Data: 16.01.2016r
Trasa: Leśnice PKP- Leśnice kościół- szlakiem rowerowym- Dziechlino- szlakiem
księcia Świętopełka- Małoszyce- Lębork /stanica "U Janka"/ 11 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 6
Klub turystyki pieszej "Orły" otrzymał zaproszenie od zaprzyjaźnionego "Kahel
Klubu" z Lęborka na spotkanie poświęcone organizacji imprez turystycznych w
roku 2016 ze szczególnym uwzględnieniem obozu górskiego w Bieszczadach /Wetlina/.
Postanowiliśmy aby wcześniej- przed imprezą- przejść jakąś niedługą trasę pieszą,
dlatego też Mecenas z Andrzejem zaplanowali wędrówkę z Leśnic do Lęborka, przez
Dziechlino i Małoszyce. Ze Słupska wyjechaliśmy pociągiem SKM o godzinie 9.52
w składzie: Andrzej, Ula, Mecenas i Ala-cyklistka. W Leśnicach czekał już na
nich Jurek z Redy oraz Krzysiek, który już wcześniej wyjechał ze Słupska i dotarł
na miejsce startu z Potęgowa. Mecenas poprowadził grupę w stronę szosy krajowej
i kościoła, za kościołem chwilę odpoczęliśmy pod wiatą przy szkole, przy okazji
wspominając rajd "Stolemy" sprzed kilku lat, gdzie właśnie w tej szkole
nocowaliśmy. Spod wiaty wyruszyliśmy przez las, idąc szlakiem rowerowym, po
krótkim czasie wyszliśmy na podrzędną szosę którą doszliśmy do Dziechlina.
Krajobrazy nieco przypominały Beskidy bowiem szliśmy cały czas pod górę, między
dość wysokimi lesistymi wzniesieniami. W Dziechlinie obejrzeliśmy ciekawy dawny
spichlerz z czerwonej cegły i zatrzymaliśmy się na przystanku. Tam dotarł do nas
Darek Olewniczak- legenda turystyki lęborskiej, esplorator i prezes "Cowboy Clubu"
/od czasu wyjazdu Henryka "Cowboya" do Nottingham gdzie w poszukiwaniu śladów
Robin Hooda prowadzi wykopaliska na terenie dawnego lasu Sherwood/. On to od
tego momentu przejął prowadzenie, po drodze opowiadając o historii regionu i
nieistniejących już obiektach jakim np była karczma przy rozstaju dróg przy
aktualnym czarnym szlaku "księcia Świętopełka". Rano pogoda była przepiękna,
bezchurne niebo, lekki mróz, świeciło słońce, niestety na trasie już się zachmurzyło,
ważne jednak jest to, że było sucho i nie musieliśmy brodzić w błocie czy
śniegowej brei. Od miejsca po karczmie skręciliśmy na północ, idąc pod górę
oblodzoną drogą w szpalerze wierzb doszliśmy do Małoszyc, gdzie obejrzeliśmy
kościół /dawną kaplicę/ i budynek dawnego domu ludowego. Z Małoszyc do Lęborka
schodziliśmy cały czas w dół a serpentyny szosy przypominały nam nieco Bieszczady.
Andrzej prezentował wielki kompas w drewnianej oprawie, który z dumą nosił na szyi,
a instrument ten był tak ciekawy, że często do niego zaglądał wspólnie z Krzyśkiem
i Mecenasem. Pod stację paliw w Lęborku wkrótce dojechał opiekun trasy- Tadek
Krawczyk, który część grupy podwiózł na metę, a reszta doszła piechotą. Impreza
miała miejsce na hacjendzie "U Janka" czyli u najwybitniejszego turysty Pomorza-
Jana Kiśluka. Dostojnemu jubilatowi klubowicze"Orłów" wręczyli upominki- żabę-
maskotkę oraz książkę z przedwojennymi zdjęciami o pięknie ówczesnego polskiego
krajobrazu. Pojawili się też zasłużeni lęborscy turyści- poza Tadkiem był
również Irek Krawiec oraz Ewa Moorhexe z Altherrschwanzdorf /Emsland-Niemcy/.
Ona właśnie przyniosła pierogi sporządzone wg starej, niemieckiej receptury z
Emslandu, który to przepis uzyskała od starego przyjaciela, Alberta Katzendrecka.
Poza pierogami od Ewy, Janek przyrządził prawdziwą ucztę- m in był bigos, sałatki,
jajka, ogórki i grzybki, co stanowiło podstawę do konferencji turystycznej. Nie
trzeba chyba dodawać, że materiały konferencyjne Janek też wystawił- w dużych
ilościach. Tadek omówił logistykę sierpniowego rajdu po Bieszczadach, zaś Irek-
konieczność zmiany przebiegu szlaków obok Lęborka z uwagi na powstającą w
przyszłości nową drogę krajową. Janek z kolei wygłosił referat odnośnie sposobu
uprawiania turystyki pieszej przez "Kahel Klub" oraz "Orły". Po części oficjalnej
nastąpiła część rozrywkowa- Andrzej grał na mandolinie Ewy, a reszta śpiewała.
Najpiękniej, niczym anielski chór, czy słowicze trele, zabrzmiał głos Darka
Olewniczaka, którego słuchała rozmarzona Ewa.. Siedzielibyśmy długo w tak miłym
towarzystwie, tym bardziej, że radował nas powrót Janka do zdrowia po długiej
chorobie /w dostateczny sposób wykazał, że wraca już do wielkiej, turystycznej
formy/ lecz musieliśmy wracać do domu. Uczynny Tadek odwiózł nas na dworzec, skąd o
18.04 odjechaliśmy pociągiem SKM do Słupska, zaś Tadek i Irek pojechali powitać
kajakarzy w klubu "Szuwarek", którzy dzisiaj dopływali do Lęborka..