Data: 17.12.2016
Trasa: Wielka Wieś- Główczyce 6km
Prowadzący trasę: Jerzy Krajewski
Organizator: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 5
Jak co roku, przed świętami Bożego Narodzenia, prezes klubu- Marek zorganizował
już trzeci kurs wędzarza. Turystyka piesza bowiem to nie tylko umiejętność chodzenia,
to potrafi każdy, lecz też inne "sprawności" w tym przyrządzanie posiłku w warunkach
polowych i właśnie wędzenie. Wszyscy wiedzą czym różnią się własnorobne mięsiwa i
wędliny od tych z marketów, dlatego też czas kursu wypada właśnie przed świętami,
by na stole królowała szynka, a nie produkt chemiczny w którym połowę stanowi woda..
W tym roku w kursie uczestniczyli- Andrzej, Mecenas i Jurek z Redy, oraz oczywiście
gospodarze- Teresa i Marek. Trasę pieszą z Wielkiej Wsi do Klęcinka poprowadził Jurek,
wprawdzie w pewnym momencie droga się skończyła, ale można było iść dalej skrajem lasu.
Na mecie, w hacjendzie "U Benka", w pomieszczeniach wędzarni rozpoczął się kurs. Po
wykładzie teoretycznym, nastąpiły zajęcia praktyczne-parzenie, krajanie, wsadzanie i
obciąganie. Wędzone były- szynki, schaby, udka i piersi drobiowe, serki, oraz sarnina,
którą należało pikować słoniną, gdyż byłaby sucha i mało soczysta. W wędzarni było
chłodno, więc należało pokrzepić się bigosem i wychylić kielich samorobnego rozgrzewającego
eliksiru. Żałowaliśmy- a zwłaszcza Andrzej- że nie przyjechała awizowana wcześniej Bridget,
ale niestety musiała pozostać w Słupsku, bo w nocy miała włamanie do jej sklepu. Andrzeja
pocieszył Mecenas, wręczając mu kilka wielce interesujących broszur turystycznych, które
Andrzej zaczął studiować z wielkim zapałem. Szczególny jego zachwyt wzbudził ścienny
kalendarz z widokiem na Wąwóz Homole w Pieninach. Oprócz wędzenia, była okazja by
zakupić filety z dorsza, które zostały przywiezione prosto w portu w Łebie. Oczywiście,
pamiętał o nas najwybitniejszy turysta Pomorza- sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk- nie
mógł z nami być, bo zajmował się organizacją jarmarku w Lęborku, gdzie co prawda dorszy
nie było, ale za to karpie i okunie- te ostatnie w dużych szklanych pojemnikach- okunie
bowiem lubią pływać. Janek jednak dzwonił do nas kilka razy, pytając o przebieg kursu i
gratulując nam zaangażowania w turystykę i naśladowania jego pasji. Kurs zakończył się w
późnych godzinach popołudniowych, byliśmy już odurzeni dymem, więc z ochotą zabraliśmy się
do Słupska z Ulą i Michałem, którzy przyjechali do Główczyc samochodem.