Data: 12-13.11.2016r
Ostatni weekend był dłuższy z uwagi na święto niepodległości, dlatego też
zaplanowaliśmy aż dwie imprezy- w piątek wypad do Swołowa, jak co roku, na
święto gęsi, a w sobotę- do Lęborka, gdzie w hacjendzie samego wielkiego i
wspaniałego Janka Kiśluka miał się odbyć koncert regionalnego zespołu "Levino".
Do Swołowa mieliśmy iść piechotą z Sycewic, jednakże główny klubowy "planista"-
Mecenas tym razem się nie popisał, gdyż- określając godzinę wyjazdu autobusem
NordExpress nr 107 na godzinę 8.00 nie zwrócił uwagi na fakt iż piątek jest
dniem ustawowo wolnym od pracy i autobusy kursują tak jak w niedzielę. Tak
więc wędrówka jako taka nie doszła do skutku, na szczęście pani kapitan Halszka
dysponowała samochodem, dzięki któremu można było odwiedzić i Swołowo i
Krzemienicę. W Krzemienicy- wiadomo, pasieka "Wędrowna barć" państwa Onisiewicz,
gdzie zakupiliśmy miody oraz skosztowaliśmy nalewki propolisowej, z kolei w
Swołowie na święcie gęsi pojawiło się tysiące osób. My na szczęście
pojawiliśmy się zaraz po godzinie 10-ej i mogliśmy bez problemów zakosztować
potraw z gęsiny /rosół, pierogi/ a także zakupić u brodatego Macieja- "Panoramixa"
z Bierkowa- jego cudowne eliksiry. Znacznie ciekawszy i przyjemniejszy był
następny dzień, gdy gościliśmy u Janka Kiśluka. W sobotnie południe, o godzinie
12.03 pojechaliśmy pociągiem SKM do Lęborka w składzie: Halszka, Ula, Andrzej i
Mecenas. Była tym razem piękna pogoda, słonecznie, więc od dworca PKP w Lęborku
do hacjendy Janka na ulicy Słonecznej powędrowaliśmy piechotą. Wprawdzie zdarzyło
nam się zmylić drogę i przeszliśmy w sumie ok 5 km, ale w końcu trafiliśmy na
bazę. Zaczęli się też zjeżdżać inni zaproszeni klubowicze i sympatycy "Orłów"
oraz "Kahel Klubu"- Teresa i Marek Janusewicz, przewodniczka Krysia i Jurek-z
Redy, Tadek Krawczyk z Jolą, a także Ewa Moorhexe /wkrótce ponownie wyjeżdża do
Niemiec- teraz do Kirchdorf-Altefotze w Bawarii /obok Monachium/ gdzie ma się
zajmować frau Anną Arschuss. Po godzinie 15-ej pojawili się członkowie kaszubskiego
zespołu "Levino". Jako iż był to koncert "prywatny" więc nie byli ubrani w stroje
ludowe, a i sprzęt muzyczny ograniczał się tylko do akordeonu. Dlatego też
dzielnie wspierali ich nasi gitarzyści- Tadek i Andrzej, oraz basowi chórzyści -
Janek i Marek. Poza muzyką była oczywiście biesiada- gdzie na stole królowały-
bigos hultajski od Marka /pół na pół kapusty i wsadu mięsnego/, łazanki i barszcz
Janka oraz cały szereg przekąsek no i oczywiście "chleb i sól". Śpiewy i
biesiadowanie trwały do nocy, słupszczanie niestety musieli się ewakuować wcześniej
z uwagi na godziny odjazdu pociągu.