Data: 03.09.2016r
Trasa: Wilkowo- Obliwice- Garczegorze- Nw.Wieś Lęborska 8 km
Prowadzący trasę: Jerzy Krajewski
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 2
Nasi klubowicze często zwracali organizującego trasy- Mecenasowi, na konieczność
znajdowania nowych, dotychczas "nieprzechodzonych" szlaków, aby uniknąć nudy i
monotonii. Tym niemniej są takie miejsca i szlaki do których wraca się wielokrotnie
i zawsze jest przyjemnie oraz miło. Dotyczy to m.in.Izbicy oraz Obliwic, gdzie
gościnny dyrektor GOK z Nw.Wsi organizuje marsze Nordic Walking, my co prawda nie
chodzimy z kijami lecz z plecakami, a marsze traktujemy rekreacyjnie a nie sportowo,
ale staramy się co roku zorganizować wędrówkę "po śledzika i ziemniaka do Krzysztofa
Pruszaka". Zawsze bowiem na gości czekają parowane ziemniaki oraz inne jadło
przyrządzane przez koło gospodyń wiejskich. Na obecną imprezę ze Słupska wybrał się
Mecenas, który pociągiem pośpiesznym dotarł do Lęborka o 9.40, gdzie spotkał się z
Jurkiem z Redy. Szybka przesiadka do busa i przejazd do Wilkowa- wioski rekordów.
Dlaczego tam? - otóż szosa do Łeby za Nową Wsią jest w remoncie, a objazd jest
poprowadzony właśnie przez Wilkowo. Należało zobaczyć tam kolejny "rekordowy" obiekt,
przypomnijmy- znajdują się tam największe na świecie :cegła, deska, hulajnoga, chodak
i koło, zaś nowym eksponatem są największe nuty kaszubskie. Z Wilkowa wyszliśmy pierwszą
lepszą drogą wiodącą na pole, obserwując pod drodze pajęczyny babiego lata oplatające
krzewy i słuchając żurawich klangorów. Droga wkrótce zanikła i szliśmy na przełaj
przez pole a potem skrajem wąwozu, docierając w końcu do znanej już trasy Wilkowo-Obliwice.
Na samym środku drogi rosły masowo..kurki, więc Jurek rychło zebrał ich pół siatki.
Pogoda była jesienna, szaro i wilgotno, ale na szczęście nie padało, czasami tylko
mżył drobny deszczyk. Dotarliśmy do stanicy w Obliwicach akurat w momencie startu
uczestników półmaratonu Nordic Walking w liczbie 45, spotkaliśmy tam znajomych m.in poza
samym organizatorem- dyrektorem Pruszakiem, również i Maurycego oraz "leśniczynę Maruszynę".
Pojawił się również stały uczestnik imprez w Obliwicach- kudłaty Gacek, który błagalnie
domagał się od Mecenasa jakiegoś smakowitego datku. Niestety, parowane ziemniaki mu
nie smakowały.. Wkrótce dotarła grupa dzieci z Lęborka prowadzona przez Tadka Krawczyka.
Ustaliliśmy z nim wspólny powrót do Nowej Wsi i dalej biesiadowaliśmy, oglądając
pokazy łuczników. Na mecie zaczęli się meldować pierwsi uczestnicy zawodów, ale my
musieliśmy już wracać aby zdążyć do Nowej Wsi na autobus odjeżdżający o 15.30, tak, że
już ok 14ej Tadek dał hasło do wymarszu, on sam prowadził, za nim grupa kilkudziesięciu
dzieci z nauczycielkami, a peleton zamykali Jurek z Mecenasem, pilnując spóźnialskich.
Szliśmy raźno, choć pewien problem nastąpił w Garczegorzu. Otóż na wąskiej i z reguły
mało uczęszczanej szosie, aktualnie z uwagi na objazd- ruchliwej i pełnej samochodów,
pojawiło się stado bydła,co w połączeniu z przechodzącą grupą dzieci stworzyło niezły
galimatias. Żałowaliśmy zatem, że nie było z nami Krzyśka Łukowca, eksperta od radzenia
sobie z niesfornym bydłem. Potem jednak bez przeszkód szliśmy drogą przez pola do
Nowej Wsi i zdążyliśmy na autobus. Mówiliśmy już o "rekordach wilkowskich"- o naj..naj..-
okazało się, że jeszcze jedno "naj.." było przed nami. Otóż po przyjeżdzie do Lęborka
gościł nas w siedzibie IT na dworcu sam najwybitniejszy i najwspanialszy turysta Pomorza-
Jan Kiśluk. Chlebem i solą powitał on Jurka, Tadka i Mecenasa, a gdy skończył się
"chleb i sól", szybko załatwił kolejne.. Wspominaliśmy m.in. zmarłego wczoraj legendarnego
członka KTP "Bąbelki"-Krzysztofa Strojnego i jego uczone konwersacje z Jaśkiem Rabendą,
zbliżający się ślub honorowego prezesa KTP "Orły"- Daniela /zaproponowano uchwalenie
odznaki: brązowa- za pierwszy związek małżeński, srebrna- drugi, złota-trzeci, a za
każdy następny-brylantowa/. Omówiono też plany najbliższych wycieczek KTP "Orły" i
"Kahel Klubu"..