Data: 28.05.2016r
Trasa: Kamieniec- Jez.Święte- Jeż.Oskowo- Oskowo- Kamieniec 12 km
Prowadząca: Ewa Boniecka
Liczba uczestników: 5
Koleżanka z lęborskiego "Kahel Klubu", wybitna botaniczka, Ewa Boniecka "Moorhexe"
od kilku lat pracuje w Niemczech, /aktualnie w Altemöse koło Ulm/, lecz zawsze gdy
przyjeżdża na urlop do Polski organizuje ciekawe wędrówki, których celem nie jest
"nabijanie kilometrów" lecz poznawanie osobliwości przyrodniczych i gatunków flory
i fauny głównie na jeziorach, bagnach i torfowiskach. Obecnie celem wycieczki było
zanikające już jezioro Święte w okolicach Oskowa. Z Lęborka do Kamieńca wyjechaliśmy
busem w składzie-Ewa, Jurek z Redy i Mecenas do których dosiadł się w Maszewie znany
piechur, eksplorator i historyk- Darek Olewniczak, prezes "Cowboy Clubu". Wkrótce
do Kamieńca dotarł idący szybkim marszem Krzysiek Łukowiec, który już wczesnym
rankiem przyjechał do Lęborka i szedł stamtąd piechotą. W ostatnim czasie prawie
zawsze na klubowych wycieczkach dopisywała nam pogoda, tym razem było niestety
inaczej, bo już od rana się chmurzyło, a po przybyciu do Kamieńca zaczął padać deszcz-
i tak było praktycznie do końca wędrówki. Krótki czas szliśmy zarośniętym nasypem
kolejowym linii Lębork-Bytów, lecz gęstwina mokrych krzaków sprawiła, że wkrótce
zeszliśmy na leśną drogę. Ewa i Darek zaproponowali dwa warianty dojścia do
jez.Świętego, wybraliśmy ten dłuższy, ale za to lepszą drogą- wprawdzie nic nam to
nie dało bo i tak byliśmy cali przemoczeni i uszargani. W strugach deszczu po
przejściu ponad 5 km doszliśmy na brzeg jez.Świętego, kiedyś miało ono około 7 ha
powierzchni a teraz lustro wody zajmuje raptem niecały 1 ha. Na chwilę przestało
padać co dało nam możliwość postoju przy starym pomoście na brzegu jeziora. Piękne
były białe grzybienie na powierzchni wody, zaś w jednym miejscu zauważyliśmy ławicę
kłębiących się tysięcy żabich kijanek. Rozmawialiśmy o ekologii i ochronie przyrody,
Krzysiek przedstawił program opieki nad bezdomnymi kotami, z kolei Darek opowiadał
ciekawostki historyczne i wskazał miejsce gdzie kiedyś mieściła się dawna leśniczówka.
Po odpoczynku wyruszyliśmy na południe, kierując się w stronę znacznie większego
jeziora Oskowo. Znów zaczął padać deszcz ,co najbardziej dokuczało Darkowi, gdyż on
jako jedyny nie miał z sobą ani peleryny ani parasola. Mimo tego zatrzymaliśmy się
nad brzegiem jeziora Oskowo by popatrzeć na parę niegościnnych łabędzi, które zamiast
nas przywitać, odstraszająco syczały. Krzysiek wdał się z nimi w dialog ale nic to
nie dało dlatego też poszliśmy dalej wzdłuż jeziora. Czas naglił, musieliśmy zdążyć
na autobus, więc zrezygnowaliśmy już z poszukiwania dawnego wiaduktu kolejowego nad
rzeką Bukowina i poszliśmy prosto do wsi Oskowo. Tam Darek zaprowadził nas na mały
cmentarzyk podworski, z którego ocalało tylko kilka nagrobków. Obejrzeliśmy jeszcze
drewnianego "konia trojańskiego"- czyli wieżę widokową w kształcie tego legendarnego
konia z "Iliady", i szybkim marszem wzdłuż szosy udaliśmy się do Kamieńca. Po drodze
jeszcze krótki rzut oka na grób nieznanego żołnierza, głaz z tablicą poświęconą
pamięci zamordowanego pocztowca i w ostatniej chwili, prawie biegiem wsiedliśmy
do autobusu, odjeżdżającego z Kamieńca o 13.23. Został tylko Krzysiek, ale on
postanowił wracać piechotą, bowiem zaplanował sobie w tym roku przejście ponad 2000 km
i jego "norma dzienna" to ponad 50 km.