Data: 05.12.2015r
Trasa: Garczegorze stacja- Garczegorze wieś- Obliwice- trasą "Nordic Walking"- wokół Obliwic-
Obliwice 8km
Prowadzący trasę: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 3
W turystycznej miejscowości Obliwice na ziemi lęborskiej byliśmy już wielokrotnie
i dobrze znamy okoliczne drogi i szlaki, zawsze jednak warto było wybrać się tak
po raz kolejny, chociażby z uwagi na możliwość spotkania przyjaciół z "Kahel Klubu"
Lębork a także z uwagi na fakt, że gościnny dyrektor GOK w Nw.Wsi- Krzysztof Pruszak
zawsze dba o to by uczestnicy nie byli głodni i spragnieni. Tym razem poza
tradycyjnymi parowanymi ziemniakami i śledzikami była również przecierka jabłkowa-
zacny napój, odpowiedni do tej pory roku. Jak się okazało, pogoda również dopisała
choć rano nic na to nie wskazywało. Chłodnym i wietrznym rankiem a w zasadzie
jeszcze nocą, bowiem o 6.47 pociągiem SKM do Lęborka pojechali Andrzej i Mecenas.
Tak wczesna pora wyjazdu spowodowała, że na wycieczkę nie mogła przyjechać Luiza z
Koszalina, choć bardzo chciała, zaś awizowany wcześniej Krzysiek musiał zająć się
pisaniem konspektów do wykładów w szkole. W Lęborku od razu nasza dwójka kolegów
przesiadła się na busa relacji Lębork-Łeba, skąd, po niedługiej jeździe wysiedli
na znanym nam przystanku w Garczegorzu koło stacji i samolotów. Było nadal pochmurno
i wiał silny wiatr, więc Andrzej zarządził zastosowanie odpowiednich środków
rozgrzewających, a po dojściu do centrum wsi Garczegorze zaopatrzył się w sklepie
w stosowne zapasy. W międzyczasie zadzwonił do nas najwybitniejszy turysta Pomorza-
Jan Kiśluk, który akurat przebywał w szpitalu gdzie poddawał się operacji nogi.
Ostatnimi czasy bowiem zamiast wędrować, ćwiczyć mięśnie i zażywać środki
rozrzedzające krew, Janek musiał gościć rodzinę, ministrów i innych oficjeli co
spowodowało u niego niebezpieczną zakrzepicę. Dlatego też poradziliśmy mu aby po
wyjściu ze szpitala zastosował odpowiedni sposób rehabilitacji- a nie jest nią
siedzenie w domu.. Idąc szybkim krokiem Andrzej z Mecenasem rychło dotarli do Obliwic,
zatrzymując się tylko przy stawie obok łąki storczykowej i dawnej linii kolejowej-
na stawie bowiem zgromadziło się kilkadziesiąt łabędzi, które wbrew nazwie /"łabędź
niemy"/ tak się przekrzykiwały, że ich głosy niosły się po całej okolicy. Nasi
klubowicze byli jednymi z pierwszych uczestników marszu, więc w oczekiwaniu na
resztę zasiedli w ulubionym miejscu- pod łodzią, gdzie omawiali organizację
zbliżającej się rocznicy klubu, postanowiono też zaprosić na nią muzyka Piotra,
poznanego na rajdzie "Wydma", który pięknie gra na akordeonie i fletni Pana. Po
pewnym czasie dojechały autobusy z dziećmi z Główczyc pod opieką pań profesorek-
Anity i Ewy, z którymi przyjechał Marek. Z kolei z Lęborka dojechał z młodzieżą
szkolną Tadek, a pojawili się też- zacny Maurycy z Bożenką oraz Ewa "Bagienna Wiedźma"
która przed wyjazdem do Neue Altherrschwanzdorf w Niemczech postanowiła jeszcze
powędrować w gronie przyjaciół. Wkrótce dyrektor Pruszak dał hasło do startu marszu,
jednakże Marek, Mecenas, Ewa i Andrzej postanowili udać się w trasę indywidualną,
bowiem nie przyjechaliśmy tu na wyczyn lecz na rekreację, tym bardziej, że zrobiło
się słonecznie i ciepło co nastrajało nie do szybkiego marszu lecz do zachwycania się
urokami przyrody. Zwiedziliśmy zabytkowy cmentarz obliwicki po czym udaliśmy się na
wędrówkę szlakami "Nordic Walking" wokół Obliwic. Najbardziej aktywny w marszu był
Andrzej, który osiągnął stan "spracenia"- co oznacza gotowość wszystkich sił fizycznych i
duchowych do wędrowania /termin wymyślony w czasie ubiegłorocznej wycieczki do Wolina/.
Jednocześnie jednak Andrzej bardzo tęsknił za Ulą i często dzwonił do niej
relacjonując przebieg trasy i atrakcje przyrodnicze. Jak wynikało z tych rozmów, Ula
była zachwycona zapałem swojego małżonka nie tylko do dzisiejszej wędrówki, ale w
ogóle jego podejściem do uprawiania turystyki. Prowadzeni przez aktywnego Andrzeja,
szliśmy najpierw trasą przez las, gdzie obejrzeliśmy m.in zarastający leśny staw,
znajdowaliśmy też jeszcze grzyby, mimo iż mamy już grudzień. Droga następnie wiodła
granicą pól i lasu, ponownie wchodziła w las, docierając do samych Obliwic. Gdy
dochodziliśmy na metę okazało się iż w tym samym czasie pojawili się również uczestnicy
"oficjalnego" czyli III Mikołajkowego Nordic Walking, a zatem przyszedł czas na
uroczyste zakończenie, nagrody, dyplomy i..biesiadę z parowanymi ziemniakami i przecierką
jabłkową. Śledzików niestety już dla nas nie starczyło ale za to Andrzej upiekł kiełbasy
na ognisku, a parówkami z szynki został przez Mecenasa poczęstowany stały uczestnik
imprez w Obliwicach- kudłaty Gacek. Około godziny 15ej nadszedł czas odjazdu,
Andrzej i Mecenas zabrali się wraz z Markiem autobusem do Główczyc, gdzie na hacjendzie
"U Benka" odbyło się- wspólnie z Teresą- zebranie zarządu. Po dyskusji jednogłośnie
uchwalono, aby kolejne rocznice klubowe odbywały się wcześniej, niźli w grudniu,
orientacyjnie przyjęto terminy na przełom września i października. Pozwoli to na
zmniejszenie kosztu imprezy /nie trzeba będzie m in płacić za ogrzewanie/ a także będziemy
mieli możliwość urządzania dłuższych wędrówek o orgaznizacji biesiady na świeżym powietrzu.
O godzinie 16.34 Andrzej z Mecenasem wsiedli do autobusu NordExpressu i powrócili do
Słupska gdzie na Andrzeja czekała stęskniona Ula..