Data: 09-10.04.2016r
Trasa: Kościerzyna- Łubiana- jez.Graniczne- hotel Garczyn nad jez.Garczyn
Trasa samochodowa: Kościerzyna- Będomin- Szymbark- Góra Wieżyca- Lębork
Prowadzący trasę: Tadeusz Krawczyk
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 2
Jak sama nazwa wskazuje, rajd ten był przeznaczony przede wszystkim dla
rowerzystów, których pojawiło się około 60 głównie z KTP"Bąbelki", jednakże
nasz przyjaciel i przewodnik z "Kahel Klubu"Lębork- Tadek Krawczyk opracował
dla chętnych trasę pieszą w której brała udział przede wszystkim młodzież
szkolna z Lęborka. Spośród członków i sympatyków klubu "Orły", poza Tadkiem
oczywiście, pojawili się Mecenas ,Jurek z Redy oraz Darek Olewniczak- "Old
Firehand" /a skąd takie pseudo wyjaśnimy później/.. W sobotni ranek sprzed
budynku starostwa w Lęborku wyjechał autobus z dziećmi, a swoim samochodem
towarzyszył im Tadek z Mecenasem i Darkiem. Po kilkugodzinnej jeździe dotarliśmy
do Kościerzyny, gdzie zwiedziliśmy skansen kolejowy. Tu przydały się pasje
kolejowe Darka i Mecenasa przy czym ten pierwszy koncentrował się na dużych
parowozach, zaś drugi- na kolejkach wąskotorowych. Nie będziemy w tym miejscu
szerzej opisywać znajdujących się w skansenie zabytków kolejnictwa, można o
nich przeczytać w przewodnikach, wspomnieć jednak należy o wrakach starych
parowozów, usytuowanych w rzędzie na bocznym torze, już poza terenem skansenu,
a które prezentowały się naprawdę malowniczo, choć jednocześnie budziły smutek
przebrzmiałej chwały.. W planach na ten dzień mieściło się szereg innych atrakcji,
ale plany te musiały być niestety modyfikowane i to kilkakrotnie, a to z uwagi na
liczną grupę dzieci i ograniczenie czasowe. Dlatego też po skansenie nie
zwiedzaliśmy już Kościerzyny, lecz pojechaliśmy bezpośrednio do Łubiany. Tam
znowu wiele czasu pochłonęły zakupy w sklepie zakładów porcelanowych "Lubiana" i
okazało się, że pozostało mało czasu na trasę pieszą. Nadto, tak doświadczeni
przewodnicy jak Tadek i Mecenas popełnili błąd, bowiem planowali trasę wzdłuż
linii kolejowej do Kościerzyny z odbiciem na niebieski szlak w stronę jez.Granicznego
i dalej na południe. No i poszli na czele peletonu dzieci wzdłuż linii kolejowej-
nie wiedząc, że jest to nie zaznaczona na mapach bocznica a nie ta właściwa linia.
Gdyby nie orientacja w terenie Darka, doszliby aż do szosy kościerzyńskiej, ale
i tak zaszła konieczność nadrabiania kilometrów. W końcu wycieczka sprowadziła się
do wędrówki brzegiem jez.Granicznego, posiadówce na plaży i placu zabaw oraz kawie
w nadbrzeżnej knajpce. Wkrótce do Łubiany dotarł forsownym marszem "na azymut"
Jurek z Redy, któremu spóźnił się poranny pociąg i musiał dojechać późniejszym.
Pożegnaliśmy się z dziećmi, które powróciły tego dnia do Lęborka i pojechaliśmy na
metę czyli do położonego wśród lasów hotelu "Garczyn" nad jeziorem o tej samej nazwie.
Tam spotkaliśmy się z rowerzystami, którzy przybyli idealnie w tej samej porze, a
wśród których znajdowali się znajomi z rajdu "Liścia Dębu" jak Rysiek Betcher z Dorotą,
Darek Boksza, Jason, Stachu Rohde, Madziara i wielu innych.. Rozlokowaliśmy się w
pokojach a następnie udaliśmy się na spacer nad jezioro. Wówczas pogoda zaczęła się
nieco psuć, dotychczas słoneczny dzień stał się pochmurny a po wodach jeziora zaczął
hulać chłodny wiatr. Należało zatem podjąć odpowiednie kroki w celu rozgrzania
organizmu. Po obiadokolacji nastąpiła biesiada w świetlicy, z której po pewnym
czasie wyszliśmy z uwagi na zbyt duży gwar, zakłócający śpiew i muzykę gitarzystów-
Tadka i Daniela z Malborka. Już w mniejszej grupie zasiedliśmy na zewnątrz przy
ognisku, gdzie można już było siedzieć długi czas wsłuchany w dźwięk gitar. Ogniska
pilnował Darek, w pewnym momencie jednak zachwiał się-może z uwagi na powiew wiatru,
a może dlatego, że chciał ratować kiełbaskę na kiju- w każdym razie jego ręka
znalazła się w ognisku. Mecenas zaproponował zatem aby od tej pory Darek nosił
zaszczytny przydomek "Old Firehand" /Ognista Ręka/, co zostało przyjęte przez
aklamację. W obecnej rzeczywistości politycznej wypadałoby stwierdzić, że przyczyną
upadku Darka był trotyl, niestety- normalnie upadł.. Komisja do spraw badania
wypadków w składzie- P.Skowroński, T.Krawczyk, J.Krajewski wykazała się brakiem
patriotyzmu uznając naturalną przyczynę wypadku Darka, prawdziwy patriota wie, że
trotyl musiał być, ale my, choć ludzie gorszego sortu po prostu mówimy prawdę..
Posiadówka nad ogniskiem trwała do późnych godzin nocnych, a jeszcze wcześniej
swoimi telefonami zaszczycili nas- najwybitniejszy turysta Pomorza, Jan Kiśluk,
który cieszył się, że Darek tak godnie go zastępuje i zapewnił, że chociaż z uwagi
na stan zdrowia nie mógł z nami przyjechać to jednak jest z nami cały czas duchem
/co wypowiedział po łacinie/ oraz Ewa Moorhexe z Altemöse koło Ulm, która zwiedzała
akurat dwa zamki w Laupheim i opisywała nam ich atrakcje. W niedzielę rano nadszedł
czas pożegnań, postanowiliśmy czas powrotu poświęcić nie na włóczenie się po
okolicznych lasach, lecz na zwiedzanie atrakcji regionu. Wszyscy uznaliśmy iż
najlepiej byłoby odwiedzić dworek w Będominie za Kościerzyną, gdzie mieści się Muzeum
Hymnu Narodowego. Dzień był pogodny ale tym razem bardzo chłodny z uwagi na zimny
wiatr, dlatego też miło było w zaciszu muzealnych sal podziwiać eksponaty, w czym
najbardziej udzielał się Darek- pasjonat historii. Po Będominie zwiedziliśmy centrum
Kościerzyny, pożegnaliśmy Jurka, który poszedł na pociąg a następnie pojechaliśmy
przez Szymbark na Górę Wieżyca. Tam, na szczycie wieży widokowej można było poczuć
jak silny jest wiatr, wieża prawie kołysała się, więc spędziliśmy tam tylko krótką
chwilę, a dłuższą- na zabawę z "kaszebszczą kłezą" u podnóża góry, którą opiekował
się Kaszéba w regionalnym stroju. Kupiliśmy u niego kozi serek i pojechaliśmy do
Lęborka, zaś po drodze Tadek i Darek pokazywali atrakcje krajoznawcze regionu i
ciekawostki historyczne..