Data: 30.07.2016r
Trasa: Suchorze- Miszewo- Gumieniec- torem kolejowym- Bronowo 8 km
Prowadzący trasę: Michał Strzykowski
Prowadzący drezyny: Piotr "Piszpunt" Rachwalski, Janusz Hlib, Tomasz Ciżmowski
Liczba uczestników: 20
Po przyjeździe ze słynnego rajdu OWRP organizator tras- Mecenas miał problem co
będziemy robić w sobotę, jako iż większość klubowiczów była na urlopach a i
prognoza pogody na sobotę nie przedstawiała się najciekawiej. Dlatego też z
radością przyjął propozycję naszego kolegi- Piotra Staszewskiego, muzyka, coraz
bardziej związanego na naszym klubem, aby wziąć udział w przejażdżkach na
drezynach w Bronowie, która to impreza była organizowana dla osób ze związku
niewidomych. Z uwagi na fakt iż oferta Piotra była złożona raptem na kilka dni
wcześniej, a nasz moderator strony- Marcel przechodził przez trudne szlaki w
Tatrach, zapowiedź imprezy niestety nie ukazała się na naszej stronie internetowej,
lecz informacja była wysyłana sms-em. Andrzej i Ula byli na Dolnym Śląsku, gdzie
odwiedzali sanktuaria i zabytki sztuki sakralnej, więc- niejako w zamian-
prowadzenia wycieczki podjął się ich syn Michał, znany wszystkim przede wszystkim
z wydatnej pomocy dla zmęczonych klubowiczów po wędrówkach- tym razem sam poszedł
i prowadził trasę. Wraz z nim, autobusem NordExpressu nr 102, odjeżdżającym spod
dworca o godzinie 8.15, pojechali wytrawni piechurzy- Krzysiek i Mecenas- cała
trójka wyposażona w ciężkie od akcesoriów turystycznych plecaki. Zabrakło
awizowanych wcześniej Brygidy i Pszczółki, okazało się,że Brydzia musiała zastąpić
niedysponowaną pracownicę, która chyba pomyliła miejsce pracy /sklep/ z gościnną
hacjendą Janka Kiśluka, bo to co uchodzi na hacjendzie, nie przystoi w pracy.. A co
do pszczółek- Mecenas przedstawił Krzyśkowi wszystkie zalety posiadania tych
pożytecznych stworzeń, a ów wysłuchał tego z zainteresowaniem i zaangażowaniem,
planując na przyszłość kupno ula, zamiast trzymania kota.. Po dojechaniu do Suchorza,
wyruszyliśmy na zachód szosą na Sławno. Okazało się, że w sezonie szosa ta jest
nadzwyczaj ruchliwa, więc komfort wędrówki był niewielki. Dlatego też narzuciliśmy
szybkie tempo, przeszliśmy przez Miszewo i dotarliśmy do skraju Gumieńca. Od tego
momentu szło się już bez przeszkód, bowiem nie poszliśmy dalej szosą sławieńską,
lecz przez całą wieś do torów kolejowych, po drodze zatrzymując się przy małym
kościółku. Od dworca kolejowego szliśmy cały czas torami, zdziwiło nas, że mrówki
upodobały sobie ten "biotop", bowiem w kilku miejscach między podkładami i szynami
pojawiły się mrowiska- widocznie drezyny im nie przeszkadzają.. Przez pewien czas
towarzyszył nam pies-włóczęga, który upodobał sobie Michała, na szczęście znalazł
potem drogę powrotną do domu. Idąc torowiskiem usłyszeliśmy znajomy gwizd- to jechał
pociąg drezynowy wiozący wycieczkę dzieci z Biesowic.. Chyba pierwszy raz w historii
ktoś zatrzymał na stopa..pociąg, co też stało się naszym udziałem.. Z radością
powitaliśmy dawno nie widzianego Piotra "Piszpunta" /pracuje we Wrocławiu/ oraz
"maszynistów" -czyli Janusza i Sławka. Przejechaliśmy się do mostu nad rzeką Bystrzenicą,
gdzie miał miejsce fotostop, po czym wróciliśmy do Bronowa, gdzie rozpaliliśmy ognisko.
Około 12-ej należało wyjechać po grupę osób ze związku niewidomych z Piotrem Staszewskim
na czele, których 17-u przyjechało autobusem do Zielinia. Po ich przywiezieniu
nastąpiła biesiada przy ognisku.. Piotr okazał się godnym kandydatem na klubowicza
"Orłów", bowiem przywiózł szereg akcesoriów nader przydatnych w wędrówce i przy ognisku.
Nastąpiły gawędy, Mecenas wspominał rajd OWRP i zasługi naszego honorowego prezesa-
Daniela Nazaruka, który- choć mógł być na tym rajdzie tylko kilka dni- wykazał się
szeregiem umiejętności sprawiających radość innym turystom. Przykładowo- w Horyńcu,
będąc "w cywilu" wybitnym turystą lecz zawodowo-sierżantem policji, wydał polecenie
służbowe Grześkowi Oskarbskiemu z "Bąbelków" aby ten dobrowolnie wydał rzecz- która co
prawda była własnością Grzegorza i nie pochodziła z czynu zabronionego- ale była
niezbędna dla podtrzymania należytej atmosfery przy ognisku. Kolega Oskarbski musiał się
podporządkować poleceniom funkcjonariusza i niezwłocznie je wykonać- a uzyskana w ten
sposób przez Daniela rzecz zachwyciła wszystkich.. Siedząc tak przy ognisku i gawędząc
doczekaliśmy się deszczu, na szczęście, wbrew zapowiedziom, był on krótki i niezbyt
intensywny.. Michał delektował się kiełbaskami z ogniska, Krzysiek- pieczonymi młodymi
ziemniakami /od Janusza/, a Mecenas- telefonem od samego wielkiego i wspaniałego Jana
Kiśluka, który osobiście złożył mu wyrazy uznania za kultywowanie tradycji turystycznej
i zachęcił do dalszego, intensywnego zaangażowania w tej pracy.. Jako iż Janusz i
"Piszpunt" musieli się udać do swoich obowiązków, zastąpił ich Tomek Ciżmowski, który
niedawno wrócił z urlopu z Rumunii. On to zawiózł wszystkich do Korzybia, skąd pociągiem
o godzinie 18.10 powróciliśmy do Słupska.. A już za 2 tygodnie w Bronowie- piknik
drezynowy, na który już teraz zapraszamy.