i Mecenas mieli pociąg do
Słupska dopiero o godzinie 18.28.. W sumie było bardzo miło, ale jeszcze milej byłoby
gdyby byli z nami Marek, Andrzej i Brygida- inne kobiety niekoniecznie..