Data: 03.09.2016r
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Trasa: Sycewice-Gac-Swołowo-Gac-Zębowo-Słupsk 23 km
Liczba uczestników: 1
1. Ci, którzy interesują się wędrówkami organizowanymi przez nasz klub, łatwo
zauważą dużą ilość cyklicznych, powtarzających się każdego roku rajdów takich
jak "Wydma", Rajd"Kawy Penitencjarnej", "Nocny Nadmorski Rajd Pieszy" i wiele
innych. Do Swołowa, wsi słynącej z budownictwa szachulcowego i organizowanych
tam festynów regionalnych zawsze wybieramy się co najmniej dwa razy w roku- w
listopadzie na Święto Gęsi oraz we wrześniu na Festiwal Nalewki Pomorskiej /do
którego dołączyło od kilku lat Święto Miodu/. Jak pamiętamy, w odróżnieniu od
słotnego i chłodnego listopada /święto gęsi/ z reguły na "nalewkach" było ciepło
i pogodnie. Tak było i tym razem, ale..w nocy z piątku na sobotę padał deszcz a
i sobotni ranek był podobny. Nie dziwota zatem, że nie należało się spodziewać
wysokiej frekwencji uczestników tym bardziej, iż sporo "chodzących" klubowiczów
było na wyjeździe /np Ula i Andrzej/ a inni mieli ważne obowiązki /np.Krzysiek-
organizacja hodowli bydła/. W konsekwencji na wędrówkę wybrał się tylko Mecenas,
który o godzinie 8.00 autobusem NordExpressu nr 107 pojechał do Sycewic. Stamtąd,
znaną już trasą- śródpolną drogą w alei starych drzew-doszedł do wsi Gac, mijając
po drodze wiele dzikich, obsypanych owocem jabłoni. Idąc szybkim tempem, minął
dom zamieszkały przez dawnego klienta i wspomniał jak ukształtował jego humanitarną
postawę wobec zwierząt /aby nie znęcać się nad koniem należącym do Mecenasa/.
Jeszcze 2 kilometry i już malownicze Swołowo, na skraju którego pasły się owce.
Pamiętamy bohaterstwo Seweryna, który w tym miejscu kilka lat temu uratował kozę
z drucianego wnyku, a od wdzięcznego właściciela otrzymał flachę.. z kozim mlekiem
/choć nasz Lider liczył na inny napój/.. Akurat dochodziła godzina 10ta, czas
otwarcia imprezy, więc należało czym prędzej podążyć do muzealnej Zagrody Albrechta,
zanim zjadą się ludzie w większej ilości. Z zadowoleniem Mecenas przywitał się z
brodatym Maciejem- "Panoramixem" z Bierkowa, który uwarzył kilka butelek swojego
sławnego eliksiru, choć tym razem był on z aronii a nie ze śliwek, jego smak i moc
nadal zachwycały. Nastąpiła degustacja produktów regionalnych, posiłek z gęsiny i
rozmowy ze spotkanymi znajomymi, m.in. z panem Dariuszem Cylupą- pszczelarzem na
temat aktualnej polskiej polityki historycznej, w szczególności odnośnie kwestii
stosunków polsko-ukraińskich, które są przedstawiane wg.poglądów niejakiego Edwarda
Prusa /nie polecamy../. Ponieważ pogoda się zmieniła, pojawiło się słońce, aby
nie czekać na pojawienie się skutków działania "cudownego eliksiru Panoramixa",
Mecenas postanowił wracać do Słupska, przedtem zaopatrzywszy się w swojski chleb,
nalewki i miody. Wypchany plecak ciążył, dlatego też droga powrotna była bardziej
uciążliwa. Nasz "jedynak" tym razem nie szedł szlakiem przez Bierkowo, lecz przez
Gac i Zębowo, a dalej "książęcym traktem"- choć był to dłuższy odcinek. Niech żałują
ci, których odstraszył deszczowy poranek, bowiem potem zrobiło się prawdziwe
wrześniowe "babie lato" z malowniczymi krajobrazami. Po drodze samotny wędrowiec
nawiązał kontakt z innymi klubowiczami, Ula z Andrzejem zamiast "eliksiru Panoramixa"
podziwiali panoramy górskie w Bieszczadach, zaś Marcel poinformował, że mistrz i
przewodnik duchowy Seweryna- sławny Martin Smuggia z Rzymu podejmuje nowy kierunek
studiów, aby zostać wszechstronnie wykształconym i przekazać tą wiedzę swemu pilnemu
uczniowi, Sewerynowi. Po godzinie 14ej Mecenas dotarł do Słupska, ze smutkiem patrząc
na zabudowane dawne "pole konferencyjne", gdzie swojego czasu wielokrotnie Marcel z
Sewerynem omawiali kwestie turystyki pieszej i kierunki jej rozwoju..