Data: 17-18.09.2016r
Trasa: Ustka port- brzegiem morza- Poddębie 10 km
Poddębie- czerwonym szlakiem- Dębina 3 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński, Paweł "Alchemik" Chyła
Liczba uczestników: 7
Obok takich klubowych wędrówek jak "Wydma" czy "Rajd Kawy Penitencjarnej" do
cyklicznych, corocznych rajdów od kilku lat zalicza się rajd nocny z Ustki do
Poddębia. Urok tej imprezy polega na tym, że z Ustki wychodzimy o zachodzie
słońca i wędrujemy w coraz bardziej zapadającym mroku, aby już w całkowitej
ciemności dojść na metę. Z uwagi na ograniczoną liczbę miejsc noclegowych w
przyczepach campingowych /12/ zawsze był problem z zapewnieniem miejsc wszystkim
chętnym, tym razem tego problemu nie było, bowiem tacy "starzy wyrypiarze" jak
Janusewicze i Strzykowscy mieli inne obowiązki /Andrzej z Ulą zdobywali
bieszczadzkie szczyty/. W konsekwencji na zbiórce w sobotę około godz.18ej obok
latarni morskiej w Ustce stawiło się tylko 7 uczestników: Marcel z Anią, Jurek
z Redy, Alchemik z Główczyc, Brygida, Ewa Moorhexe z Altemöse, oraz Mecenas z
malutką Stellą Sheep. Zawsze na tych rajdach dopisywała nam pogoda, tym razem
też było słonecznie, ale niestety był też i silny, przeciwny wiatr. Mimo tych
przeciwności Alchemik i Mecenas od razu narzucili szybkie tempo marszu i
"pociągnęli" grupę tym tempem aż do Orzechowa, gdzie nastąpił krótki postój,
tym bardziej, że poniektórzy mieli problem by suchą nogą sforsować ujście
rzeczki Orzechówki /nie chciało się nam ściągać obuwia i moczyć nóg/. Widząc
jak Jurek i Mecenas wpadli do wody przechodząc po cienkim konarze, zmyślny
Marcel pokonał rzeczkę skacząc niczym tygrys w jej najwęższym miejscu, a w
jego ślady poszła Ania. W ostatnich promieniach słońca patrzyliśmy na
przelatujące stadka biegusów zmiennych-zwiastunów jesieni i na zbliżający się
od północy wał ciemnych chmur/. Ewa Moorhexe poinformowała ze smutkiem o
śmierci Frau Hedwige Fotzechmutzige, którą się opiekowała w Laupheim-Altemöse,
co oznacza, że Ewa znów będzie musiała zmienić miejsce pobytu w Niemczech..
Dalej do Poddębia szliśmy już w całkowitym mroku i należało wyciągnąć latarki.
Jako iż po drodze nie pokrzepialiśmy się napojami energetycznymi, a i postój
był tylko jeden, dość szybko doszliśmy do jaru w pobliżu Poddębia, nad którym od
kilku lat położono kładkę. Tam weszliśmy do lasu i leśną drogą doszliśmy do
Poddębia.Niemiłym akcentem była dochodząca z ośrodka "Lazur" głośna muzyka, a
wcześniej, w ubiegłych latach słyszeliśmy tylko pohukiwania sów. Po rozlokowaniu
się w przyczepach należało czym prędzej udać się na kolację do karczmy "U Julki",
póki jeszcze czynna. Otrzymaliśmy kilka waz gęstego barszczu ukraińskiego, tak,
że mogliśmy się nasycić, a także nawilżyć się napojem chmielowym. Po posiadówce w
karczmie, nastąpiło tradycyjne ognisko z kiełbaskami i obchodami 51-ych urodzin
Mecenasa, na które Ewa wystawiła swoje samorobne produkty z wiśni. Brakowało nam
co prawda gitarzysty- Andrzeja, ale za to Marcel włączył szanty z telefonu. Około
północy poszliśmy spać, noc była już chłodna, widać było, że zbliża się jesień.
Około godz.1 w nocy obudził nas telefon od najwybitniejszego turysty Pomorza- Janka
Kiśluka ,który wraz z Tadkiem uczestniczył w zlocie przewodników w Gdyni-zapewnił
solennie iż zaszczyci nas swym majestatem na rocznicy klubowej w Izbicy i zadba o nasze
dobre samopoczucie. Wcześnie rano opuścił nas Jurek aby zdążyć na autobus z Dębiny o
7.45, reszta wstała około 9-ej i po śniadaniu również udała się czerwonym szlakiem
do Dębiny. Było już szaro, smutnie i jesiennie, choć nie padało. Idąc wzdłuż
ogrodzenia dawnej jednostki wojskowej doszliśmy do lasu przed Dębiną i dalej szosą
podążyliśmy do przystanku skąd o 12.30 odjechaliśmy do Słupska.