Data: 16.04.2016r
Trasa: Ustka latarnia morska- brzegiem morza- Orzechowo- Poddębie- Dębina- Rowy 17 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 5
W dniu dzisiejszym grupa "weteranów" klubowych zapisała się na tzw. "wędrówkę pseudogórską"
organizowaną przez słupski RO PTTK, którem celem było zwiedzanie Polanowa i wejście na
okoliczne wzniesienia w tym tzw "Świętą Górę"-na tą wędrówkę wybrali się m in Andrzej z Ulą,
Marek z Teresą, Halinka i Wandzia. Z kolei Mecenas, który już wielokrotnie przebywał w
Polanowie postanowił zorganizować alternatywną wędrówkę dla "grupy młodzieżowej"- on sam
choć stary ciałem to młody duchem, więc można go też zaliczyć do młodzieży. Trasa jaką
zaproponował była co prawda doskonale wszystkim znana, bowiem brzegiem morza z Ustki do
Rowów, ale tym razem chodziło o zbadanie jak zmieniło się wybrzeże- zwłaszcza w okolicach
klifów- po zimowych sztormach. O godzinie 8.30 autobusem Nordexpressu ze Słupska do Ustki
pojechali- Mecenas, Marcel z Anią oraz Kamila "Pszczółka”. Podróż do Ustki odbyła się w
towarzystwie pana Irka Kierszki, znanego z organizacji wcześniejszych klubowych rocznic w
pensjonacie "Balaton" w Rowach, który akurat jechał do "Tawerny Portowej" by zająć się
modyfikacją menu pod kątem turystów. Turysta bowiem przyjeżdża do Ustki aby zjeść świeżą
morską rybę więc raczej wybierze dorsza saute niż "jesiotra po włosku w słonym sosie
śmietanowym a/la Smuga". Przy okazji wspominaliśmy klubowe rocznice w Rowach i uczestniczącego
w nich uroczego pieska Dodę- na której cześć powstał taki oto wierszyk: "My nie z Dudą, tylko
z Dodą, do niej nasze kroki wiodą..Gdy Duda Kaczyńskiemu z pokorą d..liże, Doda macha ogonkiem
i uszami strzyże..". W Ustce napotkaliśmy na czekającego już na nas na plaży najlepszego
klubowego piechura- Krzyśka, który zmęczony po pracy, odreagowywał te stresy długimi marszami,
a do Ustki dotarł piechotą ze Słupska. Po deszczowej nocy na szczęście sobotni poranek był
pogodny i zapowiadał się piękny dzień tak też było, ale do czasu.. Szliśmy na wschód raźnym
krokiem, obserwując odpoczywające na palach falochronów mewy oraz kormorany. Szybko dotarliśmy
w okolice Orzechowa, gdzie ujście rzeczki Orzechówki nie pozwalało na jej przejście suchą
nogą. Mecenas zdjął buty i sforsował ją wpław, mądrzejszy Marcel wraz z Krzyśkiem i
dziewczynami postanowił jednak przejść rzeczkę po kłodach, co uczynili niczym baletnice.
Nastąpił pierwszy postój, w trakcie którego zadzwonił sławny Jan Kiśluk uczestniczący w
rekonstrukcji wojny trojańskiej w Oskowie, gdzie jak wiadomo znajduje się wielki drewniany koń
trojański, a sam Janek odgrywał rolę pięknego Parysa, zaś jego partia wokalna zaczynała się
słowami cyt. "Hej, Heleno, piękna, miła- czemuś z nami na wędrówki nie chodziła, hej !". Na cześć
tak sławnego turysty wznieśliśmy stosowny toast po czym ruszyliśmy w dalszą drogę. Na odcinku
za Orzechowem plaża była kamienista, co nieco utrudniało marsz, potem jednak szło się bez
przeszkód. Stada łabędzi, w okresie zimowym przebywające na plaży w Ustce, teraz pływały
po morzu w okolicach klifów wytowieńskich, przypomiając z oddali białe żagle jachtów.
Ciekawe wraki na tym odcinku wybrzeża-szalandy oraz torpedowca niestety były zasypane, ale i
tak widoki były piękne.. Pod klifami malowniczo prezentowały się głazy oraz korzenie drzew,
a zbocza klifów obsypane były żółtymi kwiatkami. Z morskiego brzegu zeszliśmy do lasu w
okolicach "bieszczadzkiego" jaru, przeszliśmy go kładką, podziwialiśmy bukowy las i zaszliśmy
do Poddębia. Wprawdzie jeszcze nieczynne były sklepy i karczma "U Julki", ale i tak warto
było się tam zatrzymać na dłuższy popas pod wiatami stacyjki rowerowej. Przy jadle i piciu
omawiano problemy uprawiania turystyki, Pszczółka i Mecenas skupili się zwłaszcza na kwestii
hmm..higienicznej, czyli toalet na polach biwakowych. Zgodnie uznano iż skoro nasi przodkowie
toalet nie mieli, to należy w tym zakresie szeroko korzystać z dobrodziejstw przyrody- z
wyłączeniem pokrzyw, ostów i barszczu Sosnowskiego. Ponieważ czas naglił, zeszliśmy na plażę i
podążyliśmy szybko w stronę Rowów. Na wysokości Dębiny pożegnaliśmy się z Krzyśkiem, który
postanowił do Słupska wrócić piechotą- uprzedzając fakty dodajmy iż faktycznie tak się stało,
a przeszedł on, tak jak tydzień temu, ponad 50 km dziennie, zużywając jedynie 12 puszek "napoju
energetycznego". Od zachodu nadciągnęły czarne deszczowe chmury, a ulewa dopadła nas już na plaży.
Czujny Marcel dostrzegł zejście do lasu i szybko tam podążyliśmy idąc potem za znakami
czerwonego szlaku. Niestety, młody sosnowy las nie osłaniał od deszczu, więc nie ociągając się
musieliśmy czym prędzej dojść do przystanku PKS w Rowach. Był to najwyższy czas, gdyż po chwili
dobiegł nas huk gromu- odgłos zbliżającej się burzy. Osłonięci ścianami i dachem przystanku,
ale przecież mokrzy i zmarznięci z niecierpliwością oczekiwaliśmy na autobus, którym o godzinie
15.15 odjechaliśmy do Słupska.