Data: 13.02.2016r
Trasa: Wołcza Mała- brzegiem jez.Kościelnego- leśną drogą- jez.Wołczyca- Wołcza Wielka 6 km
Prowadzący: Konrad Remelski
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 10
Wielu naszych klubowiczów wywodzi się z dawnych uczestników wycieczek "Z Głosem Pomorza w
plener", które przez wiele lat prowadził ówczesny redaktor "Głosu"- Konrad Remelski. Gdy
zakończył on pracę w redakcji, wycieczki się w zasadzie skończyły, aczkolwiek od czasu do
czasu są one nadal organizowane. Jak wiadomo, ostatnio byliśmy na jesiennej wędrówce z
Toczenia do Wołczy Wielkiej. Tym razem szliśmy również do Wołczy Wielkiej ale od Wołczy Małej.
Atrakcje jakie zawsze towarzyszą tym imprezom spowodowały, że mimo wczesnej pory wyjazdu
/pociągiem o 7.37 ze Słupska/ na wędrówkę wybrała się dość liczna grupa reprezentantów klubu
"Orły"- Krzysiek, Mecenas, Brygida, Marek z Teresą, Ula, Halinka, Szymek, Wandzia do których
w Miastku dołączył Robert z Koszalina. Spośród awizowanych na wędrówkę klubowiczów zabrakło
jedynie Andrzeja, który musiał jechać do Gdańska by sprawdzać prace uczniów technikum- mamy
nadzieję, że nie musieli oni-jeszcze- pisać, że najwybitniejszym Polakiem w dziejach jest
Jarosław Kaczyński, a Wałęsa był agentem Kiszczaka i KGB. Niestety, wszystko wskazuje na to,
że niedługo będziemy uczyć się właśnie takiej "jedynie słusznej" historii... Po przyjeździe do
Miastka czekaliśmy pod dworcem na przyjazd autobusu z resztą uczestników, którym podjechaliśmy
do Wołczy Małej nad brzeg jeziora. Inauguracyjne przemówienie wygłosili-burmistrz Roman Ramion
oraz Tomasz Krauze z koła wędkarskiego "Karaś". Właśnie w towarzystwie kolegów z "Karasia"
wędrowały "Orły", a w gronie tak zacnych ludzi wędrówka była nader przyjemna.. Podziwialiśmy
zwłaszcza wyroby rękodzieła ludowego ze Słosinka. Jedynie prowadzący- Konrad był bardzo
nieszczęśliwy, przypomnijmy: odstąpił on swój telefon żonie, a Mecenas, nie wiedząc o tym,
kilka dni temu wysłał na ten numer wiadomość SMS z informacjami i pytaniami o zasób atrakcji
turystycznych na trasie. Gdy przeczytała to Irena, żona Konrada, nie spodobały się jej atrakcje
trasy i surowo upomniała Konrada by nie napawał się zanadto pięknem krajobrazu. Zmartwiło nas
to nieszczęście kolegi, ale rychło pocieszył nas Tomek Krauze.. Nad brzegiem jeziora w Wołczy
Małej było chłodno, wiał mroźny wiatr, na szczęście szybko weszliśmy w las i udaliśmy się na
północ, najpierw brzegiem jez.Kościelnego a potem lasami. Malownicze były zamarznięte rozlewiska
i stawki, wśród których rosły omszałe drzewa. Uznanie w turystycznej braci wzbudziła Brygida,
swoim zapałem do wędrowania i umiejętnościami turystycznymi. Po dłuższym czasie kluczenia po
leśnych drogach dotarliśmy do znanego już nam przesmyku między jeziorami-Kościelnym i Wołczyckim,
skąd już niedaleko było do mety czyli stanicy wędkarskiej w Wołczy Wielkiej. Dzięki Wandzi z
Rzuszcz mogliśmy degustować regionalne produkty, zaś Marek zadbał o coś "dla ducha". Było
przyjemnie tym bardziej, że pogoda się poprawiła, a nawet pojawiło się słońce. Wśród uczestników
wędrówki były też trzy przyjazne psy, które umilały nam pobyt, a najbardziej nas polubiła czarna
Aza. Wkrótce Konrad ogłosił konkurs krajoznawczy i wielu zdobyło przydatne nagrody takie jak kubki
i kufle. W towarzystwie starosty Zbigniewa Batko oraz wędkarzy była okazja do okrycia się wielką
chwałą, nawet sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk mógłby być z nas dumny. Przykro było wracać, ale
to co przyjemne, szybko się kończy. W Miastku czekaliśmy jeszcze dłuższy czas na pociąg
odjeżdżający o godzinie 14.30, a jedząca ogórki Brygida opisywała zalety swojego kolegi Roberta
/nie mylić z Robertem "od odznak" z Koszalina/. On też odwiózł potem w Słupsku kilkoro z nas do
domu, tych którzy z uwagi na trudności terenowe trasy stracili siły..