Data: 22-23.10.2016r
Organizator: Jan Kiśluk, Tadeusz Krawczyk /"Kahel Klub" Lębork/
Przewodnik: Krystyna Szymańska /Reda/
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 9
Niestrudzony turysta,przewodnik i organizator, a zarazem wielki przyjaciel naszego
klubu "Orły"- Jan Kiśluk zorganizował na ten weekend nader ciekawą wycieczkę, która
w założeniu była przeznaczona dla przewodników, ale również dla wszystkich którym
turystyka nie jest obca.. Rzecz jasna, że skorzystaliśmy z zaproszenia naszego
przyjaciela i mimo ceny- po100 zł od osoby- na wycieczkę pojechali, poza "żelazną
kadrą", również dawno nie widziani członkowie i sympatycy klubu "Orły", a także Ania
z KTP "Ostańce" z Zawiercia, mimo iż w tym samym czasie miała uczestniczyć w Rajdzie
Świętokrzyskim. Wyjazd miał nastąpić w sobotę rano, o godzinie 8.00 sprzed dworca PKP
w Lęborku, ale wielu przyjezdnych dotarło wcześniej, więc by nie marzli na dworcu,
Janek Kiśluk zaprosił ich do pomieszczeń IT i uraczył..nie, tym razem nie "chlebem i
solą" lecz gorącą kawą.. Nie sposób wymienić wszystkich znajomych, którzy uczestniczyli
w rajdzie, ograniczymy się tylko do informacji, że z naszych klubowiczów i sympatyków
udział wzięli: Marek i Teresa Janusewicz, Halinka, Ewa, Maryla, Mecenas, Ania z
Zawiercia, Piotr "Złoty But" z Koszalina, Halszka, Wandzia- "królowa gęsi i indyków" z
Rzuszczy, Marysia z Michałowa /pamiętamy jej gościnne progi../, Jurek Krajewski z Redy..
Lęborski "Kahel Klub" godnie reprezentowali- Tadek Krawczyk z Jolą, Ewa Moorhexe z Altemöse,
legenda turystyki- Darek "Old Firehand" z "Cowboy Club" z Maszewa.. Z Lęborka
wyjechaliśmy zgodnie z planem, po drodze zabraliśmy z Redy Jurka oraz przewodniczkę
Krysię, dodajmy, że wyszkoloną przez samego wielkiego Janka Kiśluka, co gwarantowało
fachowość obsługi i miłą atmosferę.. Niestety, zgodnie z zapowiedziami zaczął padać
deszcz tak, że Puck przywitał nas zimnym wiatrem i opadami. Nie przeszkodziło nam to
jednak obejrzeć pomnika zaślubin Polski z morzem, fary, oraz muzeum. W tym ostatnim
zainteresowanie wzbudziły praktyczne meble, dawne przyrządy dentystyczne /brrr..-Mecek
mało nie zemdlał ze strachu/, oraz galeria rzeżby drewnianej artysty z Litwy z ciekawymi
szczegółami anatomicznymi.. Z Pucka pojechaliśmy do Władysławowa, gdzie należało
oczywiście zobaczyć "eklektyczny" kościół- fragment jego stanowił dawny ceglany kościół
rybacki, a większą część "industrialna" hala.. Mimo ciekawych witraży- wrażenia nieco
mieszane, bowiem komponowanie zabytków z nowoczesnością nie zawsze zasługuje na aprobatę..
Następnie spacer "aleją gwiazd" do morza, powrót do autobusu i przejazd do Swarzewa-
gdzie znajduje się sanktuarium Matki Boskiej-Królowej Morza i zabytkowa studzienka. Po
zwiedzaniu- powrót do Pucka.. Miłą niespodzianką było miejsce noclegowe-Harcerski Ośrodek
Morski tuż nad Zatoką Pucką, którego okna wychodziły prosto na zatokę.. W czasie wolnym
zwiedzaliśmy Puck, a o godz.18.00 odbyła się obiadokolacja.. Nie koniec to atrakcji
tego wieczoru- z inicjatywy Tadka, wybitnego gitarzysty, nastąpiło śpiewogranie, do
którego wkrótce dołączyła się pani Grażyna z akordeonem.. Wprawdzie nie były to piosenki
turystyczne lecz przyśpiewki ludowe, ale i tak wszyscy świetnie się bawili zwłaszcza przy
"Przepióreczce".. Tańce, hulanka, swawola- tak było do późnych godzin nocnych, powoli
wszyscy kładli się spać, na posterunku jednak został niestrudzony Janek Kiśluk..
Niedzielnym rankiem o świcie, wielu chciało się napawać widokiem cichej Zatoki Puckiej z
mewami i kormoranami na wodzie.. Okazało się, że poranny spacer akurat odbywał Darek "Old
Firehand" z Maszewa, i niejeden przestraszył się widząc- zamiast zatoki- jego twarz /choć
zacną i szlachetną/.. Marek i Janek szybko zorganizowali poranną kawę oraz "chleb i sól",
więc niedziela rozpoczęła się przyjemnie, zwłaszcza, że z pomocą pośpieszył niezawodny Jurek
z Redy.. "Oficjalne" śniadanie miało miejsce o 8.30, potem pakowanie się- no i wyjazd na
Półwysep Helski. Nadal było pochmurno, ale na szczęście nie padało. W planach było zwiedzanie
Muzeum Obrony Wybrzeża mieszczącym się na terenie baterii morskiej jeszcze przed Helem, do
którego dotarliśmy przez sosnowy las.. Skoro było to muzeum "wojskowe" wiadomo jakie mogły
być eksponaty. Ciekawostką- niespotykaną w tego typu placówkach- była dawna wojskowa kolejka
wąskotorowa, szkoda, że już było po sezonie i nie mogliśmy się nią przejechać.. Po zwiedzeniu
muzeum, pojechaliśmy do samego Helu, poszliśmy na nadmorski "Kopiec Kaszubów" po czym mieliśmy
czas wolny.. Niektórzy poszli do helskiego fokarium, inni- do muzeum rybołówstwa mieszczącym
się w dawnym kościele, a jeszcze inni- do nadal czynnych tawern.. O godzinie 14.30
wyjechaliśmy w drogę powrotną, jednakże kilka razy się zatrzymywaliśmy na stacjach benzynowych-
bo, jak to rzekł Janek- "z pustego i Salamon nie naleje" /oczywiście aluzja do jadącego z
nami Tadka Salamona z Łeby a nie do biblijnego króla Salomona/. Do Lęborka dotarliśmy około
godz.17-ej, niektórzy mieli jeszcze sporo czasu do odjazdu pociągu /zwłaszcza Ania z Zawiercia/
więc gościnny Janek zaprosił ich do siedziby IT na "chleb-sól", które zapewnił Piotr
"Złoty But" z Koszalina.. Czas pożegnania to smutny czas- Janek bardzo się wzruszył, gdy
kolejne osoby żegnały go i szły na pociąg.. W końcu została z nim jedynie Ewa Moorhexe,
aby go pocieszyć i pomóc przeżyć mękę rozstania z przyjaciółmi..