Data: 02.07.2016r
Trasa: Łeba PKP- czerwonym szlakiem- Rąbka- wyrzutnie rakiet- brzeg morza- Łeba-
Nowęcin 15 km
Prowadzący: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 4
Na ten dzień otrzymaliśmy zaproszenie od samego wielkiego i wspaniałego
Kiśluka na imprezę w Nowęcinie gdzie urodziny obchodziła Adrianna- córka
jego kumpla "Andreasa Blade" /Andrzeja "Majchra"/. Z kolei oprawę muzyczną
miał zapewniać Piotrek Staszewski- na akordeonie. Przeżyliśmy dziś swoiste
"deja vu", bowiem tak jak w ubiegłym tygodniu w Zębowie- dzień był pogodny
i upalny, za to po południu było deszczowo i burzowo, a w poszumie kropel
deszczu grał Piotr.. Szkoda tylko, że u "Orłów" nie dopisała frekwencja,
gdyż autobusem o 9.00 do Łeby wyjechał samotny Mecenas, który na dworcu w
Łebie spotkał się z Ewą Moorhexe z Altemöse. Trasa piesza była wręcz
standardowa dla zwiedzających SPN od strony Łeby- czerwonym szlakiem do Rąbki
i dalej do wyrzutni rakiet. Po drodze obejrzeliśmy jezioro Łebsko z wieży
widokowej oraz zwiedziliśmy mały, leśny cmentarzyk koło Rąbki. Dawno nie
byliśmy na terenie dawnych wyrzutni rakiet, dlatego też z ciekawością
obejrzeliśmy znajdujące się tam makiety i eksponaty. Dla tych, którzy jeszcze
nie wiedzą, infomujemy, iż wbrew powszechnej opinii w czasie wojny nie mieściły
się tam wyrzutnie słynnych rakiet V-2, lecz meteorologicznych i eksperymentalnych.
Stamtąd przeszliśmy przez mierzeję na brzeg morza, którym doszliśmy- zatłoczoną
już przez wczasowiczów plażą- do Łeby, gdzie ponownie za znakami czerwonego
szlaku wzdłuż kanału rzeki Łeby dotarliśmy na metę, czyli do Nowęcina. Niestety
w tym momencie nadeszła burza i zaczął padać rzęsisty deszcz, a na domiar złego
dowiedzieliśmy się, że nasz wielki przyjaciel i wybitny turysta Janek ze
względu na stan zdrowia /opuchł mu jeden członek ciała, ale nie taki jaki
podejrzewacie tylko..stopa/, nie może przyjechać na imprezę. Zatem zamiast siedzieć
przy już rozpalonym ognisku, musieliśmy biesiadować pod wiatą, gdzie oprócz Piotra i
Małgosi przebywała już sama jubilatka i jej rodzina oraz zaproszeni goście.
Ciekawostką było pojawienie się bociana który przechadzał się w dość bliskiej
odległości, ostrzeżono nas, że zwykł on czatować przy wiacie, a potrafi szybciej
porwać jadło ze stołu, niż Krzysiek piwo z plecaka. Na szczęście ilość biesiadników
spowodowała, że musiał obejść się smakiem.. Po jednej burzy przyszła następna i
w zasadzie padało przez cały czas, nie zepsuło to nam jednak humoru, bowiem
wiele było jadła i napojów, a Piotr pięknie grał.. Biesiada trwała aż do nocy,
po czym zostaliśmy odwiezieni do Słupska.