Data: 17.10.2015r
Trasa: Potęgowo- Głuszynko- Grapice- Głuszyno- Strzyżyno 15 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 3
Rano w Słupsku padał rzęsisty deszcz, było chłodno i wietrznie, więc zachodziły
obawy czy w ogóle ktokolwiek- poza prowadzącym- wybierze się na wędrówkę. Na
szczęście oprócz Mecenasa pociągiem do Potęgowa o godzinie 9.54 wyjechała również
Krystyna, a z Redy przyjechał Jurek. W Potęgowie mieliśmy okazję przywitać się z
najlepszym klubowym piechurem- Krzyśkiem, który poprzedniego dnia uczestniczył w
imprezie nauczycielskiej, gdzie m.in. zachęcał koleżanki z pracy do udziału w
naszych wędrówkach. Niestety Krzysiek nie mógł iść z nami chociażby z uwagi na
brak stosownego stroju, ale zapewnił, że mimo obowiązków szkolnych nadal będzie
promować klub "Orły". W międzyczasie okazało się, że deszcz ustał i w zasadzie do
końca trasy nie padało, tak,że niech żałują ci, którzy rano przestraszyli się
pogody i nie przyszli. Wymyśliliśmy bowiem na dziś trasę do tej pory nam nieznaną,
wprawdzie w części wiodącą po "asfaltach" ale za to obfitującą w ciekawe obiekty
historyczne i przyrodnicze. Z Potęgowa najpierw skierowaliśmy się na północ do
rozwidlenia dróg, z których ta w prawo biegła do Skórowa i Czerwieńca /szliśmy
nią dwa lata temu na rajdzie "Liść Dębu" prowadzeni przez wspaniałego Janka
Kiśluka/, ale tym razem skręciliśmy w lewo, na drogę wiodącą do Bobrownik.
Jurek forsował tempo, więc szybko dotarliśmy do Głuszynka, a następnie do Grapic.
Tam planowaliśmy odszukać starą, poniemiecką, kamienną wieżę na wzgórzu, która
była opisana na mapie jako pomnik poległych z I w św. Kierując się wskazówkami
od miejscowych, przeszliśmy wąską ścieżką przez łąkę i weszliśmy w gęsty,
zakrzaczony las. Długo przedzieraliśmy się przez mokre od deszczu chaszcze, aż
staliśmy się cali mokrzy, po dłuższym czasie okazało się, że doszliśmy prawie
pod Głuszyno, a wieża była zaraz przy wejściu do lasu więc musieliśmy się cofnąć.
Ubłoceni, uszargani dotarliśmy w końcu do wieży, która była co prawda znacznie
"wyszczerbiona" z dużymi ubytkami, no ale wciąż wyglądała majestatycznie. Po
takiej "wyrypie" należał się nam wszystkim odpoczynek, więc zasiedliśmy na pewien
czas pod sklepem, posilając się i nawadniając. Poza wieżą, w Grapicach należało
także obejrzeć zabytkowy spichlerz oraz pałac, który wyglądał na opuszczony
ale na szczęście nie był jeszcze ruiną. Na bliższe oględziny nie pozwalał
strażnik, czyli duży czarny pies, więc po chwili wyruszyliśmy w dalszą drogę.
Skończył się asfalt i wędrowaliśmy drogą przez pola na południe, obserwując
jesienne prace polowe. Dotarliśmy na skraj wsi Głuszyno skąd cofnęliśmy się aby
obejrzeć zabytkowy pałac. Zawsze mamy obawy w takich przypadkach czy nie
zostaniemy przepędzeni przez jakiegoś ambitnego "cerbera" ale tym razem mile się
zaskoczyliśmy. W pałacu bowiem mieszkał gościnny sołtys który pozwolił nam nie
tylko obejrzeć obiekt ale i zwiedzić go od wewnątrz. Przy okazji pan sołtys
opowiedział nam historię kamiennej wieży w Grapicach, która nie była bynajmniej
pomnikiem poległych /jak pisało na mapie/ lecz wieżą sygnalizacyjną, na dachu
której zapalało się światło. Po obejrzeniu wnętrz pałacu, kominka i pięknego
witraża nadszedł czas wymarszu, powróciliśmy na skraj Głuszyna skąd drogą-
najpierw przez pola a potem przez las- skierowaliśmy się w stronę Strzyżyna. Po
drodze napotykaliśmy ciekawe strumienie, rozlewiska i żeremia bobrowe, a mimo
jesieni w lesie nadal słychać było gwar ptasich głosów. Do przystanku PKP w
Strzyżynie dotarliśmy ok 14 ej, mieliśmy zatem ponad godzinę czasu do odjazdu
pociągu, więc poszliśmy dalej przez Strzyżyno w stronę rzeki Łupawy nad którą
mieściła się łąka i wiaty. Miejsce to doskonale jest znane Mecenasowi i Markowi,
gdyż dwukrotnie tam się odbywały huczne zakończenia wędrówek "Z Głosem Pomorza"
w plener, a nasi klubowicze piekli ślimaki winniczki z masłem czosnkowym oraz
bratali się ze strażakami. Tak więc w oczekiwaniu na pociąg, posiedzieliśmy
nad rzeką, podziwialiśmy widoki z drewnianego mostu, a przy wiatach towarzystwa
nam dotrzymywał ciekawski cielaczek. Jurek odjechał do Redy pociągiem SKM o 15.03,
a Mecenas i Krystyna do Słupska- pociągiem o godzinie 15.36.. A w Słupsku znów
padało.. Wycieczka jednak była udana i ciekawa, teraz przygotowujemy się do
wędrówki z zakończeniem w Drętowie w towarzystwie naszych przyjaciół z "Kahel
Klubu"..