Data: 21.01.2017
Trasa: Słupsk stadion- Lasek Północny- hacjenda "U Uli" 7 km
Prowadzący trasę: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 16
Każdy słupszczanin z pewnością wielokrotnie przechadzał się po słupskich lasach-
tzw "Lasku Północnym" i "Lasku Południowym", stąd też pomysł na zimową wędrówkę w
tych miejscach wydawał się absurdalny- bo i co nowego możemy zobaczyć, skoro tak
wiele razy byliśmy.. Okazało się jednak, że wędrówka była atrakcyjna a przy tym
nieraz ekstremalna. W tym roku spadło sporo śniegu, lecz od kilku dni panowała
odwilż- leśne drogi i ścieżki stały się lodowate, pokryte warstwą wody i bardzo
trudne do przejścia, zwłaszcza przy wchodzeniu pod górę i schodzeniu w dół, a tak
właśnie wędrowaliśmy po Lasku Północnym-nie "tradycyjnie"- szeroką drogą przez las,
lecz w stylu "pseudogórskim" z lewa na prawo. Zbiórka uczestników miała miejsce o
godzinie 10.00 przed bramą stadionu 650 lecia w Słupsku. Mimo odwilży i mżawki
pojawiło się liczne grono turystów- Andrzej z Ulą, Marek z Teresą, Brygida, Kinia,
Mecenas, Halinka, Krystyna, kapitan Halszka, Luiza z Koszalina, Jurek z Redy. "Kahel
Klub" z Lęborka był reprezentowany przez Tadka, Jolę i Ewę Moorhexe, która powróciła
już- chyba na stałe- z Kirchdorf-Altefotze /Niemcy/- może jeszcze wyjedzie do Niemiec,
ale gdzie indziej, np. do Schmutzige Arschloch/. Zabrakło niestety najwybitnijszego
turysty Pomorza- samego wielkiego i wspaniałego Jana Kiśluka- a dlaczego ? Przez telefon
usłyszeliśmy od niego tekst znanej piosenki Kukiza /szkoda, że Kukiz jej aktualnie nie
śpiewa, a szkoda, bo na czasie/- "ksiądz proboszcz już się zbliża, już puka do mych
drzwi..". Życzyliśmy Jankowi by raczej zapukał do niego doktor Zenek, no ale trudno,
Janek musiał "zaliczyć" ten przykry obowiązek, ale zapewnił, że potem się pocieszy-
właśnie dzięki doktorowi Zenkowi. Po zebraniu się wszystkich uczestników, Andrzej
poprowadził grupę poboczem ul.Hołdu Pruskiego na szczyt stadionu, skąd- idąc mozolnie
zakosami po oblodzonych ścieżkach zeszliśmy na główną drogę Lasku Północnego. Nastąpił
pierwszy postój- z degustacją "kawy penitencjarnej" i innych napojów- po czym zawróciliśmy
by wspiąć się do starego leśnego cmentarzyka, przynależnego niegdyś do ówczesnej wsi
Ritzow /Ryczewo-obecnie dzielnica Słupska/. Za cmentarzem, na "ścieżce zdrowia" popisy
gimnastyczne na rurach zaprezentował nam Tadek /szkoda, że nie było Janka, ten
utalentowany gimnastyk byłby w swoim żywiole/. Szliśmy północnym skrajem lasu, krętymi
ścieżkami nad zboczem, chwilami było naprawdę niebezpiecznie, ale szczęśliwie zeszliśmy
w okolice "Leśnego Kota". Niedaleko był zwierzyniec, więc nakarmiliśmy marchewkami owce
oraz- pachnącego niczym skarpetki Seweryna- kozła Mateusza, który- trykając rogami w
ogrodzenie- gorliwie pałaszował marchewki, którymi częstowała go Brygida. Spod zwierzyńca
poszliśmy drogą aż na koniec lasu, w pobliże terenu dawnego lotniska, gdzie obecnie
powstaje tarcza antyrakietowa. Tam Brygida oznajmiła, że jest jej mokro- ale nie wiedzieliśmy
czy dlatego, że przemoczyła nogi czy na myśl o dorodnych żołnierzach amerykańskich.
Posiedzieliśmy trochę na ławeczkach, po czym udaliśmy się już na metę. Trasa wiodła teraz
co prawda szeroką drogą po płaskim terenie, ale droga ta była tak błotnista i pokryta
lodem, że szło się trudniej, niż jak przez Lasek Północny. W końcu jednak doszliśmy do
szosy wylotowej ze Słupska do Gdańska i już bez przeszkód dotarliśmy do hacjendy "U Uli"
na ul.Sowińskiego. Nastąpiło prawdziwie staropolskie powitanie i biesiada, z zupą meksykańską
na czele. Panie rozgrzewały się przez zmianę skarpetek, a panowie- przez degustację
zacnych napojów i grę na gitarze-takich dwóch wybitnych gitarzystów jak Tadek i Andrzej
potrafi stworzyć dobrą atmosferę.. Zgodnie uznaliśmy wędrówkę za udaną- a zimowe laski za
piękne, wilgotne i śliskie /dla panów brzmi smakowicie, prawda?-ale Andrzej trafnie zauważył,
że też "zimne", a to mu już nie pasuje/. Biesiada trwała do godziny 18ej, a gospodarz-
Andrzej zasłużył na słowa uznania, nawet sam Jan Kiśluk byłby z niego dumny.