Data: 19.03.2016r
Trasa: Smołdzino osiedle- czarnym szlakiem- leśną drogą- szlakiem rowerowym- jez.Gardno-
czarnym szlakiem- czerwonym szlakiem- jez.Dołgie Małe- zielonym szlakiem- brzegiem morza-
czarnym szlakiem- pomost widokowy nad jez.Gardno- czerwonym szlakiem- Rowy 16 km
Prowadzący trasę: PTP 10612 Krzysztof Łukowiec
Liczba uczestników: 4
Starsi wiekiem klubowicze i turyści chodzący po SPN z pewnością pamiętają tzw. "martwy las"
czyli znajdujące się na morskim brzegu pnie i korzenie stanowiące pozostałość po lesie sprzed
kilku tysięcy lat- a znajdowały się one kilka kilometrów na wschód od Rowów, niedaleko od
zejścia zielonego szlaku spod jez.Dołgie Małe. Taki las pamiętał m.in Mecenas ze studenckich
czasów czyli z lat 80-tych, niestety potem znów pokrył wszystko piach. Jakiś czas temu w
"Teleexpressie" podano, że morze znów odsłoniło szczątki tego lasu, wydawało się, że w tym samym
miejscu, no, ale nie uprzedzajmy wypadków.. Mimo iż wielokrotnie przemierzaliśmy szlaki SPN to
jednak wizja obejrzenia takiej osobliwości jaką jest prehistoryczny las zadecydowała o
organizacji tej wędrówki. Jako pierwszy ze Słupska wyjechał sam organizator- Krzysiek, autobusem
o 5:30 do Zelkowa skąd powędrował ponad 10 km niebieskim szlakiem doliny rzeki Łupawy na miejsce
startu do Smołdzina. Wyjeżdżając ze Słupska widział z autobusu idącego poboczem drogi..
Andrzeja. Niestety, nie szedł z nami na wędrówkę. Pobożna Ula postanowiła iż po wielu
radosnych i wesołych wędrówkach w trakcie których gwiazda Andrzeja świeciła jasnym blaskiem,
nadszedł czas pokuty. Wysłała go na 44 km całonocną drogę krzyżową, ale dla takiego wytrawnego
turysty to żadna pokuta, dlatego też Ula postanowiła, że nadto Andrzej "jak najsroższym mękom
poddany będzie" /cytat z wyroku sądu sejmowego na Michała Piekarskiego, sprawcę zamachu na
króla Zygmunta/. W odróżnieniu jednak od XVII wiecznych mąk, Andrzej nie był żywym ogniem
palony ani żelaznymi szczypcami szarpany, lecz spotkała go kara znacznie surowsza- otóż nie
mógł zabrać ze sobą słynnego drewnianego kompasu stanowiącego dla niego gwiazdę przewodnią.
Widok nieszczęśnika powłóczącego nogami zasmucił Krzyśka, ale rychło się pocieszył na szlaku.
O godzinie 8.50 z kolei autobusem "NordExpressu" do Smołdzina pojechali: Brygida, Mecenas i
Jurek z Redy. Nastąpiła pewna zmiana planów bowiem pierwotnie planowaliśmy iść z Gardny,
natomiast z uwagi na chłodny wiatr i pochmurną pogodę, postanowiliśmy wyruszyć ze Smołdzina.
Aby skrócić drogę, skręciliśmy z czarnego szlaku na leśną drogę z zamiarem dojścia do znaków
czerwonego szlaku nad jez.Dołgie Wielkie, po dłuższym kluczeniu wyszliśmy jednak.. w okolicach
jez.Gardno na czarny szlak od Gardny Wielkiej.. Zaczęło się przejaśniać, chwilami nawet
pojawiało się słońce.. Wiosna idzie wielkimi krokami, mimo chłodu.. Słyszeliśmy gęganie dzikich
gęsi, klangor żurawi, śpiewy skowronków, zaś przy drodze, przy bobrowych "ogryzkach" buszował
ciekawski borsuk. Niestety, nie chciał nam pozować do zdjęcia i zachował się tak jak facet na
wędrówce pieszej, gdy natknąłby się na swoją kobietę- czyli zwiewał aż się kurzyło.. Doszliśmy
do jez.Dołgie Małe, gdzie nastąpił postój pod wiatą oraz wykonanie pamiątkowych zdjęć. Jurek i
Krzysiek wzięli Brygidę pod ręce a Mecenas zaśpiewał ludową piosenkę: "Wzieni ją pod ręce i
do lasu wiedą- ej cosik mi się zdaje,ze ją..bedą". Na szczęście Brygida ma poczucie humoru- za
co ją bardzo lubimy- i się wcale nie obraziła. Z kolei Krzysiek okazał się nie tylko najlepszym
piechurem, ale i teologiem- mimo iż jest ateistą, po oficjalnym akcie apostazji- interesuje się
religią, bowiem zapytał, czy za tydzień odbędzie się klubowa wędrówka, bo "chyba jest jakieś
święto jakiegoś Jezuska".. Głęboka wiedza teologiczna Krzyśka wprawiła nas w dobry humor, ale
trzeba było iść dalej. Zielonym szlakiem łącznikowym doszliśmy nad brzeg morza. Zaskoczeniem
była wyjątkowo szeroka plaża w tym miejscu co już zwiastowało bezskuteczność odnalezienia śladów
prehistorycznego lasu, tym bardziej że napotkani po drodze piechurzy idący z Rowów pytali się
nas czy właśnie widzieliśmy ten las. Oznacza to, że musiał się on odsłonić na innym odcinku
wybrzeża, bliżej Czołpina, niestety nie mieliśmy na to czasu i musieliśmy iść do Rowów. Niezbyt
przyjemny był marsz pod zimny wiatr, zmarzła zwłaszcza Brygida, której twarz upodobniła się barwą
rychło do twarzy najwybitniejszego turysty Pomorza- Janka Kiśluka. Jurek i Mecenas poradzili
Brygidzie by zaraz po powrocie do domu zastosowała termofor- ta wówczas zadzwoniła do swojego
partnera Roberta, który zapewnił, że długi, gruby, pulsujący i gorący termofor jest zawsze w
stanie gotowości i czeka na Brygidę. Od grupy odbił Krzysiek i forsując szybkie tempo rychło
znalazł się kilkaset metrów z przodu, reszta skręciła przez wydmy na czarny szlak łącznikowy do
pomostu nad jez.Gardno. Tam powitały nas znaki "Uwaga budowa" a leśna droga została poszerzona
i wytyczona linkami- czyżby planowali położyć tam asfalt? W parku narodowym? To może od razu
wykonać autostradę przez cały SPN ? Nieco sfrustrowani doszliśmy do Rowów, gdzie na przystanku
oczekiwaliśmy na autobus. Krzysiek w tym czasie był już w Bałamątku, a planował dojść do tak
ulubionego przez siebie Lubuczewa gdzie mieści się piękny pałac, z którym wiązał kiedyś plany
życiowe. Po dzisiejszej wędrówce był on nieco zbulwersowany znakiem zakazu kontaktu ze
zwierzętami który widzieliśmy w SPN- przecież wszystkie autorytety głoszą, że obcowanie ze
zwierzętami uszlachetnia człowieka.. W oczekiwaniu na autobus wspominaliśmy naszego zacnego, a
dawno nie widzianego kolegę Marcela, któremu dedykujemy taką oto krótką ale pouczającą bajkę:
"Dawno, dawno temu żył sobie mądry książę, który oświadczył się pięknej księżniczce.. Czy wyjdziesz
za mnie ? Nie- odpowiedziała księżniczka.. I od tej pory książę żył długo i szczęśliwie..". Za
tydzień z uwagi na święta wycieczka klubowa się nie odbędzie, za to na początku kwietnia Ula
zaprasza na trasę Kawcze-Świerzno-Biała-Przytocko-Płocko-Ciecholub, obejrzymy wiele ciekawych
zabytków i stare cmentarze..